Jasełka

Spotkanie biblijno-kolędowe

przez Posted on 0 Comments 4 min read 90 wyświetlenia

 „ A SŁOWO CIAŁEM SIĘ STAŁO I ZAMIESZKAŁO WŚRÓD NAS……”

Scenariusz Biblijno – poetyckiego spotkania z okazji Świąt Bożego Narodzenia

 

KOLĘDA: BÓG SIĘ RODZI

OSOBA 1

Jest taki dzień bardzo ciepły, choć grudniowy.

Dzień, zwykły dzień, w którym gasną wszystkie spory.

Jest taki dzień, w którym radość wita wszystkich.

Dzień, który już każdy z nas zna od kołyski.

Niebo – ziemi, niebu – ziemia

Wszyscy wszystkim, ślą życzenia.

 

NARRATOR

Byśmy mogli ten dzień przeżywać, wszystko zaczęło się…….Na początku……….O brzasku świata, gdy rozpoczęła się Wielka Przygoda Miłości Boga – Ojca do każdego człowieka

 

OSOBA 2

Na początku było SŁOWO,

A SŁOWO było u Boga, i Bogiem było SŁOWO,

Ono było na początku u Boga,

Wszystko przez Nie się stało, co się stało.

W Nim było życie.

Na świecie było SŁOWO,

A świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał.

Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli.

A SŁOWO stało się Ciałem i zamieszkało wśród nas.

 

    NARRATOR

Ten dzień już kilka wieków wcześniej zapowiedział Prorok Izajasz:

 

    OSOBA 3

Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką,

Nad mieszkańcami kraju mroków zabłysło światło.

Pomnożyłeś radość, zwiększyłeś wesele.

Rozradowali się przed Tobą, jak się radująwe żniwa, jak się weselą przy podziale łupu.

Albowiem Dziecię nam się narodziło, Syn został nam dany.

Na Jego barkach spoczęła władza,

Nazwano Go imieniem: PRZEDZIWNY DORADCA, BÓG MOCNY, ODWIECZNY OJCIEC, KSIĄŻĘ POKOJU.

Wielkie będzie Jego panowanie w pokoju bez granic.

 

         NARRATOR

Byśmy mogli ten dzień przeżywać , wszystko wypełniło  się 2000 lat temu. Małe miasteczko w Judzie było świadkiem najważniejszego wydarzenia w dziejach ludzkości.

 

OSOBA 4

W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz.. Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna. Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie.

W tej samej okolicy przebywali w polu pasterze i trzymali straż nocną nad swoją trzodą. Naraz stanął przy nich anioł Pański i chwała Pańska zewsząd ich oświeciła, tak że bardzo się przestraszyli. Lecz anioł rzekł do nich: «Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan. A to będzie znakiem dla was: Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie». I nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami:
„Chwała Bogu na wysokościach,     a na ziemi pokój     ludziom Jego upodobania”.

KOLĘDA: WŚRÓD NOCNEJ CISZY

 

OSOBA 4

Ten szczególny dzień się zbliża, niosąc ciepło w każdą sień,

To dobroci dzień dla ludzi, tylko jeden w całym roku taki dzień.

 

Zmierzchem błyśnie nam promienna, gasząc w sercach naszych złość,

I nadejdzie noc pojednań, tylko jedna w całym roku taka noc

 

Ref. Choć tyle żalu w nas i gniew uśpiony trwa,

Przekażcie sobie znak pokoju, przekażcie sobie znak.

 

Potem przyjdą dni powszednie, braknie nagle ciepłych słów,

Najjaśniejsza gwiazda zblednie i niepokój, jak co roku wróci znów.

 

Niejeden świt powróci zwątpień mgłą, brzemieniem spraw i trosk,

Powróci twarzy mars na powitanie dnia, znów milczenie serc regułą będzie nam.

 

Ref. Choć tyle żalu w nas i gniew uśpiony trwa,

Przekażcie sobie znak pokoju, przekażcie sobie znak.

 

OSOBA 5

W tę nadchodzącą świętą noc Miłości, noc Przebaczenia, noc, kiedy Bóg się rodzi, moc truchleje, życzymy wszystkim pracownikom naszej szkoły Błogosławieństwa Bożej Dzieciny  na każdy dzień Nowego Roku. Niech narodzone Dzieciątko ześle Wam łaskę zdrowia, nadziei i spokoju wewnętrznego, a Święta niech będą prawdziwym duchowym, chrześcijańskim przeżyciem i spełnieniem nieustannego dążenia człowieka do szczęścia.

 

KOLĘDA: PÓJDŹMY WSZYSCY DO STAJENKI

 

Jasełka
Jasełka

Opłatek w Szkole

przez Posted on 1 Comment 5 min read 58 wyświetlenia

OPŁATEK W SZKOLE

 

W ten piękny dzień grudniowy, z białymi płatkami śniegu za oknem i skrzącym się  mrozem na szybach, przychodzi do nas Jezus Chrystus, aby kolejny raz wejść z nami  w Nowy … Rok. Czy spotka otwarte serca i dłonie w dzisiejszym świecie? Czy jesteśmy dzisiaj gotowi przyjąć przychodzącego Chrystusa?

Pragniemy w krótkiej scenie ze stajenki betlejemskiej, przybliżyć tę prawdę, która przed ponad 2000 lat stała się Ciałem i zamieszkała pośród nas.

 

W przecudną noc grudniową gwiazdami niebo skrzy,

I cisza jest wokoło … i zda się miasto śpi.

Ta piękna, biała, skrząca, zaklęta ciszą noc

Objawi światu wszemu niezwykłą, Bożą moc.

 

Bo w tę noc grudniową gdy zda się miasto śpi,

Najświętsza Maryja Panna do każdych puka drzwi.

Syn Boży się narodził, przyjmijcie Go w swój dom,

On wam swe łaski ześle i kres położy łzom.

 

On tali ubożuchny, choć Jego cały świat

Nie wzgardzi twą gościną nawet w najlichszej z chat.

Więc serca swe otwórzmy, nie wolno dziś nam spać,

Musimy Dzieciąteczku najlepsze miejsce dać.

 

Bo w mroźną noc grudniową, choć zda się miasto śpi,

Najświętsza Maryja Panna do wszystkich puka drzwi.

 

kolęda

Panie, mój Boże,

Jesteś większy niż świat, a stałeś się Dzieciątkiem.

Miałeś Matkę.

Narodziłeś się w stajence, w Betlejem, wśród zwierząt.

Poznali Cię pasterze i Mędrcy ze Wschodu.

 

A dlaczego nie narodziłeś się teraz?

 

Są hotele – Twoją Matkę przyjęliby na nocleg.

Są dyżury w szpitalach – byłbyś pod opieką lekarską.

Są obserwatoria astronomiczne – uczeni ludziom wytłumaczyliby dlaczego jest nowa gwiazda.

Mamy radio – przekazałoby ludziom dobrą nowinę, że Chrystus się narodził.

Są informacje turystyczne i dokładne mapy – Mędrcy łatwo by Ciebie znaleźli.

Mamy opiekę nad matką i dzieckiem – byłbyś spokojny i nie musiałbyś uciekać przed Herodem do obcych, a wszyscy ludzie uwierzyliby, że jesteś Bogiem z nami.

 

Anioł – Dziecko moje.

Przyszedłem do was, kiedy nadeszła pełnia czasów.

Posłał mnie Ojciec.

Od początku bowiem obiecał wam, że przyjdę, że będę miał Matkę,

Że urodzę się w Betlejem, w mieście chleba.

Pocieszasz mnie, że gdybym teraz przyszedł na świat, nie miałbym tylu przykrości,

Ale czy moją biedną Matkę przyjęliby na nocleg w bogatych hotelach?

Myślisz, że w blokach przyjęliby na nocleg obcą kobietę spodziewającą się dziecka?

Przecież swoi jej nie przyjęli.

Gdy czasopisma mają tyle kolorowych zdjęć, nikt nie zauważyłby szarego zdjęcia stajenki.

Gdy tyle delegacji jeździ po świecie, cz interesowałaby kogoś wizja mędrców ze Wschodu?

Mówisz, że w twoich czasach byłbym bezpieczny,

A na świecie tyle wojen, tyle zabitych dzieci, tyle płaczu matek.

A nawet gdyby tak było jak mi obiecujesz,

Czy uwierzyłbyś, że jestem Synem Boga?

Twoim Bogiem?

 

kolęda

 

Boże mój wielki.

Dobrze, że narodziłeś się w Betlejem, że chciałeś być dzieckiem,

Że chciałeś mieć Matkę, że jesteś bezbronnym Bogiem,

Że zawsze zostajesz Bogiem z Betlejem, cichym jak chleb.

My, Jezu, dzieci Twoje, podarków nie mamy.

Serca nasze przynosimy, przy żłóbku składamy.

W dzień Twojego narodzenia weź je, Jezu mały.

I daj aby te serca zawsze  Cię kochały.

 

Matko w stajence, kochamy Cię za to,

Że tyle matczynego kochania Boga – Twego Syna.

Józefie dobry, dlaczego nic nie mówisz? Czekasz na dobre sny?

Nie bój się.

Kochany jesteś za to, że poprowadziłeś Maryję za rękę,

Że szedłeś z Nią powoli, że szukałeś dla Niej miejsca.

 

Kolęda

 

Stajenka Betlejemska – ileż tam ciepła i miłości, ile dobroci i zrozumienia. Wszyscy radośni szczęśliwi i uśmiechnięci, cieszą się z przyjścia Jezusa na ziemię. Spoglądając na tę betlejemską grotę weźmy do ręki biały opłatek, otwórzmy serca, rozluźnijmy pięści – pojednajmy się z braćmi. Niech ten chleb biały łamany w dłoniach będzie symbolem miłości pośród nas.

 

To właśnie tego wieczoru, gdy mróz lśni, jak gwiazda na dworze,

Przy stołach są miejsca dla obcych, bo nikt być smutny nie może.

To właśnie tego wieczoru, gdy wiatr zimny śniegiem dmucha,

W serca złamane i smutne, po cichu wstępuje otucha.

To właśnie tego wieczoru zło ze wstydu umiera,

Widząc, jak silna i piękna jest Miłość, gdy pięści rozwiera.

 

Przy wigilijnym stole, łamiąc opłatek święty,

Pomnijcie, że dzień ten radosny w miłości jest poczęty;

Że, jako mówi wam wszystkim dawne, odwieczne orędzie,

Z pierwszą na niebie gwiazdą Bóg w waszym domu zasiędzie.

Sercem Go przyjąć gorącym, na oścież otworzyć wrota –

Oto co czynić wam każe miłość, największa cnota.

Pamiętaj! Są ludzie smutni, opuszczeni, niepotrzebni nikomu –

I nikt z nimi słowa nie zamieni, nie zaprosi do swego domu.

Weź do ręki biały opłatek, choćbyś nie miał go z kim dzielić,

I życz szczęścia całemu światu, niech się wszystkie serca rozweselą.

Kto dobrej woli, niech się cieszy, dla niego Bóg się rodzi.

Niech prędko do stajenki spieszy, niech każdy tu przychodzi.

 

kolęda

 

W ręku bielutki opłatek, choinka przybrana aż błyszczy …

I płyną życzenia światem, serdeczne i szczere, dla wszystkich.

Niech Dziecię Boże tej nocy, kiedy się zrodzi w stajence,

Swej łaski, radości i mocy, każdemu da jak najwięcej.

I my też z wszystkimi razem, biorąc opłatek do ręki

Życzymy – niech wszystkich darzy swą łaską Jezus Maleńki.

 

Drogiej Pani Dyrektor wraz z gronem pedagogicznym,

Za miłość, za trud i oddanie, niech ześle łaski swe mnogie

Dzieciątko leżące na sianie.

Niech Jego maleńka rączyna Wasz każdy dzień błogosławi,

Bo każdy się trudem zaczyna – On jasnym i lekkim go sprawi.

Dziś dziatwa powie, co czuje, czcigodny księże proboszczu.

Codziennie na ołtarz zstępuje Bóg-Jezus na Twoje wezwanie.

Z opłatka, jak Hostia białego, niech tryśnie zdrój łaski dla Was.

Dzieciątko niech dobra wszelkiego użyczy Wam w każdy czas.

 

Wszystkim pracującym w tej szkole i trudzącym się dla nas

Niech ześle Dzieciątko pociechę i troski i smutki osłodzi

Swym Boskim, promiennym uśmiechem.

A uczniom tej szkoły niech sprawi o Jezus mały,

By grzeczne były i pilne i aby Go zawsze kochały.

 

Jasełka
Jasełka

 

 

Długie Jasełka w czterech odsłonach

przez Posted on 0 Comments 34 min read 50 wyświetlenia

JASEŁKA w czterech odsłonach

(zebrane z różnych autorów)

 

AKT I

 

(Scena przedstawia polanę wśród lasów i gór: wieczór – światło księżyca oświeca scenę. Pasterze siedzą koło ogniska i prowadzą rozmowę).

 

WOJTEK – … Jak on gnał ja ze smrekiem wtedy stał.

W ręku miałem tęgi kół, jak go zdzielę tak przez pół

Legł od razu.

 

SŁAWEK – Toś ty zuch!

 

SZYMEK – Zabić wilka tak od razu, że nie zipnął ani razu –

O to z ciebie tęgi zuch.

 

WOJTEK – Jakie straszne ślipia miał – jeszcze charczał, gdym tam stał.

 

KUBA – Niechby skoczył …

 

WOJTEK – Kij był długi, a że tęgie sęki miał, to bym ździelił po raz drugi.

 

MACIEK – Hej od razu taka sztuka, zawsze ci się nie powiedzie.

 

WOJTEK – Jak mam w ręku kawał buka, niech ta idą i niedźwiedzie.

Nie ma strachu.

 

SZYMEK – Jeno ty nie bądź zawsze taki zuch.

Zawsze lepiej iść we dwóch, sam nie próbuj takiej gry.

 

WOJTEK – A cóż to wilk takie cuda?

 

SZYMEK – Zawsze ci się tak nie uda.

 

MACIEK – Nosił wilk razy kilka, a ponieśli też i wilka.

 

WOJTEK – Jeszcze czego?! Cóż u czarta …

 

WALEK(wchodzi) Czyja też to dzisiaj warta?

 

STACH – Ponoć Maćka.

 

MACIEK – A bo co?

 

WALEK – A no Bartosz wiedzieć chcą.

 

MACIEK – To mu powiedz, że to ja.

 

WOJTEK – Księżyc dzisiaj dość wysoko, ale trza mieć dobre oko.

Po północy będzie mgła.

 

SZYMEK – We mgle łatwo o przygodę;

Bydło może zaleźć w szkodę, więc się pilnuj!

 

MACIEK – To się wie.

 

STACH – Może także gdzieś ukradkiem, w pojedynkę lub ze stadkiem

I wilczysko podkraść się.

 

BENEK – O to łatwo w nocnym czasie.

 

WOJTEK – Juści prawda.

 

MACIEK – Już ja wilków się nie boję, możecie spokojnie spać.

 

STACH – Ano bracia na nas czas. Jutro trzeba wstać o świcie.

Trzeba wypocząć należycie. Chodźmy spać.

 

SZYMEK – Już ogień gaśnie.

 

WOJTEK – Ot i Bartosz idą właśnie.

 

STACH – Ano dobrze, bo w sam raz.

 

BARTOSZ (wchodzi) Co wy jeszcze tu robicie? Jeszcze wam za mało dnia?

Rano przecież trzeba wstać, by z pastwiska bydło brać i oddoić jak należy.

Brać się zaraz do pacierzy. Żwawo wszyscy!

 

STACH – Trza to trza.

 

SZYMEK – Lecz pozwólcie nam – prosimy, niech raz jeszcze zanucimy,

Niech popłynie dookoła pieśń rozgłośna i wesoła.

 

WOJTEK – Zanućmy pieśń pasterską, prostą, szczerą a rycerską.

 

SZYMEK – Z niej powstaną w duszy echa w smutku radość i pociecha.

 

(śpiewają): Pasterską pieśń zanućmy wraz, pasterską pieśń w zły, dobry czas.

Pasterska pieśń – pierwsza w modlitwie, pasterska pieśń w domu i bitwie.

Pasterski stan, gdy minął raj, pasterski stan zaczynał maj.

Pasterza stan: szczęście w człowieku, pasterski stan był w złotym wieku.

Pasterzem też był pierwszy król, pasterzem też kapłan się zwie.

Pasterza zna pałac i chata, pasterska pieśń w niebo ulata.

 

SŁAWEK(rozgląda się) Patrzcie jeno bracia, co za noc cudowna.

Takiej nocy wspaniałej nie pamiętam z dawna.

Taka spokojna, czysta, podobna do świtu;

Tylko gwiazdki małe mrugają z błękitu …

A na duszy mej jakoś tak tęskno i rzewnie …

BARTOSZ – Widać spokojne, czyste masz serce pewnie, to ci Bóg daje pociechę na ziemi;

Bo szczęśliwy, kto zawrze przyjaźń ze świętymi!

Lecz my pastuszkowie, już nam spać wypada;

Ty Maćku idźże pilnuj dobrze stada, by nie zrobiło jakiej komu szkody.

Niechże cię Pan Bóg ochroni od jakiej przygody

– A teraz, moi bracia, nim nas sen rozbierze,

Czas pomyśleć o Bogu i zmówić pacierze.

 

(wszyscy klękają i mówią): Ty ojców naszych przedziwny Boże!

Oto Twe dzieci klęczą w pokorze,

Twe ramię silne po wszystkie wieki,

Niech nam użycza łask i opieki.

Za wszystkie dary życia naszego,

Przyjmij podziękę serca kornego

I racz nas wspierać aż z niebios tronu,

W zawiejach życia i w chwili zgonu.

Ześlij na ziemię Syna swojego,

Ześlij nam Zbawcę rodu ludzkiego:

Niech światłem Bożym rozproszy cienie,

Ojczyźnie naszej daj oświecenie.

 

(pasterze kładą się spać; Maciek czuwa).

 

MACIEK – Jasna nocka, cudny czas, paście się owieczki wraz;

Jutro zaprowadzę was w bujną trawkę, aż po pas.

Rankiem błyśnie słonka twarz i ozłoci wygon nasz,

A wśród pola, łąk o hal śpiew popłynie z rosą w dal!

Echo jęknie w złomach gór, szumem mu odpowie bór,

A pod borem w dali het zadźwięczy pastuszy flet.

 

(światło zalewa scenę, gdzieś w dali śpiewa aniołów chór).

 

ANIOŁOWIE(śpiewają) Bóg się rodzi, moc truchleje, Pan niebiosów obnażony!

Ogień krzepnie – blask ciemnieje! Ma granice – nieskończony!

Wzgardzony – okryty chwałą, śmiertelny – król nad wiekami.

A Słowo Ciałem się stało i mieszkało między nami.

 

(śpiew niknie. Światło powoli znika).

 

MACIEK(przerażony) O laboga, a tam co!

Pasterze, wstawajcie, duchem się zbierajcie, uciekać trzeba!

 

SZYMEK – Nie wrzeszcz!

 

MACIEK – Cosik się dzieje, wszystko goreje!

Ogniem płoną nieba, Stachu!

 

STACH – A czego?

 

MACIEK – Wstawaj!

STACH – Co złego?

 

MACIEK – Jakieś straszne słońce świeci, jakieś wojsko z nieba leci.

 

STACH – Bajesz.

 

MACIEK – Patrz tam, w ogniu są niebiosy! Słychać jakieś wdzięczne głosy.

O! Nad Betlejem jaka straszna łuna. Tam coś się dzieje!

 

STACH – Coż by u pioruna?

 

MACIEK – Widzisz? W Betlejemskiej stronie całe niebo ogniem płonie.

 

STACH – Dawaj no sukmanę (ubiera się). Niech się przyodzieję.

Oj nieszczęśliwa nasza godzina, smutna to będzie jakaś nowina.

A gdzież ta łuna, co tak o niej bredzisz?

 

MACIEK – Na Boga, czyś ślepy, czy jeszcze nie widzisz?

Nocka ciemna jako smoła, a tu taki blask dokoła.

Spojrzyj, widzisz co się dzieje?

 

STACH – O rety! A może to dnieje?

 

MACIEK – A jużci dnieje. Patrz o tam! Nie wiem co myśleć o tym sam.

 

STACH – Oj prawda, już widzę, ale to nie żarty.

Tyś mi prawdę gadał, ja byłem uparty. Chyba drugich pobudzimy.

 

MACIEK – Poczekaj no trochę, nie budź jeszcze Stachu.

Może na darmo narobimy strachu, może ino nam się marzy,

Trza uważać co się zdarzy.

 

STACH(z gniewem) Co tu dłużej będziem stać!

Co kto może z sobą brać i uciekać, gdzie kto może.

Kiej nad głową niebo gorze. Nie ma co tu dłużej zwlekać!

 

MACIEK – Przed tym ogniem gdzie uciekać?

O na Boskie zmiłowanie, co się teraz z nami stanie.

 

STACH – Nie czas próżno lamentować, trzeba bydło nam ratować.

Braci zbudzić trza koniecznie, będzie raźniej i bezpieczniej.

 

(budzą) Wojtek, Szymek, Benek, Jędrek, Walek, Jasiek, Kuba!

Wstawać czym prędzej – nad nami zguba!

 

SZYMEK – A cóż wam się stało? Czy was dusi zmora?

 

WALEK – A możeście sobie popili z wieczora?

 

WOJTEK – Wstawajcie! Wstawajcie, a wszystko ujrzycie!

Cuda niesłychane, jakiem nie wierzycie.

 

BENEK – Cóż się stało? Co za cuda?

 

STACH – W ogniu niebiosy, anielskie głosy.

 

SZYMEK – Co on plecie ten maruda.

 

WALEK – Co za głosy? Sowy krzyczą, wilkowi się oczy świcą.

 

STACH – Nie bredź ino, kiejżeś kiep,

Jeno podnieś nieco łeb, przetrzyj ślepia i patrz tam.

 

WALEK(patrzy i zrywa się) O laboga –

Chłopy wraz trza uciekać póki czas! Gdzieś się pali!

 

(wszyscy krzyczą)

 

BARTOSZ – Co się z wami dzisiaj stało, że krzyczycie przez noc całą.

W dzień to cięgiem zbytkujecie, a po nocy spać nie dajecie.

A to co za awantury, czy się może upił który?

 

STACH – Ach Bartoszu, patrzcie no!

 

WOJTEK – Coś strasznego się tu dzieje, całe niebo nam goreje.

 

KUBA – A tam w Betlejemskiej stronie wszystko żywym ogniem płonie.

 

BARTOSZ – Wielki Boże! A tam co?

 

MACIEK – Więc poraźcie, bo nie wiemy co tu robić.

Poginiemy wszyscy marnie chyba tu.

 

STACH – Co tu gadać! Trzeba uciekać, ani chwili nie zwlekać.

Bierzmy bydło, hej co tchu.

 

(chcą uciekać – światło – za sceną śpiew aniołów: „Gloria in excelsis Deo”, wszyscy słuchają skupieni i przerażeni).

 

STACH – (krzyczy) Patrzcie, o pasterze!

Wojsko zlatuje, szum niebo pruje, ziemia się pali, niebo się wali …

Uciekać!

 

(chcą uciekać – lecz w tej chwili zjawia się chór aniołów. Pasterze padają na kolana i w posągowych pozycjach klęczą).

 

ANIOŁOWIE – (śpiewają):Wesołą nowinę bracia słuchajcie,

Niebieską Dziecinę z nami witajcie.

 

PASTERZE – Jak miła ta nowina, mów gdzie jest ta Dziecina,

Byśmy tam pobieżeli pobieleli ujrzeli.

 

ANIOŁ – Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli.

Nie bójcie się, pasterze! Oto wam zwiastuję radość wielką.

Bo oto dzisiaj w Betlejem, w mieście Dawidowym narodził się wam Mesjasz.

Idźcie Go powitajcie. A ten jest znak, po którym Go poznacie.

Znajdziecie Niemowlę nowonarodzone, w pieluszki spowite, w żłobie położone.

 

(anioły znikają)

 

WOJTEK – Czy to jaw? Czy to dziw?

 

STACH – Co to było? Chyba dziw?

 

MACIEK – Sam nie wiem, doprawdy, co tu myśleć o tym,

Serce u mnie bije, jakby kowal młotem.

 

SZYMEK – A toć i ja także w strachu i w zdumieniu.

 

KUBA – A u mnie to już dusza siedzi na ramieniu.

 

BENEK – A mnie się wciąż zdaje, że mi się majaczy,

Nie pojmujesz ty, Walku, co to wszystko znaczy?

 

WALEK – Nic, a nic, lecz powiem wam, oto Bartosz klęczy tam.

On najlepiej wytłumaczy, co to wszystko razem znaczy.

 

WOJTEK – O, juścić prawda, Bartosz to rozumie i on to najlepiej wytłumaczyć umie.

Bartoszu, hej Bartoszu! Co na to mówicie?

 

STACH – Jakże mamy robić, cóż nam poradzicie?

 

MACIEK – Bo my nic nie rozumiemy, ledwie ze strachu żyjemy!

 

BARTOSZ(wstaje z klęczek) Bracia, ten dziw, coście widzieli,

Ten cudny śpiew, coście słyszeli, ta jasna zorza, co świeci tam,

To łaska Boża przychodzi nam.

 

PASTERZE – To łaska Boża przychodzi nam?

 

BARTOSZ – Ten śliczny orszak w srebrzystej bieli w tęczy podniebnej

– To są Anieli.

 

PASTERZE – To są Anieli?

 

BARTOSZ – A ten ich śpiew, to łaski Bożej miłosny zew.

 

STACH – A cóż to za cuda oni śpiewali? Jakąś Dziecinę witać kazali.

 

BARTOSZ – Ono kazali do szopy iść, powitać Boga, co raczył przyjść.

PASTERZE – Powitać Boga, co raczył przyjść?

 

WALEK – A po cóż pójdziem do szopy tej? Nic nie rozumiem, co znajdziem w niej.

 

BARTOSZ – Słuchajcie! Wielka nowina, Bóg się narodził – Dziecina.

 

STACH – Bóg się narodził – Dziecina? Wytłumaczcie nam na rozum prostaczy …

A gdzież jest to Dziecię? Co to wszystko znaczy.

 

MACIEK – Niesłychana to nowina. Jak to pojąć – Bóg – Dziecina?

 

BARTOSZ – Bóg sam zstąpił dziś na ziemię, by odkupić ludzkie plemię.

Sam Mesjasz się narodził, by nas z grzechów wyswobodzić.

 

STACH – Więc już dzisiaj się spełniło to, co obiecane było?

Że Mesjasz obiecany, przez narody pożądany,

Swoją łaską to sprawi, iż nas z grzechu wybawi.

 

KUBA – I co ogłosili Prorocy – ujrzą już nasze oczy?

 

BARTOSZ – Tak.

 

STACH – Szczęśliwa ta nowina, że Bożego ujrzym Syna.

A więc nie czekając rana pójdźmy witać tego Pana.

 

PASTERZE – Pójdźmy! Pójdźmy!

 

KUBA – Ale gdzie? Gdzie Go znaleźć, kto to wie.

 

WOJTEK – Jak to być może, że o tej porze

W ludzkiej postaci Bóg sam w stajni się rodzi,

Na świat przychodzi ten święty i niepojęty Pan.

 

BARTOSZ – Już marudzicie, a nie patrzycie o tym,

Jak w tęczy mgle huf wojska mknie ku nam.

 

MACIEK – Skrzydła złociste, szaty srebrzyste lśnią.

 

KUBA – Jak prędko lecą – perłami świecą – już są.

 

(zjawia się huf aniołów jeden z nich mówi)

 

ANIOŁ – O spieszcie Dziecię uczcić czym prędzej, wszak to wasz Zbawca, Bóg wasz i Pan!

Sam chciał się w waszej urodzić nędzy i przyjąć biedny wasz stan.

 

(Anioły znikają)

 

MACIEK – Słyszałeś teraz, jak nam niebiosy głosiły dary wielkich swych łask.

 

STACH – Cudne to były Aniołów głosy, cudna ich twarzy piękność i blask.

BARTOSZ – Pokój każdemu, kto dobrej woli, błogą nam z nieba przynieśli wieść.

Bóg się ku naszej skłonił niedoli, Bóg między nami, nieśmy Mu cześć!

 

Teraz więc żeście wszyscy słuchali jak nam Anieli drogę wskazali.

Że to w Betlejem, tam więc pójdziemy i Dzieciątka szukać będziemy.

Więc się zbierajcie jeno wraz, bo to już pono najwyższy czas.

 

(Pasterze chcą iść)

 

BARTOSZ – Ino czekajcie. Jakże tam pójdziemy?

To podarunków żadnych nie weźmiemy?

 

WOJTEK – Prawda Bartoszu, ale cóż damy, kiedy nic zgoła sami nie mamy?

Co wziąć?

 

BARTOSZ – Co bądź! Co kto może niech zabierze,

Byle jeno dał szczerze te dary.

Bo Bóg patrzy na ochotę i na szczerość – nie na złote ofiary.

Biegaj każdy i tu przynieś, co który ma doma,

Jakże byśmy tam stanęli z próżnymi rękoma.

Czy mało, czy wiele, zabrawszy w kobiele – zaniesiemy Panu.

 

WOJTEK – A juści prawda, więc dalej chłopy, co który może, bierzmy do szopy.

Każdy coś da, więc się zbierajmy, darów szukajmy, co który ma.

 

MACIEK – To wszyscy pójdą, a któż dojrzy trzody?

Wilk jaki wpadnie, narobi szkody.

 

BARTOSZ – O to się bać nie potrzeba, Bóg ją dopilnuje z nieba.

Cóż to twoja warta sprawi, gdy Bóg nie pobłogosławi.

Więc chodźmy wraz.

Ja połeć słoniny biorę dla Dzieciny, a ty Kuba, co dasz?

 

KUBA – Ja mam kurcząt wiele, zaniosę Panu choć ze dwa.

 

SZYMEK – Ja ofiaruję Panu na chwałę nowiutką fujarkę,

Com wyciął z wierzbiny dla swojej dzieciny.

 

WOJTEK – Ja złożę Panu słodziutkich gruszek w opałce.

 

MACIEK – Ja zaniosę mąki po miarce.

 

WALEK – Ja Pana poproszę, by przyjął troszę śmietany.

 

STACH – A ja masła osełeczkę, by Dziecina za młodu nie zaznała głodu.

 

BENEK – Ja biedny pastuszek, grzybów wianuszek dam

Małemu, narodzonemu Jezusowi.

 

WOJTEK – A więc ruszyć trzeba nam, by co prędzej stanąć tam

Nim ptasząt śpiewy ożywią krzewy w zagrodzie,

Byśmy dążyli i pierwsi byli w pochodzie.

 

BARTOSZ – Gdy w Betlejem będziemy, przed szopą staniemy porządkiem.

Będziemy śpiewali, dusze radowali Dzieciątkiem.

A teraz w drogę!

 

(śpiewają: „Do szopy hej paterze”)

 

AKT II

 

(Scena w pałacu Heroda)

 

SETNIK – Królu mój i Panie. Pozwól, abym ci złożył mój hołd poddańczy

I zawiadomił o tym, co się dzieje w mieście.

Spis ludności postępuje powoli i wnet się skończyć nie może,

Bo za wielka to praca.

Ogromne tłumy ludu nagromadziły się w mieście i okolicy, tak,

Iż nie mogąc znaleźć schronienia po domach, nocują po jaskiniach.

W mieście jak w ulu, wesoło, gwarno na każdej ulicy,

Jak nigdy nie było w twojej okolicy.

Żydzi czekają na Mesjasza swego, który ich zwolni spod jarzma rzymskiego.

A dziś Betlejem, to miasto Judy wzburzone wielce – widziało cudy;

Jasność niebieska nad nim świeciła, jakaś pieśń z nieba wszystkich zbudziła,

A głos powszechny aż tutaj dochodził, że się dziś w nocy Mesjasz narodził.

 

HEROD – Co …? Mesjasz pojawił się w Betlejemie

Dziś, gdy mi gwiazdy wróżą tron i ziemię?

To jakiś spisek powstał w okolicy.

Posłać szpiegów do tej mieściny, zbadać dokładnie wszystkie przyczyny;

A Betlejemskich ruchów uczestnicy niech dzisiaj zawisną na szubienicy.

Zarządzić śledztwo ścisłe i surowe. Jakie są jeszcze wiadomości nowe?

 

SETNIK – Właśnie donoszą gońcy, ze strażnicy, że wielcy goście jadą do stolicy,

Że Trzej Królowie spieszą tu społem, aby przed tobą uderzyć czołem.

 

HEROD – Trzech Królów do mnie? Hm! Na krańce świata o mym imieniu wieść dolata –

I całkiem słusznie. Blask mojej korony rzuca promienie na wsze świata strony.

Dobrze. Lecz każ to wybadać dokładnie, co to są za króle.

Niech się ktoś zakradnie między ich orszak.

Staraj się dowiedzieć, po co tu przyjechali. Chciałbym prędko wiedzieć,

Bo mnie to zaciekawia. Cóż więcej nowego?

 

SETNIK – Poza tym spokój Najjaśniejszy Panie! Lud twój, o Panie raduje się z tego,

Że przed ich władcą trzech monarchów stanie z winnym pokłonem.

 

HEROD – Tak, to naturalne, każ monarchom zgotować wejście triumfalne.

Niech idą wszyscy – lud, wojsko, dworzanie,

Aż do bram miasta, na ich powitanie.

Orszak prowadzić przez pierwsze ulice, aby poznali dobrze mą stolicę.

Wprowadzić ich potem do tronowej Sali, by mi należną cześć i pokłon dali.

 

(Setnik wychodzi)

 

HEROD – Lud mój cieszy się z tego, że z mego powodu zobaczy trzech monarchów.

Bo to dla narodu chlubą i lud to czuje, że z moim imieniem

Sława i blask złączone niebios przeznaczeniem. Wszyscy to wiedzą dobrze –

I moi dworzanie, rycerstwo, senatorowie, wojska i kapłani.

I stoją mi uległe dopóki nie zdradzą,

Bo każdy z nich dopóty się korzy przed władzą, dopóki się boi i drży.

Dlatego nikomu nie wolno ufać szczerze, nawet we własnym domu.

Chcę być panem jedynym i w królestwie całym.

Nie chcę mieć żadnych spisków; dość ich już zaznałem.

Znam swój naród niewierny, bo na całym wschodzie

Nie znajdzie tyle zdrady, co w judzkim narodzie.

O Wschodzie! Wschodzie! Któż cię przejrzeć zdoła!

Wszędzie dookoła na pozór pięknie, ładnie, ale zdrada w duszy

I na jeden zew spisku wszystko się poruszy.

I w mym własnym pałacu napadnięty w nocy,

W nikim, nawet w najbliższym nie znajdę pomocy.

Ale ja nie śpię! Czuwam! Moje władne oko

Każdą duszę zdradliwą przenika głęboko do wnętrza sumień.

Nic się przede mną nie skryje. Przenikam spojrzenia, myśli i słowa, ruch każdy.

I po trzykroć biada takiemu, na czyim czole wyryje się zdrada.

Chcę być królem jedynym. Tutaj moje imię

Musi być nawet świętszym niż cesarzów w Rzymie.

 

(Wchodzi sługa)

 

HEROD – Co nowego?

 

SŁUGA – Królowie przybyli, najjaśniejszy Panie.

 

HEROD – Niech tu w tej chwili cały mój dwór stanie i gwardia.

Przynieś mi tutaj bero i koronę.

 

SŁUGA – Na rozkaz twój, o Panie (wychodzi).

 

(wchodzi dwór Heroda, pacholęta niosą koronę i berło).

 

MARSZAŁEK – Bądź pozdrowiony, najjaśniejszy Panie.

Niech ci pan udziela łaski i powodzenia.

Niech cię rozwesela w każdej życia godzinie.

Masz nas tu przy sobie gotowych żyć i umrzeć przy twojej osobie.

Jesteśmy na usługi.

 

HEROD – Witajcie panowie! Stańcie tu przy mnie.

(do sługi) Niech wejdą królowie.

 

(Wchodzą Trzej Królowie)

KASPER – Wolni synowie wschodniej krainy, gdzie się roztacza bezmiar wód siny –

Bratnie przynosim ci pozdrowienia.

 

HEROD – Witam was mile.

Lecz jakież bogi was sprowadzają tu w moje progi?

 

MELCHIOR – Przyszliśmy pytać, gdzie ten król nowy, który się zrodził w stolicy Jehowy.

Bo gwiazda jego zabłysła na niebie, ona nas właśnie przywiodła do ciebie.

 

HEROD – Co? Co mówicie, zrodził się król nowy? W moim królestwie?

Ależ ja o tym dotychczas nic nie wiem. Wszakże to może być buntu zarzewiem.

I któż to wam doniósł?

 

BALTAZAR – Znak jest z nieba dany. Król ten od dawna był przepowiadany.

Proroctwa głoszą, że gdy się narodzi, gwiazda się nowa ukaże na wschodzie.

 

HEROD – I wycie tę nową gwiazdę już ujrzeli?

 

MELCHIOR – Tak! Ona nas właśnie tu wiodła do ciebie,

I szliśmy za nią ufni i weseli, aż nagle dzisiaj znikła nam na niebie.

 

KASPER – Więc myśmy pewni, że w twoim domu ten król się zrodził,

Stajem przed tobą …

 

HEROD – Ja nie wiem o tym.

 

BALTAZAR – A więc może komu z twojej rodziny syn się dziś narodził?

 

HEROD – I o tym nie wiem.

Poza mą osobą nikt nie ma prawa do judzkiego tronu.

 

KASPER – A jednak, królu, proroctwa Go głoszą i księgi święte wieść o Nim przynoszą,

Że tu się zrodzi w ziemi Izraela, Król nad królami.

 

HEROD(do dworzan) Panowie, słyszycie? Król ma się zrodzić w ziemi Izraela.

Ależ tu idzie o mój tron i życie. I cóż wy na to?

 

OFICER – Nie chcemy innego, tylko Heroda niezwyciężonego.

 

HEROD – Ależ czekajcie. Powiadacie sami, że to ma być Król nad królami.

Czyż nie tak?

 

KASPER – Tak, lecz wszystkie plemiona Miłością nie mieczem dla siebie pokona.

 

HEROD – Więc krótko mówiąc cała mowa wasza zwiastuje światu przyjście Mesjasza.

 

BALTAZAR – Temu Królowi właśnie niesiem dary i hołd najniższy, i serca ofiary.

Przed Nim się wkrótce cały świat ukorzy.

Bo według proroctw to ma być Syn Boży.

 

HEROD – Teraz rozumiem. Słyszałem w młodości, że taki człowiek zrodzi się na świecie

I że to jakieś dziwne będzie Dziecię. Ale czekajcie.

Wszak moi kapłani są z proroctwami dobrze obeznani.

Oni wam wskażą, gdzie się ma narodzić,

Względnie z czyjego rodu ma pochodzić. Usiądźcie proszę.

(do oficera) Wezwać kapłanów!

Natychmiast niech wezmą proroctwa i księgi i tu niech przyjdą.

       (do królów) Cieszyłbym się z wami, gdyby już wreszcie przyszedł

Obiecany Mesjasz na świat. Sam pójdę z darami, aby Go uczcić.

Wszak to Pan nad Pany.

       (wchodzą kapłani) By tych monarchów życzeniom dogodzić

Szukajcie w pismach, gdzie się ma narodzić Mesjasz obiecany.

 

ARCYKAPŁAN(do króla) Niech ci Bóg zdrowia użyczy, o panie,

Że tak ciekawe dajesz nam pytanie.

Niechaj pobożny Simonides zbada, co o Nim prorok Zachariasz powiada.

 

SIMONIDES – Wielki Zachariasz – prorok Pański woła, aby usunąć ból i smutek z czoła.

Bo już niedługo na Dawidów tronie zasiądzie Mesjasz na górnym Syjonie.

(otwiera rulon i czyta)

Raduj się, córko Syjonu, wykrzykuj, córko – Jeruzalem.

Oto król Twój idzie do Ciebie. On sprawiedliwy, zwycięski.

On cichy – dosiadł oślęcia – młodego źrebięcia oślicy (całuje zwój).

 

ARCYKAPŁAN – Widzimy z tego, że On królem będzie i że na tronie Dawida zasiądzie.

A ty, czcigodny Rabbi Hyrkaonie, zbadaj co Izajasz prorokuje o Nim.

 

HYRKAON – Izajasz woła, że Bóg nowym cudem ogłosi Jego przyjście między ludem.

Bo z Panny czystej narodzić się raczy. I tym znak przyjścia Jego nam oznaczy.

(czyta)

Słuchajcie tedy, domie Dawidów; Pan sam da wam znamię.

Oto Panna pocznie i porodzi Syna, a nazwą imię jego Emmanuel.

 

HEROD – Widzicie z tego, drodzy przyjaciele, że wiadomości tych wcale niewiele;

A wszystkie mylne, niejasne i ciemne.

Szukać Go po tych znakach byłoby daremnie.

 

ARCYKAPŁAN – Lecz pewne miejsce przyjścia Mesjasza

Jest określone w księdze Micheasza.

                     (otwiera księgę i czyta)

A ty, Betlejem, Efrata, maluczkie, nie jesteś najpodlejsze z osad judzkich

Bo z ciebie wyjdzie przyszły władca Izraela,

A wyjście Jego od początku, ode dni wieczności (zamyka księgę).

A według przepowiedni proroka Daniela

Teraz ma się narodzić władca Izraela.

 

HEROD(do sług) A więc już się narodził. Słyszycie, panowie?

Mamy nowego króla.

                   (do królów) Zacni monarchowie, cieszę się wraz z wami,

Że już podróż wasza skończona, bo już znacie miejsce Mesjasza.

Idźcie tedy do Niego, a gdy Go znajdziecie

Opowiecie mi bliżej, co to jest za Dziecię.

A wtedy pójdę razem z wami społem, ażeby przed Nim też uderzyć czołem.

Po drodze nikt wam przeszkadzać nie będzie,

A służba moja usłuży wam wszędzie.

 

KASPER – Bóg niech swe dary wyleje na ciebie, żeś nam tak mile usłużył w potrzebie.

 

MELCHIOR – Niech Bóg najwyższy będzie zawsze z tobą

I niech się opiekuje twą zacną osobą.

 

BALTAZAR – Pokój ci, wielki królu.

 

HEROD – Niech Pan będzie z wami.

 

(Królowie odchodzą. Kapłani chcą wyjść, lecz Herod ich zatrzymuje)

 

HEROD – Zostańcie. Chcę mówić z Jehowy sługami.

                   (szyderczo) A więc króla już będziecie mieli?

Herod wam nie smakuje, bo w karbach was trzyma, więc Izrael knuje spiski

I Dawidowego Syna na tron chce tu posadzić! Ha, jaszczurcze plemię!

Wiem ja, że coś się tu dzieje, że coś za plecami mi drzemie.

Ale póki ja żyję, póki jestem przy władzy i oręż mam w dłoni,

Ja was wszystkich wygładzę, nikt was nie zasłoni.

Z waszych czasz, piszczeli postawię tron wysoko.

Co zdrajcy! Kto się ośmieli spojrzeć w moje oko!

Króla wam się zachciewa? A czy to ja już niczem przed waszym obliczem?

Bóg Jehowa wysoko, ja jestem was blisko.

Nim Jego spojrzy oko, zduszą nad kołyską to młode szczenię, co się królem mieni

Ja wszystko w cmentarz zmienię, a miasto i świątynię na kupę kamieni.

Co? Wy zdrajcy! Przebrzydła hołoto!

Śmiecie! Same śmiecie! Samo błoto!

 

KAPŁAN – Opamiętaj się królu, nie mieszaj nas z błotem

I nie znieważaj ludu twojego.

 

HEROD – Ha, puchacze, na twarz waszą pluję, nie kapłani, lecz zdrajcy i zbóje!

Ha, jadowite plemię, na kolana padać, na ziemię!

 

KAPŁAN – Ja tylko klękam przed samym Jehową.

 

HEROD – Ty! Ty! Buntowniku, zapłacisz mi głową.

                   (do żołnierzy) Wziąć go!

 

ARCYKAPŁAN – Królu, pamiętaj, że to kapłan Boży.

Ja waszym grymasom wnet koniec położę.

 

(żołnierze wyprowadzają kapłana)

 

ARCYKAPŁAN – Opamiętaj się, królu!

W morderczym szale podniósłszy świętokradzką dłoń na sługi Boże,

Głuchym jesteś na jęki i żale, prośba i groźba ci nie pomoże,

Łzy, krew narodu ciążą na tobie. Lecz bóg cię skarze, pomyśl o duszy.

Gdy cię już nasza prośba nie wzruszy, więc bój się kary.

I ty będziesz w grobie, i ty przed Bogiem …

 

HEROD – Milcz, niewolniku!

Wziąć ich – w kajdany zakuć i pod strażą osadzić w więzieniu jako buntowników.

 

ARCYKAPŁAN – Już mnie dziś sądy twoje nie przerażą!

Oto nad światem wielka nowina, Panna przeczysta zrodziła Syna,

Powiła Go w Betlejemie, Króla królów, Pana ziemi, Boga na niebie.

On tron Dawidów, Syjon posiądzie, królestwu Jego końca nie będzie;

Uciśnionych On ochłodzi, niewolników posili.

Anieli śpiewem budzą pasterzy,

Trzech Królów przed Nim czołem uderzy;

Już ze wszech stron ciągną rzesze,

Kędy na stajennej strzesze gwiazda goreje.

Mnie Pan zdjął z oczu wszelką zasłonę, czasy twych rządów są policzone

Za twe gwałty i uciski, sądu Boga jesteś bliski, srogi mocarzu.

 

HEROD (z wściekłością) Zamilkniesz mi ty! Zdrajco! A cóż to się dzieje?

Czy ten starzec oszalał, czy ja dziś szaleję.

Wszak on mi buntem grozi i wy to słuchacie?

Króla lży i znieważa, a wy pozwalacie?

I nikt z was nie przeszkodzi tej straszliwej zbrodni?

Precz mi z oczu, nędznicy, łask moich niegodni.

 

(straż wyprowadza kapłanów – wszyscy wychodzą)

 

HEROD – Ha, króla im się zachciewa, o króla im chodzi!

Ja was oduczę buntu, skąpię w krwi powodzi!

Ja rzucę nawet piekłu moją rękawicę. Biada temu, kto sięgnie po moją stolicę.

Przede mną drżeć muszą nawet same piekła.

I choćby z ciała mego wszystka krew wyciekła, ja jemu nie przebaczę.

Króla im zgnieść muszę, choćbym miał życie stracić, czartu oddać duszę.

(chwila zamyślenia – nagle)

Kto tu? Kto tu się rusza w baldachimu oponie?

Kto tu? Precz! Precz ode mnie. Ja sam się obronię.

 

DIABEŁ – Nie lękaj się mnie, Panie, ja anioł twego tronu,

Mym królestwem otchłanie … zawsze przy tobie stoję,

Znam wszystkie myśli twoje, znam wszystkie twe zamiary.

 

HEROD – Ratuj moją koronę, radź.

W którą spojrzę stronę, wszędzie klęski bez miary przeciw mnie zwrócone.

 

DIABEŁ – Krwi trzeba i ofiary!

 

HEROD – Ratuj! Ja ci ołtarze w całym państwie postawię, czcić mym ludom cię każę.

Na cześć twoją kadzidła wonnymi dymy wioną.

Ale mnie weź pod skrzydła i bądź moją obroną.

 

DIABEŁ – Komu skronie koroną szczęsny los przyozdobi,

Wszystko mu dozwolone, co dla korony robi.

Celem jest powodzenie, cnota mija bezpłodnie!

Wolę wiąże sumienie, król niech działa swobodnie.

Grzech króla, nie jest grzechem, zbrodniami nie są zbrodnie.

Czyn zrodzony z nienawiści rozbrzmiewa sławy echem, jeśli daje korzyści!

Korony blask złocisty z wszelkich go zmaz oczyści;

Kto potężny, ten czysty!

 

HEROD – Nie działałem inaczej przez całe panowanie.

Czemu dziś schnę z rozpaczy? Mój tron, czemu się chwieje?

Ratuj mnie, broń, szatanie!

Sam nie wiem, co się dzieje i co to wszystko znaczy.

Niebo łuną goreje w komety świetle srogim;

Burzy się lud prostaczy, wnet na mnie wręcz uderzy!

O Królu, co jest Bogiem po świecie baśń się szerzy.

Co to jest – co to znaczy!

 

DIABEŁ – Dziecię, co jest twym wrogiem, wrogiem jest także moim.

To nieprzyjaciel stary. My dwaj się nań uzbroimy i złączymy siły nasze;

Ja strutymi opary płomienną gwiazdę zgaszę, która Dziecięciu świeci,

Ty czyń krwawe ofiary – wymorduj wszystkie dzieci …(znika).

 

HEROD (stuka berłem o tron) Słuchajcie wy, dworzanie i moi żołnierze!

                   (wpadają żołnierze) Teraz, gdy droga moja pełna kolców i cierni

Ja w przywiązanie wasze, w poświęcenie wierzę,

Ale wy z waszej strony okażcie się wierni!

Czyście zawsze gotowi chwycić za pałasze,

W obronie życia mego, złożyć życie wasze?

 

SETNIK – W twej obronie, o królu, nikt się z nas nie boi

Walczyć do krwi ostatka, paść u twych podwoi.

 

ŻOŁNIERZ – Wszak my zawsze posłuszni twemu rozkazowi

I żywcem dać się siekać za ciebie gotowi.

 

HEROD (z czułością) Bo widzicie, dworzanie i żołnierze moi,

Że bunt mi za plecami przebiegły wróg nieci

I sen spędza mi z powiek, serce niepokoi …

                   (z wściekłością) Więc by bunt uspokoić, każę wszystkie dzieci,

Jakie wydały nasze betlejemskie ziemie.

Wyciąć wraz i wyniszczyć, niech drży Żydów plemię.

(wstaje z tronu, żołnierze salutują)

Więc pójdźcie, me dzieci, moje sokolęta,

Poswawolić, pohulać we krwi tej hołoty!

(żołnierze odchodzą)

Ha, jak byłbym szczęśliwy, ile dałbym za to, bym mógł cały r ód Żydów oddać w ręce katów.

AKT III

 

(Sala tronowa w pałacu Heroda. Herod i astrolog)

 

ASTROLOG – Jak dziwnie twój horoskop układa się, panie.

Tu trzy gwiazdy, a obok baranek i panna;

Tu z boku lew, a przed nim dzisiaj niespodzianie

Tam, gdzie zawsze świeciła jutrzenka poranna,

Jakaś tajemna gwiazda unosi się wzwyż.

Rusza się i migoce. W blasku jej promienia

I twoja konstelacja cały układ zmienia

I cała jakoś dziwnie układa się w krzyż.

 

HEROD – Pokaż gdzie? Niech zobaczę! Tu? Tu nieco w prawo?

Widzę już. Ale jakże ona świeci krwawo.

 

ASTROLOG – Krwawo? Co mówisz, panie! Jak złoto jaśnieje.

Cała ta gwiazd gromada od niej promienieje.

 

HEROD – Tak właśnie świeci jakby złotem i purpurą. A tam, co jest?

 

ASTROLOG – Gdzie panie?

 

HEROD – Za tą gwiazdą.

 

ASTROLOG – Którą?

 

HEROD – Tu z boku, widzisz? Tu obok Łucznika,

Skąd ten blask tajemniczy aż do nas przenika.

Tyle drobniutkich gwiazdek, rosną jak rój piasku,

Suną ku nowej gwieździe i toną w jej blasku.

Nie, nie toną, lecz świecą, coraz mocniej świecą.

Widzisz? A tam, co znowu?

 

ASTROLOG – Gdzie?

 

HEROD – Tu wyżej nieco!

 

ASTROLOG – Tu między Wagą a Łucznikiem?

 

HEROD – Tak.

 

ASTROLOG – To? Najjaśniejszy panie! Wszak to mleczny szlak.

 

HROD – Szlak mleczny? A przecież w tym zamglonym szlaku

Każdą gwiazdę odróżniam jakby ziarnko maku.

 

ASTROLOG – Panie mój, co za siła tajemna w twym oku.

 

HEROD – A poza tym światłem całe niebo w zmroku.

Nie! Nie! Patrz dobrze. Tu i tam, co krok nowe światło jaśnieje.

 

ASTROLOG – Panie, jaki ty masz wzrok.

Jak żyje nie słyszałem, aby w tej mgławej toni odróżnić jedną gwiazdę.

 

HEROD – Widzę jak na dłoni, a czuję, że i moja gwiazda świeci tam.

Wzrok mój ciągnie ku sobie. Tak, tak pewność mam.

                    (po chwili) I cóż powiesz na to wszystko? Cóż to może znaczyć?

 

ASTROLOG – Panie, któż potrafi niebiosów wyroki tłumaczyć?

Widzę, ze coś dziwnego, jakaś sprawa ciemna

I, że dotąd dla ludzi zostaje tajemna,

Póki Bóg wszechmogący zbyt wyraźnym cudem

Nie ogłosi tej wieści między wiernym ludem.

 

HEROD – Czekaj no! Czekaj chwilę, niechaj myśli złączę.

Cóż to jest? Widzę ciągle to światło gwiaździste.

Ta mgławica, to światło myśli moje plącze.

Coś się stało na świecie. Tak, to oczywiste.

                                   (uderza się pięścią w czoło)

Ach, wiem już! Trzej Królowie – Trzy gwiazdy! To jasne.

Tak! Tak! Nie mylą mnie przeczucia własne.

Ta gwiazda to ta sama, co im z oczu z nikła.

A widać, w rzeczy samej – gwiazda to niezwykła.

Wszakże nad Mesjasza świeci narodzeniem,

Na którego mój naród czeka z utęsknieniem.

I teraz, gdy już przyszedł, lada dzień wywoła bunt i koronę zedrze z mego czoła.

Lecz nim to nastąpi krwi popłyną strugi.

Poczekajcie aż Mesjasz narodzi się drugi.

Bo już tego możecie zlecić swemu Bogu.

        (do Astrologa) Idź już, mężu uczony. (Astrolog wychodzi).

Na pewno go złapią moi wierni żołnierze.

 

(wchodzi oficer)

OFICER – Najjaśniejszy panie!

 

HEROD – Co nowego?

 

OFICER – Jest goniec.

 

HEROD – Niech tu zaraz stanie.

 

(Oficer wychodzi, wraca z gońcem)

 

GONIEC – O najmiłościwszy …

 

HEROD(żywo) Jakie niesiesz wieści?

 

GONIEC – Całe miasto Betlejem krwią dzieci opływa,

Już żywego dziecięcia nie ma w całym mieście.

Lecz Ten, którego szukamy, dotąd się ukrywa.

 

HEROD – Co! Śmiesz mi to mówić? Jak mi Go nie schwytacie, to wam wszystkim biada!

Precz mi z oczu w tej chwili! Dzień i noc szukajcie. Słyszysz?

Pod groźbą śmierci próżno nie wracajcie. Chcę widzieć Jego głowę.

 

(wchodzi drugi goniec)

 

GONIEC – O niezwyciężony! Idę do Betlejem.

Darmo wszystkie strony przeszukaliśmy bacznie z orężem w dłoni.

On musiał dawno uciec, nikt Go nie dogoni.

 

HEROD – Ha, psy! Na krzyż z nimi! Precz! Precz ze zdrajcami!

 

(wpada służba)

 

HEROD – Zabić ich. Rozszarpać ciało obcęgami. To zdrajcy!

 

(wyprowadzają ich)

 

OFICER – Ależ panie! To jest niemożliwe, aby uciekli.

Każ przeszukać każdy dom z osobna.

Przecież o tym wyroku nie mogli nic wiedzieć.

Któż by ich śmiał o twoim rozkazie uprzedzić?

 

HEROD – Tak. Ale trzeba się spieszyć. Weźcie sami miecze i idźcie szukać z nimi.

Niech krew dziatek ciecze. Co nowonarodzone, niech zginie.

Przysięgam na koronę. Śmierć każdej dziecinie.

Nikomu nie przebaczę, ni swemu dzieciątku.

Czy słyszycie? Wszystkich mordować, bez wyjątku!

I dla mojego syna wybiła godzina. Niech tu przyjdzie marszałek.

 

(wychodzą, z dala słychać muzykę: „Cicha noc, święta noc”).

 

HEROD – Ach biada, biada mnie Herodowi, utrapionemu wielce królowi –

Bo żeby jedno dzieciątko małe miało się targnąć na moją chwałę –

A ja pozbawion czci i korony mam przed nim korne chylić pokłony?

I własną swoją poniżyć moc? To niesłychane.

Morze krwi wyleję, nim to nastąpi. W oczach mi ciemnieje.

Ach żeby przeszła nareszcie ta noc. Znużony jestem, chcę odpocząć chwilę.

I na cóż moich trudów, po cóż ofiar tyle.

 

(siedzi bez ruchu, jakby spał. Światło ciemnieje).

 

DIABEŁ – Lucyfera mam posłanie, jak on chce, tak się stanie;

Herodowi radzić trzeba, by nie uciekł nam do nieba.

W taką ścisnę go obrożę, że mu Mesjasz nie pomoże.

Dziś się piekło wytężyło zabić Boga choćby siłą.

Zabijemy Go już raz, niech nie trapi ciągle nas.

 

(znika diabeł, zjawia się marszałek).

 

HEROD(ocknął się) Kto tu jest! Co to było? Idź precz! Precz, szatanie!

Gdzie miecz mój! Służba!(Zrywa się).

 

MARSZAŁEK – Uspokój się, panie. To ja, twój wierny sługa.

Jestem na usługi. Wołałeś mnie?

 

HEROD – Ach, tak! Czekałem czas długi i zdrzemnąłem się.

A sny miałem tak przykre i czarne. Jeszcze bojaźń mnie zbiera,

Gdy myślą ogarnę, com widział i com przeżył.

 

MARSZAŁEK – Uspokój się, królu.

Nie chciej sobie przyczyniać zmartwienia i bólu.

Masz dość kłopotów i trudów pośród trosk tak wielu.

 

HEROD – Ty mnie jeden rozumiesz, wierny przyjacielu, ty jeden.

A to wszystko, ten motłoch, ci słudzy, to wrogowie.

 

MARSZAŁEK –  A wojsko, a kapłani?

 

HEROD – I jedni i drudzy. Tak mi tu pusto i głucho jak w samotnym grobie.

Nie mam komu zaufać, chyba tylko tobie.

Tyś był mi zawsze wierny, reszta wszystko zdrajcy.

Lecz ja potrafię karać, niech drżą winowajcy.

Wiesz, gdyśmy dziś z astrologiem horoskop badali widziałem tę gwiazdę.

Słyszysz? Ja sam ją widziałem. Widziałem jak świeciła, jeszcze świeci w dali.

I ja – król niezwyciężony, słyszysz? – Ja się bałem.

 

MARSZAŁEK – Nie bój się.

 

HEROD – Już się nie boję, ale strzec się trzeba.

Gwiazdy się okazują nieraz głosem nieba, by ostrzegać przed zdradą.

Lecz rozchmurzmy czoło. Niech przyniosą tu światło! Niech będzie wesoło.

Chcę się bawić, zapomnieć. Niech ta noc przeklęta przejdzie prędko.

Niech śpiewają moje pacholęta.

 

(wnoszą światło – wchodzi dwór, ale wszyscy smutni i strwożeni stają po kątach – pacholęta śpiewają „Cicha noc”. Herod wpada we wściekłość)

 

HEROD – Precz z tą pieśnią!

 

SŁUGA(wchodzi) Najjaśniejszy …

 

KRÓLOWA(wpada) Panie, u moich podwoi twoich żołdaków gromada z mieczami stoi,

I mnie, mnie matce powiada, że chcesz syna twego zgonu.

 

HEROD – Pani, bronię mego tronu. Dziecię nowonarodzone, nie wiem,

Syn mój czy poddany. Ma zostać panem nad pany. Poniżyć moją koronę.

Niechaj żywym ogniem spłonę nim dopuszczę tej niesławy!

Dałem rozkaz rzezi krwawej!

 

KRÓLOWA(pada na kolana) Wejrzyj na łzy moje słone. Żebrzę łaski twojej, panie!

To twoje dziecko rodzone, dziedzic twój na majestacie! …

 

HEROD – Precz, com kazał, to się stanie!

 

KRÓLOWA(zrywa się z klęczek) Zgiń dziatek niewinnych kacie!

Przepadnij krwawy tyranie! (Wychodzi).

 

(Herod zamyślony schodzi z tronu)

 

HEROD – Ciemność już zapada; dziwna i niezwykła,

Zdaje się, że mi dusza z trwogi krzykła. To nic … to duszą targa srogi gniew.

 

(przysłuchuje się – słyszy muzykę)

 

HEROD – Tam w górze słyszę triumfu śpiew … ha, przechodzą mnie dreszcze …

Jakie widma złowieszcze biorą serce w kleszcze.

Ciemno … coś śmieje się przede mną, coś targa me wnętrzności,

Wchodzi do szpiku kości …! Boję się i drżę cały …

                   (patrzy w sufit) Coś by ogrom powały naciska moje ramię

I wali się na mnie.

 

(Cofa się. Z głębi sceny wychodzi duch żony Heroda)

 

Duch żony – Nie poznajesz? Tyś małżonek mój!

Wspomnij tę noc … księżyc pogodnie patrzył na twoje okropne zbrodnie.

 

(Herod otrząsa się)

 

Duch żony – Tyś nie mordował, nie … to twoi siepacze …

Czy słyszysz? … Głos to dawny … dziecię twoje płacze …

Wpadają zbiry … w mig idą miecze …

Horda z twego rozkazu mnie i dziecko siecze …

 

(Herod zasłania się)

 

Duch żony – Daremny trud, bo nasze cienie widzi i słyszy twoje sumienie.

Pójdź dziecino, to twój ojciec, zbój!

 

HEROD – Stójcie …! Stójcie …! Już się wyczerpują sił moich ostatki …

Śmierć przerwie życia mego nitkę piękną.

I na cóż ten tron złoty … klejnoty, dostatki!?

 

(słychać piosenkę wygrywaną na flecie)

 

HEROD(patrzy się) A tam? Co za postać z Dzieciną się zbliża?

Dziecię zamiast zabawki dźwiga drzewo krzyża!

                   (wpatruje się) To On! Nazarejczyk! Uniknął rąk mych cało!

On sam … a innych sto pod miecz się dostało …

Tak to On … za mną żołnierze, do broni, cóż to, nikt nie idzie w pomoc –

Ach! Wszyscy mnie opuścili.

Myślałem, że Go złamię, a On mnie łamie …

Siła moja już Go nie dosięgnie …

                    (z wściekłością) Ha! Sam popędzę i zduszę jeszcze,

Porwę w dłonie, w me żelazne kleszcze!

 

(biegnie – drogę zagradza mu anioł śmierci)

 

Anioł śmierci – Dokąd, dokąd opętańcze?

Do mnie, ja z tobą zatańczę, okrutniku srogi.

 

HEROD – Kto ty jesteś? Z drogi! z drogi! Przeraźliwa maro.

 

Anioł śmierci – Ha! Do tańca drżą ci nogi, pójdźmy pląsać parą!

 

HEROD – Pani, żebrzę twej litości, dam ci me szkarłaty,

Okryj nimi nagie kości, wstąp na majestaty.

Pani, z rąk mych weź koronę,

A ja przy twym tronie zniżę czoło pochylone w pokornym pokłonie.

 

Anioł śmierci – Ja się nigdy nie wstydzę, choć szkielet mój nagi,

Z tronów i bereł szydzę i z królewskiej powagi.

Korona u mnie tania, tak jak czapka barania.

Ja w śmiertelną koszulę stroję chłopy i króle,

W zimne moje uściski biorę dziecko z kołyski, ululam je, utulę.

Ja i panny młode od ołtarza wiodę w zimne grobu łoże,

A ciebie mam oszczędzić, morderco – potworze?

 

HEROD – Wejrzyj na mą nędzę! Cóż z państwem się stanie?! Miej pomiłowanie!

Majestat mocarza u stóp twych się tarza w pokorze i skrusze!

 

Anioł śmierci – Z mocarza czy z nędzarza wywlekam drżącą duszę

I przed sąd Boga stawiam.

 

(znika – Herod pada bez życia)

 

SZATAN – I o cóż tyle wrzasku? Chy, chy! Ryba po piasku!

Nadaremnie się miota! Ale ją uspokoję!

 

(Aniołowie za sceną śpiewają „Gdy się Chrystus rodzi”)

 

 

AKT IV

 

(żłóbek – chór aniołów śpiewa „Lulajże Jezuniu”)

 

PASTERZE(za sceną) W żłobie leży, któż pobieżny kolędować małemu

Jezusowi – Chrystusowi, dziś nam narodzonemu.

Pastuszkowie przybywajcie, Jemu wdzięcznie przygrywajcie,

Jako Panu naszemu.

My zaś sami – z piosneczkami za wami pospieszymy,

A tak Tego – Maleńkiego niech wszyscy zobaczymy;

Jak ubogo narodzony, płacze w stajni położony.

Więc Go dziś ucieszymy.

 

(pasterze wychodzą na scenę)

 

PASTERZE – Naprzód tędy – niechaj wszędy zabrzmi świat w wesołości,

Że posłany jest nam dany Emanuel w niskości.

Jego tedy przywitajmy, z aniołami zaśpiewajmy.

                         (Aniołowie i pasterze) Chwała na wysokości.

 

BARTOSZ – W samym Twym poniżeniu – Boże utajony – bądź pozdrowiony!

 

(pasterze padają na kolana)

 

BARTOSZ – Otośmy wszyscy, Dzieciątko Boże, porzucili nasze chaty,

By u stóp Twoich w serca pokorze złożyć wonne uczuć naszych kwiaty.

By godne Ciebie złożyć podzięki próżno się rozum nasz sili,

Boś Ty nas wyrwał z piekieł paszczęki i dał nam dożyć tej chwili.

Dobroć twarzyczkę Twą rozwesela na widok wiernych twych ludów.

Toteż wrócimy pełni wesela do naszej pracy i trudów.

A Ty nas za to, Dziecino Święta, błogosław jak dzieci bliźnie,

Wyciągnij ku nam drobne rączęta rączęta pobłogosław Ojczyźnie!

 

(składa ofiarę – zwraca się do pasterzy)

 

BARTOSZ – Pójdźcie też i wy – chłopcy

I dary, jakie macie przy żłóbku składajcie.

 

(pasterze składają dary)

 

BARTOSZ – Już więc, bracia mili, złożyliśmy dary,

Jeszcze pozostaje złożyć z serc ofiary.

Teraz już czas, bracia, do trzody powracać,

Pamiętajcie odtąd Bogu się odpłacać świętymi cnotami, obyczajem dobrym,

A On wam da niebo będąc dla was szczodrym.

 

(pasterze się kłaniają)

 

PASTERZ (spoglądając za scenę) Patrzcie, od strony południa droga się jakoś zaludnia

Wielbłądy, osły i sługi, wloką się w ogonie długim.

 

KUBA – A tutaj na samym przedzie, jakieś państwo wielkie jedzie …

 

(pasterze z ciekawością się przyglądają)

 

WOJTEK – Wojtek jadą tu, gdzie stajenka; patrzcie … stają … każy klęka.

STACH – A to oni może szukają, gdzie jest Dziecię Boże.

 

BENEK – Ano widać, jacyś pany, bo wszyscy drogo ubrani;

Książęta jacyś panowie.

 

BARTOSZ – Teraz nie czas na gadkę, ustąpcie na przodzie,

By tym świętym monarchom nie być na przeszkodzie.

 

(wchodzą Trzej Królowie)

 

KASPER – Gwiazda nasza stanęła i sieje blask złoty.

To znak, żeśmy u celu pragnień i tęsknoty.

Dzięki Ci za to dobry, nieskończony Boże.

A teraz chodźmy bliżej i w ducha pokorze,

Szczęśliwi po tak długiej i żmudnej gonitwie,

Uklęknijmy i ducha zatopmy w modlitwie (klękają).

 

MELCHIOR – Gdyśmy już hołd oddali i modły skończyli,

Teraz na znak potrójnej Dzieciątka godności,

Złóżmy dary potrójne we czci i miłości.

Ja – Twój sługa niegodny – w tej złocistej czarze

Królowi królów złoto ofiaruję w darze.

 

BALTAZAR – Odpowiednio drugiemu Twemu urzędowi

Składam wonne kadzidła, jako kapłanowi.

 

KASPER – Przyjmij, Dziecino droga, z mej niegodnej ręki

Gorzką mirrę w ofierze, na znak gorzkiej męki.

Ty kiedyś naszą przyjmiesz na siebie sromotę

I pójdziesz krwawym śladem na górę Golgotę.

 

ANIOŁ – Hej królowie, polecenie daję wam od Boga,

Do stron waszych niechaj inna prowadzi was droga.

Do Heroda nie wstępujcie, bo on zdradę knuje,

Ale biada człowiekowi, co z Bogiem wojuje.

Wyście Bogu chwałę dali – dla was jest nagroda,

A za zbrodnie wieczne piekło dla króla Heroda.

 

KASPER – Przystąpcie tutaj bliżej i wy pasterze – bracia mili.

Widzę, żeście nas w hołdzie Bogu uprzedzili, nic to jednak nie szkodzi.

Biedni czy wspaniali, wszyscyśmy wobec Boga mizerni i mali.

Nam wszystkim Zbawiciela jednakowo trzeba;

Toteż dla nas i dla was zszedł z górnego nieba.

I choć Bóg – sam się zniżył do ludzkiej istności,

Aby nas do wzajemnej zachęcić miłości.

Będziemy Bogu mili i wrogowi straszni,

Pokąd braterskiej z sobą unikniemy waśni –

Pokąd będziemy bratnim związani łańcuchem.

 

BALTAZAR – Wtedy to małe Dziecię z górnej wysokości

Pobłogosławi związek zawarty w miłości.

Ten tylko naród zginie bez wątpienia, w którym nie ma miłości.

 

BARTOSZ – Naszym hasłem niech będzie wiara i Ojczyzna!

Zapomnimy wspólnych niezgod.

Każdy człowiek prawy żyć będzie dla Ojczyzny wielkości i sławy.

 

KASPER – Święte twe słowa, bracie! Teraz na ostatek, zanim się rozejdziemy,

Wy do waszych chatek, my do naszych zawodów –

Powiem jeszcze tyle, ku nauce potomków – wiem, że się nie mylę

W burzach życia miniemy rafy i mielizny,

Pokąd pójdziem za hasłem wiary i Ojczyzny!

Nie zadrżym przed złością i wrogów nawałem,

Bośmy silni jednością, a rozumni szałem.

 

BARTOSZ – My wobec tej Dzieciny ręceśmy se dali,

Że tych haseł będziemy święcie przestrzegali

I na to będziem w życiu baczyli jedynie,

Żeśmy bracia i jedna krew w żyłach nam płynie.

A teraz, monarchowie, nim się pożegnamy,

Pozwólcie, że Dziecinie jeszcze zaśpiewamy.

My pastuszkowie biedni – po prostu żyjemy,

I wyśpiewać lubimy, co w sercu czujemy.

 

(Wszyscy śpiewają kolędę „Dzisiaj w Betlejem”).

 

Jasełka
Jasełka

 

Jasełka z Humorem

przez Posted on 0 Comments 15 min read 116 wyświetlenia

JASEŁKA z uśmiechem

 

AKT I

 

Narrator: Noc już czarna, noc ponura, straszny nawet cień na murach.

Noc ta trwa już lat tysiące, chociaż świeci księżyc, słońce.

Noc ta grzechem jest przetkana pierworodnym.

Z woli Pana człowiek grzech ten pokutuje.

Śmierć nim włada, czart panuje…

Lecz nadzieja jest też dana, przyjdzie Mesjasz z woli Pana

Bożą mocą ludzkość zbawi – ale kiedyż On się zjawi?

Kiedy przyjdzie w blasku chwały Mocarz wielki ów, wspaniały.

By świat zbawić od ciemności, śmierci, grzechu i podłości.

Ile cierpień jeszcze trzeba, by otwarto bramy nieba?

Kiedyż przyjdzie Pan, Zbawiciel, złamie śmierć, i da nam życie?…

To ta noc to wszystko zmieni, zejdzie wreszcie Władca Ziemi.

Da nam pokój, zło naprawi, już Go chór aniołów sławi…

 

(słychać śpiew „Gloria, gloria, gloria in excelsis Deo”)

 

Anioł I: Raduj się o  ludzkie plemię, przyszedł Jezus już na ziemię.

W dziecka zjawił się osobie, w nędznej szopce On – Bóg-człowiek.

 

Anioł II: Więc czym prędzej pospieszajcie, chwałę swemu Bogu dajcie.

Złóżcie pokłon tej dziecinie, a nagroda was nie minie…

(cisza)

 

Anioł I: Hej, pasterze, hej, wstawajcie!

Do Betlejem pospieszajcie!

(cisza)

 

Anioł II: Idźcie pokłon Panu złożyć, zszedł na ziemię już Syn Boży!…

 

(cisza)

 

Anioł I: Chyba chorzy oni może?

Lub nieżywi?! Nie! Mój Boże!

– chrapią!!!

To Bóg dla nich leży w żłobie, a tu oni chrapią sobie?!

Lecz ja zaraz ich rozbudzę… WSTAWAĆ, PASTERZE!!!

 

Pasterz I: Co jest?! Wróg, szpieg, zwierzę!

 

Pasterz II: Nawet wyspać się nie dadzą?!

 

Anioł II: Ale dobrze wam poradzą!

 

Pasterz III: Toć to jakieś zjawy przecie! Boże Drogi, czego chcecie!

 

Pasterz II: O Duchowie ze skrzydłami, co wy zrobić chcecie z nami?

 

Pasterz I: My nic złego nie czynimy, stad strzeżemy, troszkę śpimy,

Czemu zabić nas tu chcecie?!!!

 

Anioł I: Boże Drogi, co on plecie?!

Anioł II: Nie jesteśmy my wrogami, ale z nieba aniołami!

 

Anioł I: Wysłał do was nas Bóg z nieba,

Bo nowinę wiedzieć trzeba wam radosną.

W Betlejemie, Mesjasz Pan przyszedł na ziemię!

 

Pasterz I: Mesjasz przyszedł do ludzkości?

Chwała Bogu w wysokości.

Wieki całeśmy czekali, wciąż tęsknili, wyglądali…

 

Pasterz II: O, radosna to nowina, mów, gdzie znajdziem Boga Syna?

 

Pasterz III: W jakim zamku, czy pałacu, Bóg na ziemię zstąpić raczył?

 

Anioł I: O, nie! Mili pastuszkowie, Pan w ubogim leży żłobie.

Bo do wszystkich przyszedł ludzi, nie do królów, lecz – by służyć!

 

Anioł II: W stajeneczce w Betlejemie, Bóg w żłóbeczku cicho drzemie.

Z świętej Panny zrodzone, Dziecię, pójdźcie witać tam Go przecie!

 

Pasterz I: Więc już więcej nie zwlekajmy, do Betlejem pospieszajmy!

 

Pasterz II: Czekaj, bracie, no a stada?

 

Pasterz I: Niechaj nimi Pan Bóg włada!

 

Pasterz III: Racja, ale jakieś dary, weźmy Panu na ofiary!

 

Anioł I: Kto co ma tu najlepszego niechaj weźmie,

A do tego swoje serce Bogu złoży. To największy jest dar Boży!

 

Anioł II: Lecz już idźcie. Szybko! Prędko!

Bo królowie pierwsi klękną, i oddadzą pokłon Panu…

 

Pasterz I: O, niedoczekanie panom!

To my pierwsi być musimy, pierwsi czoła swe skłonimy.

Nuże, Maciek, szybko, Kuba, bo inaczej nam tu zguba!

Wszak historia nas spamięta, żeśmy spali jak bydlęta,

Zamiast swego witać Boga!…

 

Anioł II: Pójdźmy wszyscy! Krótka droga do stajenki jest przed nami.

My ją wskażem wam skrzydłami…

 

(kolęda „Pójdźmy wszyscy…”)

 

AKT II

 

Narrator: Tymczasem w Betlejem świat zmienił się w ciszę.

Już Maria Dzieciątko do snu swe kołysze.

Józef obok czuwa z radosnym uśmiechem.

Zwierzątka Jezuska grzeją swym oddechem.

Każde z tych zwierzątek wie, że Pan to z nieba,

Ze zimno Mu, biednie, usłużyć Mu trzeba,

Więc każde, jak może, tak stara się pomóc,

By było tu z nimi ich Bogu jak w domu.

I dumne są bardzo, i cieszą się przecie, że Bóg między nimi narodził się w świecie.

A mały Jezusek do nich się uśmiecha, Lecz zasnąć wciąż nie chce, tak, jakby wciąż czeka…

Maryja z uśmiechem swemu dziecku szepcze:

 

Maria: Czemu mi, mój Skarbie, zasnąć ciągle nie chcesz?

Czemu w dal spoglądasz, kogo ci potrzeba?

Zaśnij-że mi, zaśnij, moje Słonko z nieba…

 

Narrator: Nagle, w środku nocy, słychać głosy z dali.

Co się tam dziać może, może coś się pali?

Wyszedł ze stajenki Józef, w dal spogląda, jakichś ludzi widzi, ktoś tutaj nadciąga.

 

Józef: Idzie ku nam, Mario, jakaś karawana.

Możni ludzie, znać to. Rzecz to niesłychana! –

Ale myślę Mario, że to są królowie, Bo po co korony mieliby na głowie?…

Jadą w naszą stronę, Boże, toż na przedzie, na pięknym wielbłądzie czarny jakiś jedzie!

Zaraz tutaj będą. Lecz oczom nie wieżę! –

Oto z drugiej strony biegną też pasterze!

Ależ oni pędzą! Czy ich tam kto goni?

Wiesz co, Mario? – chyba… królów chcą przegonić!

Lecz, cóż to?! – królowie też, znać, przyspieszają!

Nic ja nie rozumiem?! Wyścig jakiś mają?!

Pasterze z królami?! – nonsens! O co chodzi?!

A może dla zdrowia biegną sobie młodzi?…

Ale o tej porze?! Toż już gwiazdy bledną!

 

Maria: Nie trwóż się Józefie – do Dzieciątka biegną.

 

Józef: Biegną do Jezusa? – skąd to możesz wiedzieć?

 

Maria: Anioł mi to mówił. Chciałam ci powiedzieć, ale zapomniałam.

Biegną złożyć dary, i hołd Jemu oddać, i z serca ofiary.

I pewnie chcą zdążyć jedni przed drugimi…

Kiedy tu przybędą, zatroszcz się nad nimi.

 

Józef: Dobrze, droga Mario, przyniosę im wody, pewnie się im przyda tutaj dla ochłody…

 

Pasterz I: Ha, jesteśmy pierwsi!…

 

Pasterz II: Ledwieśmy zdążyli…

 

Pasterz III: Przecież żeśmy jednak… królów wyprzedzili!…

 

Król I: Żeście tu wygrali, temu zawdzięczacie, że koron tak ciężkich na głowie nie macie!

 

Król II: No i to zabrania nam też etykieta, by król miał przez pole ganiać jak rakieta!

 

Król III: Dlategośmy dla was wygrać tutaj dali!…

 

Pasterz I: Jakby tam nie gadać – to myśmy wygrali!!!

 

Pasterz II: Byliśmy tu pierwsi!

 

Król II: Bośmy was puścili!

 

Pasterz III: Szkoda z nimi gadać. Zostali z pół mili!

 

Król III: Ejże, no, pasterze, z nami się równacie?!

Zaraz zobaczymy, czy tutaj wygracie.

 

Pasterz II: Jeszcze raz chcesz, królu, byśmy zwyciężyli?!!!

 

Anioł I: Czyście się szaleju po drodze napili?

Przecież do Jezusa szliście dary złożyć, więc mi się nie kłócić, zaraz się pogodzić!

 

Anioł II: Jezus się rozpłakał od tych waszych krzyków.

Pogódźcie się prędko, i bądźcie już cicho!

 

Pasterz III: Pan Bóg przez nas płacze? – przebaczcie, królowie…

Ot, żeśmy wyścigi wymyślili sobie!…

 

Król I: I wy, też, pasterze, raczcie nam wybaczyć… Chcieliśmy być lepsi, Jezus przez nas płacze…

 

Józef: Dobrze, że zgodziliście te głupie zawody.

Swarów nam nie trzeba! – może komuś wody?

 

Maria: Patrzcie, oto do was znowu się uśmiecha.

Dobrze, że jesteście. On tu na was czekał.

 

Król I: Panie nasz i Królu, przyjmij nasze dary.

 

Pasterz I: Razem chcemy złożyć z serca swe ofiary.

 

Król II: To mirra, kadzidło, złota trochę, Panie.

 

Pasterz II: A od nas tę wełnę przyjmij na ubranie.

 

Król III: Bądź Ty naszym Panem i zawsze, i wszędzie.

 

Pasterz III: Dwóch zaś z nas, o Panie, służyć ci tu będzie. Jeden musi wracać, czekają go trzody.

 

Maria: Dzięki wam, Kochani, bierzcie jeszcze wody, boście utrudzeni bardzo tą podróżą.

Dzięki wam i za to, że chcecie nam służyć.

Dzięki wam za wszystko – i On wam dziękuje, ale teraz bardzo snu już potrzebuje.

Czuję, że wnet zaśnie, więc kłaść Go już będę, zaśpiewajcie jeszcze do snu Mu kolędę.

 

(kolęda: „Gdy śliczna Panna…”)

 

AKT III

 

Jagna: Witam wszystkich, jestem Jagna, młoda, zgrabna i powabna.

Zmywam, ścieram, sprzątam kurze, u Heroda w dworze służę.

Jestem tak jakby… hmm… o!, dobre słowo! –  Kwalifikowaną … POMOCĄ DOMOWĄ!

Oho… Idzie Herod, wiem ja już, co zrobię, szybko w kąciku schowam się sobie…

Wiedzieć dobrze, co Herod radzi, jest co powiadać potem dla czeladzi.

Tylko niech nie myśli ktoś, że podsłuchuję! Ja się po prostu… INTERESUJĘ!!!

 

Herod: Ciężki żywot jest Heroda.

Wszędzie zdrajcy, służba droga, każdy pragnie abdykacji,

Wciąż chcą tej tam – demokracji!

Nie pozwolę! Jestem królem!, władcą świata, i w ogóle…

Kto na drodze mej dziś stanie, straszną karę wnet dostanie!

 

Diabeł: Brawo, brawo, mój Herodzie, silne rządy są dziś w modzie!…

 

Herod: Ktoś ty… Jakżeś się tu dostał? Pilnowania dałem rozkaz!

 

Diabeł: Więc rozstrzelać rozkaż straże! Bo, jak widzisz,… ja tu włażę…

Tyle, że to nic nie zmieni, bom ja panem świata cieni.

I jak zechcę… tak tu stanę! Zwą mnie… diabłem vel szatanem…

 

Herod: Boże! Diabeł!!!

 

Diabeł: Po co wzywasz tu imienia niebieskiego!

Jam jest twoim przyjacielem, dogadamy się, kolego!

 

Herod: O czym będziem rozmawiali? Idź precz! Niech cię piekło spali!

 

Diabeł: Nie chcesz dzisiaj ze mną mówić… Trudno, to cię może zgubić…

Cóż! Niech władzę biorą młodzi…

 

Herod: Czekaj, czekaj, o co chodzi?…

 

Diabeł: Nic takiego,… tylko tyle żeś już królem tylko chwilę.

Nowy król wnet zacznie władać.

Chciałem pomóc… nie chcesz gadać, no, to trudno… Cześć, frajerze!

 

Herod: Nie, nie!, czekaj…, mówiąc szczerze, to był żart, mój panie czarcie!

Cóż to – nie znasz się na żarcie?!…

Siadaj, proszę! O co chodzi? Jaka władza?! Jacy młodzi?!

 

Diabeł: Powiem więc bez lania wody!: Jest na świecie już król młody.

W Betlejemie się narodził…

(król wybucha śmiechem)

O co ci znów, kurde, chodzi?

 

Herod: W mym królestwie nowa władza?! Panie szatan, pan przesadza!

W Betlejemie? – diabełeczku, mam agentów w tym miasteczku.

Wciąż przynoszą mi nowiny. Nie ma groźnej tam dzieciny!

 

Diabeł: Przestań ty mnie denerwować! Z kim ja muszę tu pracować!

Myśl troszeczkę! Myśl o chwili, gdy trzej króle tu przybyli.

Czy pamiętasz, co mówili? Czego chcieli, gdzie dążyli?

 

Herod: Owszem, byli, powiedzieli, że jakiegoś króla chcieli uczcić niskim swym pokłonem,

I za gwiazdy szli ogonem…

Nie, nie byli niebezpieczni, to wariaci jacyś śmieszni!

 

Diabeł: Toż to debil! Durna pało!, trzech ich naraz zwariowało?!

Przyszli oni w twoje ziemie Króla znaleźć w Betlejemie.

I uczcili! Darem złotym! Nie wiedziałeś, głupcze, o tym?!

 

Herod: Więc naprawdę jest król nowy? Zamach stanu już gotowy?

Nie ma więc co dłużej zwlekać! Brać pieniądze, i uciekać!

Obym zdążył!, Boże drogi! Szybko! Złoto! – no i w nogi!

Diabeł: Siadaj! Spokój! Po co trwoga? Po co zaraz wzywać Boga!

Słuchaj dobrze, ten król przecie, to dopiero małe dziecię!

Nim dorośnie, by ci wadzić, możesz teraz je tu… zgładzić!

 

Herod: Więc mam dziecko małe zabić? Krwią niewinną ręce skrwawić?

Wzdrygam się, gdy on tak gada… O, szatańska jest to rada…

Lecz, gdy władza zagrożona… Trudno, rzecz postanowiona!

Niechże zginie król ten nowy! Już na zbrodnię jam gotowy!

 

Diabeł: Stój, poczekaj, miły draniu! Co ty wiesz o zabijaniu!…

Wszak od tego masz żołnierzy! Im się rozkaz ten powierzy…

 

Herod: Słusznie mówisz, lecz już nowy pomysł jeden mam gotowy.

Gdzie on jest, ten król dziecinny? Jak odróżnić go od innych!?

Zabić jedno, czy tysiące – i tak piekło gorejące…

Każę zabić wszystkie dzieci! – Wszak i jego głowa zleci…

 

Diabeł: Dobrze mówisz, no, mój królu! Sprawisz ludziom morze bólu!

Tak – pomysły was – tyranów gorsze są niż nas – szatanów.

A więc zrób tak, spraw się dzielnie! A zarobisz na patelnię.

 

Herod: Do mnie, do mnie, mój hetmanie!

 

Hetman: Jaki rozkaz, Jaśnie Panie?

 

Herod: Bierz żołnierzy, niech się stanie!

Do Betlejem rusz, hetmanie,

I tam wszystkie, bez różnicy, zabij dzieci w okolicy!

 

Hetman: Co mam zrobić?!… Jaśnie Panie! Żart to jakiś? Czy…

 

Herod: Hetmanie!

Jasno chyba rozkaz dany! Ma być zaraz wykonany!

 

Hetman: Tak jest, Panie…

 

Diabeł: Więc korona ocalona! Pójdź, zbrodniarzu, w me ramiona!

Idźże teraz, odpoczywaj, bardzoś się utrudził chyba…

(odprowadza Heroda do drzwi)

I ja także lecę sobie, zrobię kocioł dobry tobie…

 

Jagna: O, mój Boże, com słyszała! Aż się jeszcze trzęsę cała!

A ten Herod – czort wcielony! Wiem już, czemu nie ma żony!

Ale nie ma co się chować, trzeba szybko biec, ratować!

Ostrzec Marię i Józefa, niech z Dzieciątkiem stąd ucieka…

 

(Kolęda „Mędrcy świata” – 2 zwrotka)

 

AKT IV

 

Narrator: Już z rozkazu Jaśnie Pana zgraja zbójców rozesłana,

Już płacz, lament słychać wszędzie, co to będzie, co to będzie…

 

Jagna: Józef, Mario, posłuchajcie! Dziecię bierzcie, uciekajcie!

Herod chce je dzisiaj zabić! Kazał zbójców swych wyprawić!

Pasterz I: Jakich zbójców, dziewko! Hola! Czy nie jesteś czasem chora?!

 

Pasterz II: Toż to Jagna, o co chodzi?! Czy coś Dziecku tutaj grozi?!

 

Maria: Jagno, czemuś taka blada? Co się stało, opowiadaj!

 

Jagna: Nie ma czasu na powieści, mam ja straszne dla was wieści!

Herod zwąchał się z szatanem! Chce być teraz świata Panem!

I to razem uradzili, by Jezusa dziś zabili!

W całej dzisiaj tej krainie, morze krwi niewinnej spłynie…

Tu sam Hetman zaraz będzie! Uciekajcie, byle prędzej!!!

 

Józef: Nie możemy dziś uciekać, Dziecię słabe, trzeba czekać!…

Patrzcie, jedzie Hetman w dali! Już nas tylko Bóg ocali…

 

Anioł I: Bóg ocali nas na pewno!

Ale teraz chodźcie ze mną. W środku trzeba Dziecię schować!

Chłopcy! – tutaj drzwi pilnować!

No, rozprawa już jest bliska! Wszyscy więc na stanowiska!

W zakład swoje skrzydła kładę! – Damy Hetmanowi radę!…

 

Hetman: U Heroda ja już służę, lat dwadzieścia, może dłużej,

W iluż bitwach zwyciężyłem, ile razy ranny byłem…

Nigdy ja się nie poddałem, za Heroda krew przelałem…

Zawsze w niego ja wierzyłem, życie gotów oddać byłem!

No, a teraz tu zdradziecko, jadę zabić małe dziecko…

Co ja robię, Dobry Boże, po com takiej chwili dożył…

Tysiąc dzielnych mych żołnierzy w tej krainie mord już szerzy,

Lecz rozkazu ja nie dałem! Sam im dał go król! Widziałem…

Nigdy ja się nie odważę, spełnić to, co rozkaz każe,

Zabić dziecko!… Lecz iść muszę, chociaż ból rozsadza duszę…

 

Hetman: Hej, pasterze, zejść mi z drogi!

 

Pasterz I: O, pan Hetman? Boże Drogi!

 

Pasterz II: Co też Pana tu sprowadza?

 

Hetman: Rozkaz mi wydała władza!

Więc zejść z drogi! Nie słyszycie?! Jak nie, zapłacicie życiem!

Zabić nawet jam gotowy!

 

Pasterz I: Ale Hetman dziś nerwowy!…

Cóż za rozkaz to szalony przygnał cię tu w nasze strony?

 

Pasterz II: Może, Maćku, on zdradziecko, przybył zamordować dziecko?!

 

Hetman: Skąd to wiecie?! Zdrada! Zdrada!

Muszę walczyć, trudna rada! (wyciąga miecz)

 

(pasterze nagle wyjmują pistolety)

 

Pasterz I: No, Hetmanku, rączki w górę! Chyba, że chcesz dostać kulę!…

 

Hetman: O, do czorta?! Co to znaczy?!

Pasterz I: Nic! My name is Maciek… (zakłada czarne okulary)

James Maciek!…

 

(jeden z pasterzy odbiera miecz, i krępuje Hetmana)

 

Hetman: Oczom własnym ja nie wierzę! I to mają być pasterze!?

A na co dzień tacy święci…

 

Pasterz I: Nie jesteśmy już pastuchy!

 

Pasterz II: Już ochrony my agenci!…

(wyjmuje krótkofalówkę)

Ja Oka! Ja Oka! Słyszysz mnie?! Odbiór!

Załatwione! Pole czyste! Mamy tego terrorystę!

 

Anioł I: Świetnie chłopcy, dawać tego, złego sługę diabelskiego!

 

Anioł II: Patrz ty, kogo zabić chciałeś!

Lecz się nieźle wpakowałeś… Lecz co teraz z nim zrobimy…

 

Maria: Teraz wolno go puścimy!

 

Pasterz I: Że jak? Słucham?!

 

Pasterz II: Ja nie wierzę!

 

Józef: Hej, nie krzyczcie tak, pasterze, bo Jezusa obudzicie,

I Go jeszcze przestraszycie!

 

Pasterz I: Dobrze, cicho już będziemy, ale puścić go nie chcemy!

 

Jagna: Dobrze mówią, Mario droga, wszak on chciał tu zabić Boga!

 

Maria: Nie! On nie chciał krzywdy dziecka! Obca jest mu myśl zdradziecka.

Znam ja jego serce lepiej… Matką Boga jestem przecież!…

Powiedz szczerze Hetmanie, zabiłbyś Jezusa mego?

 

Hetman: Nie wiem, czy mi uwierzycie, lecz przysięgam na me życie,

Obym się ja nie mógł zbawić, jeśli chciałem go tu zabić…

 

Anioł II: Po coś więc tu do nas przyszedł?

 

Hetman: Jam ratował Jego życie!

Aby inny go nie zabił, jam się właśnie sam tu zjawił!

Miałem taki rozkaz przecie!

Przyjść musiałem, ale Dziecię, ciałem porwać gdzieś i schować,

Przed Herodem uratować…

Ja mam honor! Póki żyję, Dziecka nigdy nie zabiję!

Jam żołnierzem jest, nie katem!

 

Józef: A więc jesteś nam tu bratem!

Puśćcie go, mili panowie!

Lecz, hetmanie, myślę sobie, po co wracać ci do dworu?

Tam są ludzie bez honoru. Zacznij Jezusowi służyć,

Zostań z nami jak najdłużej.

Wierną służbą zbawisz siebie, zmażesz grzechy, będziesz w niebie…

 

Hetman: Jest że dla mnie Przebaczenie? Z dawnych grzechów odkupienie?

 

Anioł I: Gdy żałujesz – tak się stanie. To jak – idziesz, czy zostaniesz?…

 

Hetman: Więc od dziś chcę służyć Jemu! Bogu w dziecku zrodzonemu…

 

Józef: A więc witaj, bracie drogi, wejdźże w nasze niskie progi.

Jutro długa droga czeka, więc niech każdy z nas nie zwleka,

Tylko idzie odpoczywać, bo zmęczony każdy chyba…

Ale jeszcze razem, na noc, zaśpiewajmy na dobranoc…

 

(kolęda „Cicha noc”)

 

AKT V

 

Narrator: Tak więc Jezus ocalony!

A nazajutrz, w obce strony, do Egiptu się udali.

Wszyscy zdrowi, wszyscy cali…

Egipt gościć będzie Boga, ale szybko minie trwoga,

I powrócą dni wesela. Wróci Pan do Izraela.

Bo tu musi ludzi zbawić, zgładzić grzech, swój lud wybawić…

I tu umrzeć Mu potrzeba, b otworzyć nam kraj nieba…

Trzeba jeszcze, moi mili, byśmy teraz zobaczyli,

Co z Herodem, jak króluje, mówią, że się coś źle czuje…

 

Diabeł: Zanim kocioł zmontowałem, cały się aż zasapałem…

Ale, by Heroda dręczyć, warto trochę się pomęczyć!…

Wziąłem teraz z sobą dzieci, zawsze jakoś czas im zleci…

(woła) Dzieci! Dzieci!

Chodźcie tutaj, cicho stójcie, pracę taty obserwujcie…

 

Diabełek I: Tato, zimno, ja się studzę!

 

Diabełek II: A ja strasznie się tu nudzę!

 

Diabeł: Nie kręć mi się koło nosa!

Macie, dzieci, papierosa, usiąść, patrzeć, obserwować!

Tato będzie tu pracować…

No, Herodzie, dość już spania! Przyszła pora umierania!

Jakie winy, taka kara! Już się twa przebrała miara…

 

Herod: Rety, co ty! Hej, szatanie! Co wyprawiasz, co się stanie?!

 

Diabeł: Cóż, Herodku, jak się rzekło: Wina, zbrodnia, kara, piekło!

W smole będziesz już królować! Po wiek wieków się gotować!

 

Herod: Hej! Ja żyję! To za wcześnie!

 

(diabeł klaszcze, biega śmierć, i przytula się do Heroda.

Potem kładzie go na podłodze, salutuje do diabła, i wychodzi)

 

Diabeł: Przykro mi, umarłeś we śnie… Już na ciebie czeka piekło!

Oj, przyjmiemy cię tam ciepło!

No, Heroda brać, dziateczki! I do ognia! Na ćwiarteczki!

 

Diabełek I i II: Będziemy ciąć Herodka w kosteczki, i smażyć go na skwareczki. Hi, hi, hi…

 

Narrator: Tak to, zbrodnia nie popłaca! Jaka praca – taka płaca!

Człowiek musi popracować, żeby w niebie wylądować…

Lecz zostawmy już Heroda, nie jest nam go wcale szkoda.

Czas już, lecz na zakończenie, spójrzmy jeszcze – tu na scenie

Stoi święta już rodzina. Maria czule tuli Syna,

Przy Nim inni się zebrali, jedni bliżej, inni dalej…

Pastuszkowie, aniołowie, Jagna, Hetman, Trzej Królowie…

Oni byli z Nim w potrzebie – teraz wszyscy są już w niebie.

My do nieba też idziemy, kiedyś z nimi tam będziemy.

Bo za dobre, święte życie, Bóg nagrodzi nas obficie.

Trzeba o tym nam pamiętać zwłaszcza teraz,

Kiedy święta są Bożego Narodzenia!

No! To koniec!

Wszyscy: DO WIDZENIA!

 

Jasełka
Jasełka

Jasełka z gwiazdkami

przez Posted on 0 Comments 6 min read 87 wyświetlenia

Jasełka

Scena pastuszków

Pasterze siedzą przy ognisku. Wbiega góralka i śpiewa (mel. głęboka studzienka)

Drodzy pastuszkowie, bardzo pięknie proszę,
przyniosłam wam żurku skosztować po trosze.
Bardzo on smaczniutki, kiejby marcepany,
bo dopiero dzisiaj dla was gotowany.
mówi:
Pójdźcie tu chudziaki, wnet się ogrzejecie,
a i w żołądeczku żurek poczujecie.
Taki gorącuśki, aże para bucha,
a potem wesoło zatańczcie od ucha.
(jedzą)
Prawda,że smakuje, aże idzie ślinka,
czy chociaż zostanie dla mnie odrobinka?

Pasterze: Doskonały, wyśmienity, kiejby wieprzowe kotlety!

Bartosz: No, chłopaki, kiedyście sobie podjedli, to spać na polanie.

Stach: Nam Bartoszu smakuje teraz tańcowanie!

Bartosz: A jak chcecie, to se tańcujcie, ja wam tego nie bronię boście
jeszcze młodzi.

(tańczą)

Bartosz: No, już dosyć chłopaki tego tańcowania. Już północ blisko.
Dzisiaj Maciuś przypilnuje trzody – on dzielny chłopczyna –
niczego się nie boi.
(kładą się spać)

Stach: Posuń się Jasiek, takiś gruby jak klocek dębowy!

Jasiek: A ty jak pniaczek bukowy! (śmieją się)

Bartosz: Jak spokojnie nie zaśniecie, to tą lagą dostaniecie!

Maciuś (śpiewa): Hej! owieczko kochana, gdzieś mi się zgubiła,
Hej! Maciusiowa dusza tak ciebie lubiła.

Hej! może cię porwało złośliwe wilczysko,
Hej! może cię zaniosło na strome urwisko.

Hej! góry nasze, góry – ojczyzno górala
Hej! dusza moja tęskni kiedym od was z dala.

mówi: Jesceś nie pamietam, żeby moje oczy oglądały kiedy
taką cudną noc jak dzisiejsza nocka.
Nie wiem co się dzieje, jakieś gwiazdy świecą,
o północku dnieje. A,a,a spać mi się chce,
aże mnie mroczy.
Jeno ździebko zamknę oczy (zasypia).

(słychać śpiew „Gdy się Chrystus rodzi”)

Maciek (budzi się): Gwałtu, rety słońce świeci, jakieś wojsko z nieba leci,
zdaje mi się, że śpiewają, ogniem ziemię zapalają!

(biega i budzi) Stachu, zobacz co się dzieje, całe niebo promienieje,
słychać jakieś granie!

Stach: To zatańcuj na polanie!

Maciek: Stachu, Szymek, Jasiek, Kuba wstawajcie, bo nad
nami zguba!

Szymek: Śpijże, czego wrzeszczysz?

Maciek: Wstawajcie chłopaki, a wszystko ujrzycie!
Cuda niesłychane, którym nie wierzycie.
Niby ciężkim młotem serce we mnie bije,
może już z was żaden jutra nie dożyje?!

(zrywają się i spostrzegają światło)

Wszyscy: Gwałtu, niebo gore, ziemia się zapala,
jużci na ten świat nieszczęście się zwala.

Kuba: Uciekajcie żywo – nie ma co tu czekać,
Lepiej zawczasu, niż późno uciekać!

Stach: No, chłopaki dalej w nogi!

Wchodzą aniołowie

Anioł: Pokój wam, pasterze!

Anioł: Z górnej krainy tutaj zstępujemy,
wielką nowinę wszystkim zwiastujemy!
Anioł: Oto na ziemię schodzi Zbawiciel,
obiecany Mesjasz – Chrystus Odkupiciel.

Anioł: W Dawidowym mieście – tam się narodził,
aby wszystkich ludzi z grzechów oswobodził.

Anioł: Znajdziecie Dzieciątko nowo narodzone,
w pieluszki spowite, w żłobie położone.

Anioł: W miasteczku Betlejem – tam Go poszukajcie
z hołdem uwielbienia serca Mu oddajcie.

wychodzą ze śpiewem: Idźcie do Betlejem, gdzie Dziecię zrodzone
w pieluszki spowite, w żłobie położone
oddajcie Mu pokłon Boski
On osłodzi wasze troski. Gloria…

Bartosz: Otóż mili bracia, samiście słyszeli
co święci anieli do nas powiedzieli.
Ale nie wiem, czyście zrozumieli wszyscy,
że nam iść kazali gdzie się światło błyszczy.
Oto się narodził dzisiaj nam Zbawiciel,
jak anioł powiedział – Chrystus Odkupiciel.
Więc Jemu dziś od nas ma być cześć oddana.
Pójdźmy do Betlejem witać tego Pana!

Kuba: Jakże to – podarków żadnych nie weźmiemy?

Stach: Z gołymi rękami przed Panem staniemy?

Bartosz: Więc prędko chłopaki, biegnijcie do domu,
przygotujcie dary jakie Bóg dał komu.
Jeśli tylko Panu dacie je z ochotą,
Milsze Mu to będzie aniżeli złoto.

(wychodzą ze śpiewem kolędy)

Taniec gwiazdek

Gwiazdka 1: Gwiazdki, siostrzyczki co się to dzieje?
Jakaś na wschodzie gwiazda goreje…
A anielskie zastępy gdzieś pośpieszają
I radosną nowinę światu ogłaszają.

Gwiazdka 2: Co to za nowina? My jej nie znamy!

Gwiazdka 3: Księżyca się zapytamy.
Dziadzio Księżyc wszystko wie,
Dziadzio Księżyc śpi we dnie,
w nocy chodzi wciąż po niebie.

Gwiazdka 4: On wie wszystko co się dzieje,
czy to w nocy, czy gdy dnieje.
Ale gdzie jest nasz Staruszek?

wchodzi Księżyc: To wy tutaj?!

Gwiazdki: Witamy, witamy
czekamy na ciebie, Dziaduniu kochany!

Księżyc: Ciszej, ciszej, mówcie ciszej!
Jedna drugiej już nie słyszy.
Posłuchajcie: Matka Boża idzie do nas przez
przestworza.
Nad nią ona gwiazda płonie.
Jej swe blaski ścielą zorze,
bo nam niesie Dziecie Boże

Gwiazdki: Jakże my Ją przywitamy? Co powiemy? Co Jej
damy?

Księżyc: O Gwiazdeczki, Boże dzieci!
Każda z was jasnością świeci.
Wieńcem jej otoczmy skronie,
by chodziła jak w koronie!

Gwiazdka 5: Idzie Matka Boża i niesie Jezusa,
by zbawiona była każda ludzka dusza.

Na mel. Przylecieli aniołkowie wbiegają aniołki i ustawiają się za Gwiazdkami i Księżycem.

Anioł: Gdy adwentowy wieczór nadchodzi
posłuchaj, słychać krok.
Para wędrowców do nas przychodzi
poprzez zimowy mrok.
Od drzwi do drzwi stuka, puka,
schronienia na Ziemi szuka.

wchodzi Matka Boża z Józefem.

Józef: Na próżno dalej szukać i chodzić,
bo nie ma miejsca w gospodzie,
ni w żadnym innym domu.
Tu w tej stajence znajdzie schronienie
Bóg, który niesie ludziom zbawienie.

Matka Boża: Boża Dziecino, przecudny kwiecie
nie ma dla Ciebie miejsca na świecie,
tylko zimny żłób w Betlejem –
ja swym sercem Cię ogrzeję…

Kładzie Jezusa do żłobu i śpiewa:

Lulajże Jezuniu moja perełko
Lulaj ulubione me pieścidełko

Aniołki i Gwiazdki: Lulajże Jezuniu, lulajże lulaj
A Ty Go Matulu w płaczu utulaj

Matka Boża: Zaśnijże kochany mój aniołeczku
Zaśnijże przepiękny świata kwiateczku

Lulajże…

Wchodzą pasterze ze śpiewem:

Pójdźmy wszyscy do żłóbeczka
do Bożego Dzieciąteczka
Jemu wdzięcznie zaśpiewajmy
cześć i pokłon Mu oddajmy

Dziękujemy za zbawienie
za Twe Jezu narodzenie
za Twą miłość, święte dary
któreś przyniósł nam bez miary

Zostań z nami Jezu drogi
Przynieś ludziom pokój błogi
Bądź nam tarczą i obroną
Wieczną obdarz nas koroną

Bartosz: O przesłodkie Boże Dziecię
Toś Ty Bóg prawdziwy!
Dziś nam w polu aniołowie ogłosili dziwy.
Witaj Boże Dzieciąteczko, witaj śliczne Paniąteczko!
Kłaniamy się Tobie
leżącemu w twardym żłobie.

Maciek: Choć my, pasterze skarbów nie mamy
za to Tobie Jezu pięknie zaśpiewamy.

solo: Oj Maluśki, Maluśki, Maluśki kiejby rękawicka
albo li tyż jakoby, jakoby kawołecek smyczka
Śpiewajcie i grajcie Mu – Dzieciątku małemu

Cy nie lepiej by Tobie, by Tobie
siedzieć było w niebie
Wsak Twój Tatuś kochany, kochany
nie wyganioł Ciebie
Śpiewajcie…

Lepiej Ty się mój Panie, mój Panie
wróć do swej dziedziny
albo pozwól się zanieść, się zanieść
do mej chałupiny.
Śpiewajcie…

Anioł: Idzie tu orszak bogaty
strojny we wspaniałe szaty

Przy śpiewie Mędrcy świata wchodzą Królowie

Król I: Chociaż w stajni Twe mieszkanie
bez znaku wielkości
złoto Tobie składam Panie
jako znak miłości

Król II: Chociaż w lichym leżysz żłobie
niepojęty Boże
Kadzidło składam Tobie
chyląc się w pokorze

Król III: Mirrę Ci w darze niosę Panie
To ma oznaczać moje przywiązanie
A skarby moje nie są we złocie
lecz w dobrych czynach i świętej cnocie

Składają swoje dary

Św. Józef: Dziękuję wam moi mili,
żeście tutaj przyjść raczyli,
uczcić Jezusa małego
dla nas narodzonego.

Matka Boża: Błogosław swą rączką Boże
Stworzenia, które u Twych stóp się korzą
Wspomagaj łaską w potrzebie
By wszystkie mogły być z Tobą w niebie.
Śpiew Podnieś rękę…
Pasterz: Jasełka już odegrane,
moi państwo mili.
Boże Dzieciątko żeśmy uczcili.
Za oklaski dziękujemy, chociaż trochę skąpe były.
Zdrowia, szczęścia winszujemy, aby wszystkie te życzenia
wszystkie się spełniły.
s. Danuta Kurek

 

Jasełka
Jasełka

Jasełka uwspółcześnione

przez Posted on 0 Comments 13 min read 224 wyświetlenia

Jasełka uwspółcześnione.

(Wychodzą dzieci które czytają książkę. Inne dziecko wpada energicznie i zatrzymuje się przed czytającymi.)

 

Dziecko 1: A co wy tutaj robicie? Zimno jest. Chodźcie do mnie, pobawimy się razem, pogramy na komputerze. Zobaczycie jakie nowe wspaniałe gry dostałam pod choinkę.

 

Dziecko 2: A jest tam coś o Jezusie i o Jego narodzeniu?

 

Dziecko 1: E!- Nie. -Takimi sprawami to ja się nie zajmuję. Przecież to się stało tak dawno przeszło dwa tysiące lat temu. Ja uważam, że najważniejsza jest choinka i prezenty pod nią.

 

Dziecko 3:      O ile wszyscy mają na prezenty i mogą je dać.

A rozdaje się MIŁOŚĆ!, BOGA!

 

Dziecko 1: Dziwnie mówisz! Tak nie na dzisiejsze czasy. Powiem, wam tak na ucho, że nie tęgi jestem w religii – to takie oderwane od życia. Chodzę do kościoła, bo każą, mi rodzice — ale tak do końca nie wiem co się tam dzieje. A na lekcjach religii nie uważam.

 

Dziecko 2:      Szkoda! Religia to nauka o Bogu, o czymś najważniejszy w życiu.

Chcesz, to opowiemy ci o tych pięknych dawnych czasach.

 

Dziecko 1: Dobrze, lubię słuchać. Opowiedzcie mi o czymś nadzwyczajnym!

 

Dziecko 3: (Otwiera książkę i zaczyna czytać)

Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Ziemie zaś była bezładem i pustkowiem, ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami. Wtedy Bóg rzekł:

„Niechaj się stanie światłość”. – I stała się światłość. A potem Bóg rzekł: „Niechaj się zbiorą wody w jedno miejsce i niech się ukaże powierzchnia sucha”. Następnie Bóg rzekł: „Niechaj powstaną ciała niebieskie, świecące na sklepieniu nieba, aby oddzielały dzień od nocy, aby wyznaczały pory roku, i lata. Potem rzekł: „Niechaj zaroją się wody, a ptactwo niechaj lata nad ziemia, a ziemia wyda istoty żywe różnego rodzaju”. Wreszcie rzekł Bóg: „Uczyńmy

człowieka na Nasz obraz” i stworzył Bóg mężczyznę i niewiastę. I widział Bóg, że wszystko, co uczynił było bardzo dobre.

 

Dziecko 1: Trochę sobie przypominam, ale co było dalej?

Dziecko 2:  A teraz posłuchaj. Adam i Ewa byli szczęśliwi w raju, słuchali dobrego Boga,      kochali Go, a On z nimi rozmawiał.

 

Dziecko 1:  Musieli bardzo być szczęśliwi.

 

Dziecko 3:    Jednak szatan pozazdrościł im tego. Przemienił się w węża i zaczął namawiać

Ewę, aby nie słuchała dobrego Boga, i niestety, Ewa uległa szatanowi i zgrzeszyli. Razem       z Adamem nie byli posłuszni Bogu zrywając owoc z zakazanego drzewa. Grzech ten i jego

skutki przeszły na wszystkich ludzi.

 

Dziecko 1: Biedni, i cóż się z nimi stało?

 

Dziecko 2:              (W trakcie czytania wchodzi Maryja i z boku przyklęka)

Mimo grzechu Bóg nie opuścił człowieka, zapowiedział, że ześle swojego Syna na ziemię, który odkupi ludzkość Swą drogocenną krwią. Mijały wieki – ludzie ciągle wyczekiwali Zbawcy. Pewnego dnia, w domku młodej dziewczyny imieniem Maryja zjawił się Anioł         i oznajmił jej, że została wybraną przez Boga na matkę Jego Syna.

 

Gabriel: Bądź pozdrowiona, Maryjo, Pan jest z Tobą…

 

Maryja: Co znaczą te słowa? Tak bardzo chciałabym je zrozumieć.

 

Gabriel:     Nie lękaj się, Maryjo, zwiastuję Ci wielką radość. Oto wkrótce będziesz miała

Syna, któremu dasz na imię Jezus. Twój Syn zbawi świat.

 

Maryja: Oto ja służebnica Pańska, niech się stanie jak Bóg chce.

(Gabriel wychodzi, a Maryja śpiewa na melodię „Archanioł Boży Gabriel)

Słowa wielce mnie zdumiały i poselstwo co słyszałam.

Rzekł mi: Nie bój się Maryjo Najszczęśliwsza Panno miła.

Zdrowaś Mario, łaski pełna, Pan jest z Tobą, to rzecz pewna. (wychodzi)

 

Anioł 3: Maryja postanowiła podzielić się nowiną ze swoją krewną Elżbietą. Czym prędzej przyłączyła się do karawany, która wędrowała w kierunku gór Judei, rozmyślając nad najdziwniejszym zwiastowaniem. Maryja przez jakiś czas pozostawała u Elżbiety, a potem wróciła do Nazaretu. Poślubiła Józefa, który tak samo jak ona, z całym zaufaniem przyjął wolę Boga. (Wchodzi Józef z Maryją).

 

Józef:

Maryjo, mam złą wiadomość. Wyszedł rozkaz cesarza Augusta, aby przeprowadzić spis całej ludności zamieszkującej ziemie, którymi on włada.

 

Maryja: Dlaczego to cię martwi drogi Józefie?

 

Józef:             Dlatego, Maryjo, że będziemy musieli udać się do miasta,

z którego wywodzi się nasz ród, i tam podać swoje imię.

 

Maryja:          Aż do Betlejem?

 

Józef:             Tak. A to bardzo daleko. Jak sobie poradzisz?

 

Maryja:          Nie martw się Józefie. Pan jest z nami.

Z Nim zawsze czuję się bezpieczna i silna.

 

Kolęda:          

Urzędnik: Hej tam! Następny” Imię?

Jakub: Jakub

Urzędnik: Wiek?

Jakub: 35 lat.

Urzędnik: Miejsce zamieszkania?

Jakub: Tyberiada, nad Morzem Galilejskim.

Urzędnik: Żonaty?

Jakub: Tak! Dwoje dzieci.

Urzędnik: Zawód?

Jakub: Rybak. (odchodzi)

 

Urzędnik:  Od rana do wieczora siedzę tu i piszę i piszę. Jestem już taki zmęczony,

                     a tych tu  jeszcze tylu do spisania. Kiedy to się skończy! Następny! Imię?

 

Tomasz: Tomasz.

Urzędnik: Wiek?

Tomasz: 55 lat.

Urzędnik: Miejsce zamieszkania?

Tomasz: Kafarnaum.

Urzędnik Pośpieszcie się, ilu was jeszcze jest? Umęczony jestem

 

Tomasz:         Wszyscy jesteśmy zmęczeni, nie widzisz? Przychodzimy z daleka,

cztery dni jestem w drodze. Musiałem podróżować wyłącznie piechotą.

 

Jan:    Ja miałem przynajmniej osła. Lecz tutaj wszystkie gospody są już przepełnione.

Nawet w oborach i stodołach są tłumy. Musimy nocować przed bramami miasta,

a ty mówisz, że jesteś zmęczony. Popatrz na tych ludzi, kobiety, dzieci.

 

Urzędnik: Dosyć tego gadania! Cicho! Następny!… Imię?

Jan: Jan.

Urzędnik: Wiek?

Jan: 60 lat.

Urzędnik: Miejsce zamieszkania?

Jan: Jerycho.

Urzędnik: Jak? Gdzie? Jak to się pisze?

Jan: Mówię – Jerycho.

Urzędnik: Zawód?

Jan: Wytwórca namiotów.

Urzędnik: Diabeł nasłał ten spis ludności. Komu to jest w ogóle potrzebne?

Jan: Aby zbierać podatki i werbować jeszcze więcej żołnierzy.

 

Urzędnik: Cicho! Jeszcze kto usłyszy. Następny! Hej! Ty tam z tą kobietą – podejdź tu bliżej. (Józef z Maryją podchodzą do urzędnika) Szybko! Imię?

Józef: Józef.

Urzędnik: Wiek?

Józef: 30 lat.

Urzędnik: Miejsce zamieszkania?

Józef: Nazaret.

Urzędnik: Zawód?

Józef: Cieśla.

Urzędnik: O słońce już zachodzi. Koniec. Następni zapiszą się jutro.

Podróżny: A ja, tak długo czekam.

Urzędnik: Mówiłem, jutro zapiszecie się

Podróżny: To niesprawiedliwe.

 

Maryja: Chciałabym już odpocząć, źle się czuję.

 

Józef: Usiądź, tu, a ja poszukam jeszcze raz noclegu.

(Wychodzi; melodia, wchodzi pastuszek, trzyma w ręku latarnię i przygląda się Maryi, po chwili wchodzi Józef)

Zrobiłem co w mojej mocy, ale nikt me chce dać noclegu.

 

Maryja: Trudno Józefie widać taka wola Boża, przyjdzie nam na dworze nocować.

 

Pastuszek Kuba: Panie…

 

Józef: Co chłopcze?

 

Kuba:     Słyszałem waszą rozmowę, widzę, że jesteście poczciwi ludzie. Ja domu nie mam, bo jestem pasterzem i wraz z innymi i doglądam owieczek. Słyszałem, że noclegu szukacie     i nigdzie was nie przyjęli. Jeżeli chcecie to przenocujcie w stajence, zawsze to lepiej niż na dworze. Bydło w stajni tylko, słomę wam przyniosę, to ciepło będzie i bezpiecznie.

Chodźcie ze mną – proszę.

 

Maryja:          Bóg ci zapłać, pastuszku drogi.

 

Kuba:             Nie ma za co, przecież to tylko stajnia; nie miałbym śmiałości rozmawiać

z wami, lecz przejąłem się waszymi problemami.

 

Józef:                         Widzisz chłopcze, Bóg czasem wiedzie różnymi drogami i nawet ludzie najmądrzejsi nie mogą ich zrozumieć. Zaprowadź nas do stajenki.

 

Kuba:             Chodźcie, to niedaleko, pewnie jesteście bardzo zmęczeni i chcecie odpocząć.

(Wszyscy wychodzą – melodia kolędy „Cicha noc”, melodia urywa się, wbiegają pasterze –

rozbawieni, śmieją się. głośno rozmawiają o jakiejś zabawie)

Kolęda:

 

Pasterz    5:     Dość już powagi, zabawmy się trochę, Z nóżki na nóżkę potańczmy sobie.

                               (Melodia góralska, wszyscy zaczynają tańczyć prosty taniec góralski)

 

Pasterz    6:     Chcecie, to tańczcie, ja nie chcę.

Wieczór pod borem, patrzcie jak gwiazdy świecą na wysokim niebie.

(rozgląda się wkoło)

 

Pasterz    4:     Zamiast zabrać się do spania, wzięli się teraz do gadania.

Wojtek dziś będzie stada pilnował, a teraz wszyscy do modlitwy.

 

Pasterze razem:        Wszystkie nasze dzienne sprawy przyjm litośnie, Boże prawy

A gdy będziem zasypiali, niech Cię nawet sen nasz chwali.

 

Pasterz   5:     Jedna dla nas tylko męka, jeden smutek serce nęka,

że nasz Zbawca nie przychodzi, co nas z grzechu oswobodzi.

 

Pasterz   3:     Lecz, mój Boże, Tyś łaskawy, Ty kierujesz wszystkie sprawy,

Ty nam ześlesz Mesjasza, jak Pismo Święte ogłasza.

 

Pasterz   2:     Kładźcie się spać, ja posiedzę sobie przy ogniu. Poczekam na Kubę,

bo z jakimiś podróżnymi rozmawiał i poszedł z nimi w kierunku naszej stajenki.

 

Pasterz   4:     On zawsze ma dziwne pomysły.

Dołóż trochę drewna do ognia, by nam nie zmarzły nogi.

 

Pasterz   2:      (dokłada i rozgląda się).

Nie pamiętam, aby moje oczy oglądały kiedyś taką piękną nockę, jak dzisiejsza.

 

Pasterz    2:     Kuba, kogoś ty przyprowadził do tej walącej się stajni?

 

Pasterz    1:     Zmęczonych wędrowców, którzy nie znaleźli żadnego miejsca,

w żadnej gospodzie.

 

Pasterz    6:     Ty to masz pomysły.

 

Pasterz   3:     Ale wygwieżdżone niebo. Ja będę dzisiaj stał na wachcie,

lubię wpatrywać się w niebo, zwłaszcza nocą.

 

Pasterz  4:     Wojtek lepiej patrz na nasze owce, by je co nie porwało, a nie w niebo.

Czuwaj i uważaj, my kładziemy się spać.

 

Kolęda:   Gdy się Chrystus rodzi i na świat przychodzi;

 

 

Anioł 1:          Nie było miejsca, więc czemu przyszedłeś na ziemię

w noc ciemna, daleką od nieba.   (Maryja wkłada Dziecię do żłóbka i siada koło niego)

 

Anioł 2:           Sam Bóg swoją mocą, lichą szopkę wskazał nocą,

Dla Syna Swego Najmilszego, do ludzi dziś z nieba posłanego.

 

Anioł 5:     Radosna to nowina, że Bóg nam zsyła Swego Syna.

W ludzkim ciele On się rodzi – na ziemię miłość przychodzi!

 

Anioł 6 :      Dzieciątko Boże Maleńkie z Matki Swej Najświętszej.

Zabrakło miejsca w gospodzie, między bydlętami się rodzi!

 

Anioł 2:          Bo ludzie ciągle nie wiedzą gdzie trzeba szukać szczęścia.

Nie wiedzą a szczęście tak blisko — w żłóbku ubogim tu leży…

 

Anioł 5 :         Nie wiedzą ludzie, nie wiedzą, że w stajni tak wzgardzony leży Pan —

Stwórca wszechświata wielki Bóg — nieogarniony!

 

Anioł 3 :         W żłobie leży Bóg Wszechmocny, Niemowlątko małe, opuszczone,

w twardym sianie z zimna drżące całe.

 

Anioł 6 :         Witaj, Jezu, na tej ziemi położony w żłobie,

witają Cię Aniołowie, kłaniają się Tobie.

 

Anioł 3:        Spójrz, aniele, śpią tu pastuszkowie, nowinę świętą im powiem.

Bóg Najświętszy w swej dobroci, proste serca im ozłoci.

 

Anioł 1:          Nim pastuszków pobudzimy, dalej Aniołowie niechaj każdy Dzieciąteczku jak je kocha powie. Zaśpiewajmy Mu na chwałę, stańmy przy Nim wkoło. Ucałujmy Go serdecznie od wszystkich Aniołów.         (Rozjaśnić całą scenę)

 

Anioły: Kolęda: „Bóg się rodzi, moc truchleje…”   

 

 

 

Pasterz   3:     Co to? Co się dzieje? Nad naszą budą słonko jaśnieje. Wstawajcie! Olaboga!

O północy dnieje! Gwałtu, gwałtu, pastuszkowie! Słuchajcie, słuchajcie, co wam powiem!

Jasność bije piorunami! Koniec świata! źle jest z nami!               (pasterze powoli podnoszą się)

 

Pasterz    4:     Ojej!  W ogniu całe niebiosa!  Widzę łunę, słyszę jakieś głosy!

 

Pasterz   6:     Gdzie ta łuna? Co tak bredzisz?

 

Pasterz  2:     Rety! Niebo gore, ziemia się zapala!

Widać na cały świat, nieszczęście się zwala. Uciekajmy szybko i bydło zagnajmy.

 

Gabriel:         Nie bójcie się. Oto zwiastuje wam wielką radość. W tej to stajence narodził

się wam Zbawiciel. Idźcie tam czym prędzej i oddajcie Mu pokłon.

 

Kolęda:

Pasterz   4:     Skoro sami Aniołowie tak nam powiadają to chodźmy do stajenki.

 

Pasterz   2:     Mój miły Bartoszu, nic z tego nie pojmuję. Tyś jest starszy, lata swoje masz, czytać umiesz, wytłumacz nam, co się dzieje.

 

Pasterz   4:     Sam słyszałeś, co święci Anieli powiedzieli.

Chrystus się nam narodził, w naszej stajence.

 

Pasterz  1:     Czyście słyszeli?

Kazali nam iść, gdzie światło błyszczy, więc pójdźmy powitać Pana.

 

Pasterz    3:     Hej, pasterze! Jak pójdziemy? Z gołą ręką tam staniemy?

Trzeba dać coś Maleńkiemu, dziś w szopie narodzonemu.

 

Pasterz   5:     Coś zanieść Mu wypada, choćby skromne zanieść dary

Tej Dziecinie Przenajświętszej, która kocha nas bez miary.

 

Pasterz  2:     Ja wezmę fujareczkę, com wystrugał ją z wierzbiny,

piękną piosnkę na niej zagram dla maleńkiej tej dzieciny.

 

 

Pasterz   5:     Co kto może, niech zabiera, bo już w drogę wyruszamy,

by Dziecinę uczcić świętą i obsypać Ją darami.

 

I Kolęda Pastuszkowie śpiewają —„Pójdźmy wszyscy do stajenki

 

Anioł 2:          Patrzcie pastuszkowie. Tu na sianie owinięte leży Dzieciątko pośród bydląt niebożątko. Przy nim klęczy Matka święta; skromna, cicha, uśmiechnięta              i w Dzieciątko się wpatruje Bogu za ten cud dziękuje.

 

Pasterz   6:     Witaj, Jezu, na tej ziemi, położony w żłobie.

Witają Cię pastuszkowie, kłaniają się Tobie.

 

Pasterz   3:      O Dzieciątko Święte, Boże przyjm nasze serca w pokorze;

Czym Cię dzisiaj ucieszymy?! to co mamy, to złożymy

 

Pasterz    1:      Ja kożuszek dam barani i otulę nóżki święte,

które pewnie w nędznym żłóbku na sianku drżą zmarznięte

 

Pasterz    4:      Ja przyniosłem świeże mleko, jeszcze ciepłe, choć z daleka.

 

Pasterz  5:      A ja chlebek Ci przyniosłem, świeżo upieczony,

Żebyś głodny nie był, Jezu, dzisiaj narodzony.

 

Pasterz  6:      Ja jabłuszek cały koszyk.

 

Pasterz   3:     Wielki Boże, dziś zrodzony, co na sianku leżysz Przyjmij te ubogie dary,

od swoich pasterzy.

 

Pasterz    5:     Zaśpiewajmy Mu na chwałę, stańmy przed Nim w koło.

 

Kolęda: „Dzisiaj w Betlejem…”

 

Anioł 5:          Tu jest za głośno, przecież to maleńkie dziecko

i Matka chce ukołysać je do snu. Cicho pastuszkowie.

 

Maryja:          Rzeczywiście, Dziecię jest zmęczone i chce spać. A wam pastuszkowie dziękuję za tyle serca i miłości. (śpiewa)

 

Kolęda: „Lulajże Jezuniu, moja perełko…

 

Pasterz    2:     Patrzcie, ktoś zbliża się do nas. Jacyś dostojni goście.

Chyba królowie, bo mają korony na głowach

 

(Śpiewają pastuszkowie: „Mędrcy świata, monarchowie, gdzie spiesznie dążycie?”;

 

Król 1:           Dobrze się stało magowie, że wspólna nas wiedzie droga,

gdy na firmamencie nieba gwiazda ukazała się nowa.

 

Król 2:           Długo też obserwowałem, w niebo się wpatrywałem; dziwny znak niespotykany od Boga światu przysłany. Nowa gwiazda się zrodziła, złotym blaskiem zaświeciła, w palestyńską ziemię się kieruje. Tak proroctwo opisuje.

 

Król 3:           Blask gwiazdy nad ziemią nisko, to znak, że miejsce już blisko.

Zatem żywo pospieszajmy, Dziecię Boże powitajmy!

 

Król 1:            Witam Cię, Wielki Królu, witaj nam Boże Dziecię.

O Panie, Królu nad Króle, przyjmij nasze ziemskie dary.

Składam mirrę razem z sercem pod Twe małe stopy. (kłania się, kładzie dar)

 

Król 2             Ujrzałem na niebie jasną gwiazdę poszedłem za jej światłem, aby powitać Święte Dzieciątko. Dziś król nowy się narodził w palestyńskiej ziemi

w świętych księgach zapisano, tego nic nie zmieni. Więc zebrałem swoją służbę z całą karawaną i kadzidła wonne wiozę, by złożyć przed Panem.

(kłania się, kładzie dary)

 

Król 3:           Ja też chcę powitać Maleńkiego Króla. Moje garbate wielbłądy szły poprzez pustynię, gwiazda drogę wskazywała, chwała Twa nie zginie.

Przyjmij Panie, Dziecię Małe, złoto i koronę. Tyś Jest Królem wszego świata, przyjm nasze pokłony. (kłania się, kładzie dary)

 

Maryja:          Niech was, zacni Monarchowie, w drogę powrotną Bóg prowadzi.

(Druga zwrotka „Mędrcy świata.. „ śpiewają wszyscy;

 

Maryja:          Zaśnij Dziecino, święte Dziecię, Tyś nam pociechą na tym świecie.

Zmruż oczęta swoje, Tyś szczęście moje, Modlitwa moja niech uśpi Cię.”

(Królowie rozchodzą się na dwie strony sceny, pośrodku zostaje święta Rodzina)

 

Anioł 1:          Luli, Jezuniu, luli już, w stajence cisza święta, złotą swą główkę sennie złóż      i zamknij swe oczęta.

 

Anioł 6:                      Spijże, Maleńki, bo już noc po niebie gwiazdki sieje. Zbudzi Cię promyk jasnych zórz w ciemnościach, gdy zadnieje.

 

Józef:             Pięknie żeście tu przybyli, zaśpiewali i dary serca złożyli..

 

Kolęda:

Dziecko 1:      Jestem zachwycony! Opowiedzieliście mi i pokazaliście tyle ważnych               i ciekawych wydarzeń. Jestem wam ogromnie wdzięczny.

Jestem taki szczęśliwy, radosny.

Gdzie? W jakiej książce mogę przeczytać o tym wszystkim.

 

Dziecko   :

W Biblii, kochany, w Biblii. W katechizmie, na lekcjach religii, w kościele,

w domu też dowiesz się o wielu rzeczach;

– trzeba tylko słuchać i patrzeć sercem.

 

Dziecko 1:      Mimo wszystko musicie mi jeszcze o wielu wydarzeniach opowiedzieć

– to takie cudowne.

 

Dziecko   :

Dobrze, zanim rozpoczniemy następną opowieść zaśpiewajmy wspólnie kolędę.

Kolęda:

 

Jasełka
Jasełka