Długie Jasełka w czterech odsłonach

Permalink 0

JASEŁKA w czterech odsłonach

(zebrane z różnych autorów)

 

AKT I

 

(Scena przedstawia polanę wśród lasów i gór: wieczór – światło księżyca oświeca scenę. Pasterze siedzą koło ogniska i prowadzą rozmowę).

 

WOJTEK – … Jak on gnał ja ze smrekiem wtedy stał.

W ręku miałem tęgi kół, jak go zdzielę tak przez pół

Legł od razu.

 

SŁAWEK – Toś ty zuch!

 

SZYMEK – Zabić wilka tak od razu, że nie zipnął ani razu –

O to z ciebie tęgi zuch.

 

WOJTEK – Jakie straszne ślipia miał – jeszcze charczał, gdym tam stał.

 

KUBA – Niechby skoczył …

 

WOJTEK – Kij był długi, a że tęgie sęki miał, to bym ździelił po raz drugi.

 

MACIEK – Hej od razu taka sztuka, zawsze ci się nie powiedzie.

 

WOJTEK – Jak mam w ręku kawał buka, niech ta idą i niedźwiedzie.

Nie ma strachu.

 

SZYMEK – Jeno ty nie bądź zawsze taki zuch.

Zawsze lepiej iść we dwóch, sam nie próbuj takiej gry.

 

WOJTEK – A cóż to wilk takie cuda?

 

SZYMEK – Zawsze ci się tak nie uda.

 

MACIEK – Nosił wilk razy kilka, a ponieśli też i wilka.

 

WOJTEK – Jeszcze czego?! Cóż u czarta …

 

WALEK(wchodzi) Czyja też to dzisiaj warta?

 

STACH – Ponoć Maćka.

 

MACIEK – A bo co?

 

WALEK – A no Bartosz wiedzieć chcą.

 

MACIEK – To mu powiedz, że to ja.

 

WOJTEK – Księżyc dzisiaj dość wysoko, ale trza mieć dobre oko.

Po północy będzie mgła.

 

SZYMEK – We mgle łatwo o przygodę;

Bydło może zaleźć w szkodę, więc się pilnuj!

 

MACIEK – To się wie.

 

STACH – Może także gdzieś ukradkiem, w pojedynkę lub ze stadkiem

I wilczysko podkraść się.

 

BENEK – O to łatwo w nocnym czasie.

 

WOJTEK – Juści prawda.

 

MACIEK – Już ja wilków się nie boję, możecie spokojnie spać.

 

STACH – Ano bracia na nas czas. Jutro trzeba wstać o świcie.

Trzeba wypocząć należycie. Chodźmy spać.

 

SZYMEK – Już ogień gaśnie.

 

WOJTEK – Ot i Bartosz idą właśnie.

 

STACH – Ano dobrze, bo w sam raz.

 

BARTOSZ (wchodzi) Co wy jeszcze tu robicie? Jeszcze wam za mało dnia?

Rano przecież trzeba wstać, by z pastwiska bydło brać i oddoić jak należy.

Brać się zaraz do pacierzy. Żwawo wszyscy!

 

STACH – Trza to trza.

 

SZYMEK – Lecz pozwólcie nam – prosimy, niech raz jeszcze zanucimy,

Niech popłynie dookoła pieśń rozgłośna i wesoła.

 

WOJTEK – Zanućmy pieśń pasterską, prostą, szczerą a rycerską.

 

SZYMEK – Z niej powstaną w duszy echa w smutku radość i pociecha.

 

(śpiewają): Pasterską pieśń zanućmy wraz, pasterską pieśń w zły, dobry czas.

Pasterska pieśń – pierwsza w modlitwie, pasterska pieśń w domu i bitwie.

Pasterski stan, gdy minął raj, pasterski stan zaczynał maj.

Pasterza stan: szczęście w człowieku, pasterski stan był w złotym wieku.

Pasterzem też był pierwszy król, pasterzem też kapłan się zwie.

Pasterza zna pałac i chata, pasterska pieśń w niebo ulata.

 

SŁAWEK(rozgląda się) Patrzcie jeno bracia, co za noc cudowna.

Takiej nocy wspaniałej nie pamiętam z dawna.

Taka spokojna, czysta, podobna do świtu;

Tylko gwiazdki małe mrugają z błękitu …

A na duszy mej jakoś tak tęskno i rzewnie …

BARTOSZ – Widać spokojne, czyste masz serce pewnie, to ci Bóg daje pociechę na ziemi;

Bo szczęśliwy, kto zawrze przyjaźń ze świętymi!

Lecz my pastuszkowie, już nam spać wypada;

Ty Maćku idźże pilnuj dobrze stada, by nie zrobiło jakiej komu szkody.

Niechże cię Pan Bóg ochroni od jakiej przygody

– A teraz, moi bracia, nim nas sen rozbierze,

Czas pomyśleć o Bogu i zmówić pacierze.

 

(wszyscy klękają i mówią): Ty ojców naszych przedziwny Boże!

Oto Twe dzieci klęczą w pokorze,

Twe ramię silne po wszystkie wieki,

Niech nam użycza łask i opieki.

Za wszystkie dary życia naszego,

Przyjmij podziękę serca kornego

I racz nas wspierać aż z niebios tronu,

W zawiejach życia i w chwili zgonu.

Ześlij na ziemię Syna swojego,

Ześlij nam Zbawcę rodu ludzkiego:

Niech światłem Bożym rozproszy cienie,

Ojczyźnie naszej daj oświecenie.

 

(pasterze kładą się spać; Maciek czuwa).

 

MACIEK – Jasna nocka, cudny czas, paście się owieczki wraz;

Jutro zaprowadzę was w bujną trawkę, aż po pas.

Rankiem błyśnie słonka twarz i ozłoci wygon nasz,

A wśród pola, łąk o hal śpiew popłynie z rosą w dal!

Echo jęknie w złomach gór, szumem mu odpowie bór,

A pod borem w dali het zadźwięczy pastuszy flet.

 

(światło zalewa scenę, gdzieś w dali śpiewa aniołów chór).

 

ANIOŁOWIE(śpiewają) Bóg się rodzi, moc truchleje, Pan niebiosów obnażony!

Ogień krzepnie – blask ciemnieje! Ma granice – nieskończony!

Wzgardzony – okryty chwałą, śmiertelny – król nad wiekami.

A Słowo Ciałem się stało i mieszkało między nami.

 

(śpiew niknie. Światło powoli znika).

 

MACIEK(przerażony) O laboga, a tam co!

Pasterze, wstawajcie, duchem się zbierajcie, uciekać trzeba!

 

SZYMEK – Nie wrzeszcz!

 

MACIEK – Cosik się dzieje, wszystko goreje!

Ogniem płoną nieba, Stachu!

 

STACH – A czego?

 

MACIEK – Wstawaj!

STACH – Co złego?

 

MACIEK – Jakieś straszne słońce świeci, jakieś wojsko z nieba leci.

 

STACH – Bajesz.

 

MACIEK – Patrz tam, w ogniu są niebiosy! Słychać jakieś wdzięczne głosy.

O! Nad Betlejem jaka straszna łuna. Tam coś się dzieje!

 

STACH – Coż by u pioruna?

 

MACIEK – Widzisz? W Betlejemskiej stronie całe niebo ogniem płonie.

 

STACH – Dawaj no sukmanę (ubiera się). Niech się przyodzieję.

Oj nieszczęśliwa nasza godzina, smutna to będzie jakaś nowina.

A gdzież ta łuna, co tak o niej bredzisz?

 

MACIEK – Na Boga, czyś ślepy, czy jeszcze nie widzisz?

Nocka ciemna jako smoła, a tu taki blask dokoła.

Spojrzyj, widzisz co się dzieje?

 

STACH – O rety! A może to dnieje?

 

MACIEK – A jużci dnieje. Patrz o tam! Nie wiem co myśleć o tym sam.

 

STACH – Oj prawda, już widzę, ale to nie żarty.

Tyś mi prawdę gadał, ja byłem uparty. Chyba drugich pobudzimy.

 

MACIEK – Poczekaj no trochę, nie budź jeszcze Stachu.

Może na darmo narobimy strachu, może ino nam się marzy,

Trza uważać co się zdarzy.

 

STACH(z gniewem) Co tu dłużej będziem stać!

Co kto może z sobą brać i uciekać, gdzie kto może.

Kiej nad głową niebo gorze. Nie ma co tu dłużej zwlekać!

 

MACIEK – Przed tym ogniem gdzie uciekać?

O na Boskie zmiłowanie, co się teraz z nami stanie.

 

STACH – Nie czas próżno lamentować, trzeba bydło nam ratować.

Braci zbudzić trza koniecznie, będzie raźniej i bezpieczniej.

 

(budzą) Wojtek, Szymek, Benek, Jędrek, Walek, Jasiek, Kuba!

Wstawać czym prędzej – nad nami zguba!

 

SZYMEK – A cóż wam się stało? Czy was dusi zmora?

 

WALEK – A możeście sobie popili z wieczora?

 

WOJTEK – Wstawajcie! Wstawajcie, a wszystko ujrzycie!

Cuda niesłychane, jakiem nie wierzycie.

 

BENEK – Cóż się stało? Co za cuda?

 

STACH – W ogniu niebiosy, anielskie głosy.

 

SZYMEK – Co on plecie ten maruda.

 

WALEK – Co za głosy? Sowy krzyczą, wilkowi się oczy świcą.

 

STACH – Nie bredź ino, kiejżeś kiep,

Jeno podnieś nieco łeb, przetrzyj ślepia i patrz tam.

 

WALEK(patrzy i zrywa się) O laboga –

Chłopy wraz trza uciekać póki czas! Gdzieś się pali!

 

(wszyscy krzyczą)

 

BARTOSZ – Co się z wami dzisiaj stało, że krzyczycie przez noc całą.

W dzień to cięgiem zbytkujecie, a po nocy spać nie dajecie.

A to co za awantury, czy się może upił który?

 

STACH – Ach Bartoszu, patrzcie no!

 

WOJTEK – Coś strasznego się tu dzieje, całe niebo nam goreje.

 

KUBA – A tam w Betlejemskiej stronie wszystko żywym ogniem płonie.

 

BARTOSZ – Wielki Boże! A tam co?

 

MACIEK – Więc poraźcie, bo nie wiemy co tu robić.

Poginiemy wszyscy marnie chyba tu.

 

STACH – Co tu gadać! Trzeba uciekać, ani chwili nie zwlekać.

Bierzmy bydło, hej co tchu.

 

(chcą uciekać – światło – za sceną śpiew aniołów: „Gloria in excelsis Deo”, wszyscy słuchają skupieni i przerażeni).

 

STACH – (krzyczy) Patrzcie, o pasterze!

Wojsko zlatuje, szum niebo pruje, ziemia się pali, niebo się wali …

Uciekać!

 

(chcą uciekać – lecz w tej chwili zjawia się chór aniołów. Pasterze padają na kolana i w posągowych pozycjach klęczą).

 

ANIOŁOWIE – (śpiewają):Wesołą nowinę bracia słuchajcie,

Niebieską Dziecinę z nami witajcie.

 

PASTERZE – Jak miła ta nowina, mów gdzie jest ta Dziecina,

Byśmy tam pobieżeli pobieleli ujrzeli.

 

ANIOŁ – Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli.

Nie bójcie się, pasterze! Oto wam zwiastuję radość wielką.

Bo oto dzisiaj w Betlejem, w mieście Dawidowym narodził się wam Mesjasz.

Idźcie Go powitajcie. A ten jest znak, po którym Go poznacie.

Znajdziecie Niemowlę nowonarodzone, w pieluszki spowite, w żłobie położone.

 

(anioły znikają)

 

WOJTEK – Czy to jaw? Czy to dziw?

 

STACH – Co to było? Chyba dziw?

 

MACIEK – Sam nie wiem, doprawdy, co tu myśleć o tym,

Serce u mnie bije, jakby kowal młotem.

 

SZYMEK – A toć i ja także w strachu i w zdumieniu.

 

KUBA – A u mnie to już dusza siedzi na ramieniu.

 

BENEK – A mnie się wciąż zdaje, że mi się majaczy,

Nie pojmujesz ty, Walku, co to wszystko znaczy?

 

WALEK – Nic, a nic, lecz powiem wam, oto Bartosz klęczy tam.

On najlepiej wytłumaczy, co to wszystko razem znaczy.

 

WOJTEK – O, juścić prawda, Bartosz to rozumie i on to najlepiej wytłumaczyć umie.

Bartoszu, hej Bartoszu! Co na to mówicie?

 

STACH – Jakże mamy robić, cóż nam poradzicie?

 

MACIEK – Bo my nic nie rozumiemy, ledwie ze strachu żyjemy!

 

BARTOSZ(wstaje z klęczek) Bracia, ten dziw, coście widzieli,

Ten cudny śpiew, coście słyszeli, ta jasna zorza, co świeci tam,

To łaska Boża przychodzi nam.

 

PASTERZE – To łaska Boża przychodzi nam?

 

BARTOSZ – Ten śliczny orszak w srebrzystej bieli w tęczy podniebnej

– To są Anieli.

 

PASTERZE – To są Anieli?

 

BARTOSZ – A ten ich śpiew, to łaski Bożej miłosny zew.

 

STACH – A cóż to za cuda oni śpiewali? Jakąś Dziecinę witać kazali.

 

BARTOSZ – Ono kazali do szopy iść, powitać Boga, co raczył przyjść.

PASTERZE – Powitać Boga, co raczył przyjść?

 

WALEK – A po cóż pójdziem do szopy tej? Nic nie rozumiem, co znajdziem w niej.

 

BARTOSZ – Słuchajcie! Wielka nowina, Bóg się narodził – Dziecina.

 

STACH – Bóg się narodził – Dziecina? Wytłumaczcie nam na rozum prostaczy …

A gdzież jest to Dziecię? Co to wszystko znaczy.

 

MACIEK – Niesłychana to nowina. Jak to pojąć – Bóg – Dziecina?

 

BARTOSZ – Bóg sam zstąpił dziś na ziemię, by odkupić ludzkie plemię.

Sam Mesjasz się narodził, by nas z grzechów wyswobodzić.

 

STACH – Więc już dzisiaj się spełniło to, co obiecane było?

Że Mesjasz obiecany, przez narody pożądany,

Swoją łaską to sprawi, iż nas z grzechu wybawi.

 

KUBA – I co ogłosili Prorocy – ujrzą już nasze oczy?

 

BARTOSZ – Tak.

 

STACH – Szczęśliwa ta nowina, że Bożego ujrzym Syna.

A więc nie czekając rana pójdźmy witać tego Pana.

 

PASTERZE – Pójdźmy! Pójdźmy!

 

KUBA – Ale gdzie? Gdzie Go znaleźć, kto to wie.

 

WOJTEK – Jak to być może, że o tej porze

W ludzkiej postaci Bóg sam w stajni się rodzi,

Na świat przychodzi ten święty i niepojęty Pan.

 

BARTOSZ – Już marudzicie, a nie patrzycie o tym,

Jak w tęczy mgle huf wojska mknie ku nam.

 

MACIEK – Skrzydła złociste, szaty srebrzyste lśnią.

 

KUBA – Jak prędko lecą – perłami świecą – już są.

 

(zjawia się huf aniołów jeden z nich mówi)

 

ANIOŁ – O spieszcie Dziecię uczcić czym prędzej, wszak to wasz Zbawca, Bóg wasz i Pan!

Sam chciał się w waszej urodzić nędzy i przyjąć biedny wasz stan.

 

(Anioły znikają)

 

MACIEK – Słyszałeś teraz, jak nam niebiosy głosiły dary wielkich swych łask.

 

STACH – Cudne to były Aniołów głosy, cudna ich twarzy piękność i blask.

BARTOSZ – Pokój każdemu, kto dobrej woli, błogą nam z nieba przynieśli wieść.

Bóg się ku naszej skłonił niedoli, Bóg między nami, nieśmy Mu cześć!

 

Teraz więc żeście wszyscy słuchali jak nam Anieli drogę wskazali.

Że to w Betlejem, tam więc pójdziemy i Dzieciątka szukać będziemy.

Więc się zbierajcie jeno wraz, bo to już pono najwyższy czas.

 

(Pasterze chcą iść)

 

BARTOSZ – Ino czekajcie. Jakże tam pójdziemy?

To podarunków żadnych nie weźmiemy?

 

WOJTEK – Prawda Bartoszu, ale cóż damy, kiedy nic zgoła sami nie mamy?

Co wziąć?

 

BARTOSZ – Co bądź! Co kto może niech zabierze,

Byle jeno dał szczerze te dary.

Bo Bóg patrzy na ochotę i na szczerość – nie na złote ofiary.

Biegaj każdy i tu przynieś, co który ma doma,

Jakże byśmy tam stanęli z próżnymi rękoma.

Czy mało, czy wiele, zabrawszy w kobiele – zaniesiemy Panu.

 

WOJTEK – A juści prawda, więc dalej chłopy, co który może, bierzmy do szopy.

Każdy coś da, więc się zbierajmy, darów szukajmy, co który ma.

 

MACIEK – To wszyscy pójdą, a któż dojrzy trzody?

Wilk jaki wpadnie, narobi szkody.

 

BARTOSZ – O to się bać nie potrzeba, Bóg ją dopilnuje z nieba.

Cóż to twoja warta sprawi, gdy Bóg nie pobłogosławi.

Więc chodźmy wraz.

Ja połeć słoniny biorę dla Dzieciny, a ty Kuba, co dasz?

 

KUBA – Ja mam kurcząt wiele, zaniosę Panu choć ze dwa.

 

SZYMEK – Ja ofiaruję Panu na chwałę nowiutką fujarkę,

Com wyciął z wierzbiny dla swojej dzieciny.

 

WOJTEK – Ja złożę Panu słodziutkich gruszek w opałce.

 

MACIEK – Ja zaniosę mąki po miarce.

 

WALEK – Ja Pana poproszę, by przyjął troszę śmietany.

 

STACH – A ja masła osełeczkę, by Dziecina za młodu nie zaznała głodu.

 

BENEK – Ja biedny pastuszek, grzybów wianuszek dam

Małemu, narodzonemu Jezusowi.

 

WOJTEK – A więc ruszyć trzeba nam, by co prędzej stanąć tam

Nim ptasząt śpiewy ożywią krzewy w zagrodzie,

Byśmy dążyli i pierwsi byli w pochodzie.

 

BARTOSZ – Gdy w Betlejem będziemy, przed szopą staniemy porządkiem.

Będziemy śpiewali, dusze radowali Dzieciątkiem.

A teraz w drogę!

 

(śpiewają: „Do szopy hej paterze”)

 

AKT II

 

(Scena w pałacu Heroda)

 

SETNIK – Królu mój i Panie. Pozwól, abym ci złożył mój hołd poddańczy

I zawiadomił o tym, co się dzieje w mieście.

Spis ludności postępuje powoli i wnet się skończyć nie może,

Bo za wielka to praca.

Ogromne tłumy ludu nagromadziły się w mieście i okolicy, tak,

Iż nie mogąc znaleźć schronienia po domach, nocują po jaskiniach.

W mieście jak w ulu, wesoło, gwarno na każdej ulicy,

Jak nigdy nie było w twojej okolicy.

Żydzi czekają na Mesjasza swego, który ich zwolni spod jarzma rzymskiego.

A dziś Betlejem, to miasto Judy wzburzone wielce – widziało cudy;

Jasność niebieska nad nim świeciła, jakaś pieśń z nieba wszystkich zbudziła,

A głos powszechny aż tutaj dochodził, że się dziś w nocy Mesjasz narodził.

 

HEROD – Co …? Mesjasz pojawił się w Betlejemie

Dziś, gdy mi gwiazdy wróżą tron i ziemię?

To jakiś spisek powstał w okolicy.

Posłać szpiegów do tej mieściny, zbadać dokładnie wszystkie przyczyny;

A Betlejemskich ruchów uczestnicy niech dzisiaj zawisną na szubienicy.

Zarządzić śledztwo ścisłe i surowe. Jakie są jeszcze wiadomości nowe?

 

SETNIK – Właśnie donoszą gońcy, ze strażnicy, że wielcy goście jadą do stolicy,

Że Trzej Królowie spieszą tu społem, aby przed tobą uderzyć czołem.

 

HEROD – Trzech Królów do mnie? Hm! Na krańce świata o mym imieniu wieść dolata –

I całkiem słusznie. Blask mojej korony rzuca promienie na wsze świata strony.

Dobrze. Lecz każ to wybadać dokładnie, co to są za króle.

Niech się ktoś zakradnie między ich orszak.

Staraj się dowiedzieć, po co tu przyjechali. Chciałbym prędko wiedzieć,

Bo mnie to zaciekawia. Cóż więcej nowego?

 

SETNIK – Poza tym spokój Najjaśniejszy Panie! Lud twój, o Panie raduje się z tego,

Że przed ich władcą trzech monarchów stanie z winnym pokłonem.

 

HEROD – Tak, to naturalne, każ monarchom zgotować wejście triumfalne.

Niech idą wszyscy – lud, wojsko, dworzanie,

Aż do bram miasta, na ich powitanie.

Orszak prowadzić przez pierwsze ulice, aby poznali dobrze mą stolicę.

Wprowadzić ich potem do tronowej Sali, by mi należną cześć i pokłon dali.

 

(Setnik wychodzi)

 

HEROD – Lud mój cieszy się z tego, że z mego powodu zobaczy trzech monarchów.

Bo to dla narodu chlubą i lud to czuje, że z moim imieniem

Sława i blask złączone niebios przeznaczeniem. Wszyscy to wiedzą dobrze –

I moi dworzanie, rycerstwo, senatorowie, wojska i kapłani.

I stoją mi uległe dopóki nie zdradzą,

Bo każdy z nich dopóty się korzy przed władzą, dopóki się boi i drży.

Dlatego nikomu nie wolno ufać szczerze, nawet we własnym domu.

Chcę być panem jedynym i w królestwie całym.

Nie chcę mieć żadnych spisków; dość ich już zaznałem.

Znam swój naród niewierny, bo na całym wschodzie

Nie znajdzie tyle zdrady, co w judzkim narodzie.

O Wschodzie! Wschodzie! Któż cię przejrzeć zdoła!

Wszędzie dookoła na pozór pięknie, ładnie, ale zdrada w duszy

I na jeden zew spisku wszystko się poruszy.

I w mym własnym pałacu napadnięty w nocy,

W nikim, nawet w najbliższym nie znajdę pomocy.

Ale ja nie śpię! Czuwam! Moje władne oko

Każdą duszę zdradliwą przenika głęboko do wnętrza sumień.

Nic się przede mną nie skryje. Przenikam spojrzenia, myśli i słowa, ruch każdy.

I po trzykroć biada takiemu, na czyim czole wyryje się zdrada.

Chcę być królem jedynym. Tutaj moje imię

Musi być nawet świętszym niż cesarzów w Rzymie.

 

(Wchodzi sługa)

 

HEROD – Co nowego?

 

SŁUGA – Królowie przybyli, najjaśniejszy Panie.

 

HEROD – Niech tu w tej chwili cały mój dwór stanie i gwardia.

Przynieś mi tutaj bero i koronę.

 

SŁUGA – Na rozkaz twój, o Panie (wychodzi).

 

(wchodzi dwór Heroda, pacholęta niosą koronę i berło).

 

MARSZAŁEK – Bądź pozdrowiony, najjaśniejszy Panie.

Niech ci pan udziela łaski i powodzenia.

Niech cię rozwesela w każdej życia godzinie.

Masz nas tu przy sobie gotowych żyć i umrzeć przy twojej osobie.

Jesteśmy na usługi.

 

HEROD – Witajcie panowie! Stańcie tu przy mnie.

(do sługi) Niech wejdą królowie.

 

(Wchodzą Trzej Królowie)

KASPER – Wolni synowie wschodniej krainy, gdzie się roztacza bezmiar wód siny –

Bratnie przynosim ci pozdrowienia.

 

HEROD – Witam was mile.

Lecz jakież bogi was sprowadzają tu w moje progi?

 

MELCHIOR – Przyszliśmy pytać, gdzie ten król nowy, który się zrodził w stolicy Jehowy.

Bo gwiazda jego zabłysła na niebie, ona nas właśnie przywiodła do ciebie.

 

HEROD – Co? Co mówicie, zrodził się król nowy? W moim królestwie?

Ależ ja o tym dotychczas nic nie wiem. Wszakże to może być buntu zarzewiem.

I któż to wam doniósł?

 

BALTAZAR – Znak jest z nieba dany. Król ten od dawna był przepowiadany.

Proroctwa głoszą, że gdy się narodzi, gwiazda się nowa ukaże na wschodzie.

 

HEROD – I wycie tę nową gwiazdę już ujrzeli?

 

MELCHIOR – Tak! Ona nas właśnie tu wiodła do ciebie,

I szliśmy za nią ufni i weseli, aż nagle dzisiaj znikła nam na niebie.

 

KASPER – Więc myśmy pewni, że w twoim domu ten król się zrodził,

Stajem przed tobą …

 

HEROD – Ja nie wiem o tym.

 

BALTAZAR – A więc może komu z twojej rodziny syn się dziś narodził?

 

HEROD – I o tym nie wiem.

Poza mą osobą nikt nie ma prawa do judzkiego tronu.

 

KASPER – A jednak, królu, proroctwa Go głoszą i księgi święte wieść o Nim przynoszą,

Że tu się zrodzi w ziemi Izraela, Król nad królami.

 

HEROD(do dworzan) Panowie, słyszycie? Król ma się zrodzić w ziemi Izraela.

Ależ tu idzie o mój tron i życie. I cóż wy na to?

 

OFICER – Nie chcemy innego, tylko Heroda niezwyciężonego.

 

HEROD – Ależ czekajcie. Powiadacie sami, że to ma być Król nad królami.

Czyż nie tak?

 

KASPER – Tak, lecz wszystkie plemiona Miłością nie mieczem dla siebie pokona.

 

HEROD – Więc krótko mówiąc cała mowa wasza zwiastuje światu przyjście Mesjasza.

 

BALTAZAR – Temu Królowi właśnie niesiem dary i hołd najniższy, i serca ofiary.

Przed Nim się wkrótce cały świat ukorzy.

Bo według proroctw to ma być Syn Boży.

 

HEROD – Teraz rozumiem. Słyszałem w młodości, że taki człowiek zrodzi się na świecie

I że to jakieś dziwne będzie Dziecię. Ale czekajcie.

Wszak moi kapłani są z proroctwami dobrze obeznani.

Oni wam wskażą, gdzie się ma narodzić,

Względnie z czyjego rodu ma pochodzić. Usiądźcie proszę.

(do oficera) Wezwać kapłanów!

Natychmiast niech wezmą proroctwa i księgi i tu niech przyjdą.

       (do królów) Cieszyłbym się z wami, gdyby już wreszcie przyszedł

Obiecany Mesjasz na świat. Sam pójdę z darami, aby Go uczcić.

Wszak to Pan nad Pany.

       (wchodzą kapłani) By tych monarchów życzeniom dogodzić

Szukajcie w pismach, gdzie się ma narodzić Mesjasz obiecany.

 

ARCYKAPŁAN(do króla) Niech ci Bóg zdrowia użyczy, o panie,

Że tak ciekawe dajesz nam pytanie.

Niechaj pobożny Simonides zbada, co o Nim prorok Zachariasz powiada.

 

SIMONIDES – Wielki Zachariasz – prorok Pański woła, aby usunąć ból i smutek z czoła.

Bo już niedługo na Dawidów tronie zasiądzie Mesjasz na górnym Syjonie.

(otwiera rulon i czyta)

Raduj się, córko Syjonu, wykrzykuj, córko – Jeruzalem.

Oto król Twój idzie do Ciebie. On sprawiedliwy, zwycięski.

On cichy – dosiadł oślęcia – młodego źrebięcia oślicy (całuje zwój).

 

ARCYKAPŁAN – Widzimy z tego, że On królem będzie i że na tronie Dawida zasiądzie.

A ty, czcigodny Rabbi Hyrkaonie, zbadaj co Izajasz prorokuje o Nim.

 

HYRKAON – Izajasz woła, że Bóg nowym cudem ogłosi Jego przyjście między ludem.

Bo z Panny czystej narodzić się raczy. I tym znak przyjścia Jego nam oznaczy.

(czyta)

Słuchajcie tedy, domie Dawidów; Pan sam da wam znamię.

Oto Panna pocznie i porodzi Syna, a nazwą imię jego Emmanuel.

 

HEROD – Widzicie z tego, drodzy przyjaciele, że wiadomości tych wcale niewiele;

A wszystkie mylne, niejasne i ciemne.

Szukać Go po tych znakach byłoby daremnie.

 

ARCYKAPŁAN – Lecz pewne miejsce przyjścia Mesjasza

Jest określone w księdze Micheasza.

                     (otwiera księgę i czyta)

A ty, Betlejem, Efrata, maluczkie, nie jesteś najpodlejsze z osad judzkich

Bo z ciebie wyjdzie przyszły władca Izraela,

A wyjście Jego od początku, ode dni wieczności (zamyka księgę).

A według przepowiedni proroka Daniela

Teraz ma się narodzić władca Izraela.

 

HEROD(do sług) A więc już się narodził. Słyszycie, panowie?

Mamy nowego króla.

                   (do królów) Zacni monarchowie, cieszę się wraz z wami,

Że już podróż wasza skończona, bo już znacie miejsce Mesjasza.

Idźcie tedy do Niego, a gdy Go znajdziecie

Opowiecie mi bliżej, co to jest za Dziecię.

A wtedy pójdę razem z wami społem, ażeby przed Nim też uderzyć czołem.

Po drodze nikt wam przeszkadzać nie będzie,

A służba moja usłuży wam wszędzie.

 

KASPER – Bóg niech swe dary wyleje na ciebie, żeś nam tak mile usłużył w potrzebie.

 

MELCHIOR – Niech Bóg najwyższy będzie zawsze z tobą

I niech się opiekuje twą zacną osobą.

 

BALTAZAR – Pokój ci, wielki królu.

 

HEROD – Niech Pan będzie z wami.

 

(Królowie odchodzą. Kapłani chcą wyjść, lecz Herod ich zatrzymuje)

 

HEROD – Zostańcie. Chcę mówić z Jehowy sługami.

                   (szyderczo) A więc króla już będziecie mieli?

Herod wam nie smakuje, bo w karbach was trzyma, więc Izrael knuje spiski

I Dawidowego Syna na tron chce tu posadzić! Ha, jaszczurcze plemię!

Wiem ja, że coś się tu dzieje, że coś za plecami mi drzemie.

Ale póki ja żyję, póki jestem przy władzy i oręż mam w dłoni,

Ja was wszystkich wygładzę, nikt was nie zasłoni.

Z waszych czasz, piszczeli postawię tron wysoko.

Co zdrajcy! Kto się ośmieli spojrzeć w moje oko!

Króla wam się zachciewa? A czy to ja już niczem przed waszym obliczem?

Bóg Jehowa wysoko, ja jestem was blisko.

Nim Jego spojrzy oko, zduszą nad kołyską to młode szczenię, co się królem mieni

Ja wszystko w cmentarz zmienię, a miasto i świątynię na kupę kamieni.

Co? Wy zdrajcy! Przebrzydła hołoto!

Śmiecie! Same śmiecie! Samo błoto!

 

KAPŁAN – Opamiętaj się królu, nie mieszaj nas z błotem

I nie znieważaj ludu twojego.

 

HEROD – Ha, puchacze, na twarz waszą pluję, nie kapłani, lecz zdrajcy i zbóje!

Ha, jadowite plemię, na kolana padać, na ziemię!

 

KAPŁAN – Ja tylko klękam przed samym Jehową.

 

HEROD – Ty! Ty! Buntowniku, zapłacisz mi głową.

                   (do żołnierzy) Wziąć go!

 

ARCYKAPŁAN – Królu, pamiętaj, że to kapłan Boży.

Ja waszym grymasom wnet koniec położę.

 

(żołnierze wyprowadzają kapłana)

 

ARCYKAPŁAN – Opamiętaj się, królu!

W morderczym szale podniósłszy świętokradzką dłoń na sługi Boże,

Głuchym jesteś na jęki i żale, prośba i groźba ci nie pomoże,

Łzy, krew narodu ciążą na tobie. Lecz bóg cię skarze, pomyśl o duszy.

Gdy cię już nasza prośba nie wzruszy, więc bój się kary.

I ty będziesz w grobie, i ty przed Bogiem …

 

HEROD – Milcz, niewolniku!

Wziąć ich – w kajdany zakuć i pod strażą osadzić w więzieniu jako buntowników.

 

ARCYKAPŁAN – Już mnie dziś sądy twoje nie przerażą!

Oto nad światem wielka nowina, Panna przeczysta zrodziła Syna,

Powiła Go w Betlejemie, Króla królów, Pana ziemi, Boga na niebie.

On tron Dawidów, Syjon posiądzie, królestwu Jego końca nie będzie;

Uciśnionych On ochłodzi, niewolników posili.

Anieli śpiewem budzą pasterzy,

Trzech Królów przed Nim czołem uderzy;

Już ze wszech stron ciągną rzesze,

Kędy na stajennej strzesze gwiazda goreje.

Mnie Pan zdjął z oczu wszelką zasłonę, czasy twych rządów są policzone

Za twe gwałty i uciski, sądu Boga jesteś bliski, srogi mocarzu.

 

HEROD (z wściekłością) Zamilkniesz mi ty! Zdrajco! A cóż to się dzieje?

Czy ten starzec oszalał, czy ja dziś szaleję.

Wszak on mi buntem grozi i wy to słuchacie?

Króla lży i znieważa, a wy pozwalacie?

I nikt z was nie przeszkodzi tej straszliwej zbrodni?

Precz mi z oczu, nędznicy, łask moich niegodni.

 

(straż wyprowadza kapłanów – wszyscy wychodzą)

 

HEROD – Ha, króla im się zachciewa, o króla im chodzi!

Ja was oduczę buntu, skąpię w krwi powodzi!

Ja rzucę nawet piekłu moją rękawicę. Biada temu, kto sięgnie po moją stolicę.

Przede mną drżeć muszą nawet same piekła.

I choćby z ciała mego wszystka krew wyciekła, ja jemu nie przebaczę.

Króla im zgnieść muszę, choćbym miał życie stracić, czartu oddać duszę.

(chwila zamyślenia – nagle)

Kto tu? Kto tu się rusza w baldachimu oponie?

Kto tu? Precz! Precz ode mnie. Ja sam się obronię.

 

DIABEŁ – Nie lękaj się mnie, Panie, ja anioł twego tronu,

Mym królestwem otchłanie … zawsze przy tobie stoję,

Znam wszystkie myśli twoje, znam wszystkie twe zamiary.

 

HEROD – Ratuj moją koronę, radź.

W którą spojrzę stronę, wszędzie klęski bez miary przeciw mnie zwrócone.

 

DIABEŁ – Krwi trzeba i ofiary!

 

HEROD – Ratuj! Ja ci ołtarze w całym państwie postawię, czcić mym ludom cię każę.

Na cześć twoją kadzidła wonnymi dymy wioną.

Ale mnie weź pod skrzydła i bądź moją obroną.

 

DIABEŁ – Komu skronie koroną szczęsny los przyozdobi,

Wszystko mu dozwolone, co dla korony robi.

Celem jest powodzenie, cnota mija bezpłodnie!

Wolę wiąże sumienie, król niech działa swobodnie.

Grzech króla, nie jest grzechem, zbrodniami nie są zbrodnie.

Czyn zrodzony z nienawiści rozbrzmiewa sławy echem, jeśli daje korzyści!

Korony blask złocisty z wszelkich go zmaz oczyści;

Kto potężny, ten czysty!

 

HEROD – Nie działałem inaczej przez całe panowanie.

Czemu dziś schnę z rozpaczy? Mój tron, czemu się chwieje?

Ratuj mnie, broń, szatanie!

Sam nie wiem, co się dzieje i co to wszystko znaczy.

Niebo łuną goreje w komety świetle srogim;

Burzy się lud prostaczy, wnet na mnie wręcz uderzy!

O Królu, co jest Bogiem po świecie baśń się szerzy.

Co to jest – co to znaczy!

 

DIABEŁ – Dziecię, co jest twym wrogiem, wrogiem jest także moim.

To nieprzyjaciel stary. My dwaj się nań uzbroimy i złączymy siły nasze;

Ja strutymi opary płomienną gwiazdę zgaszę, która Dziecięciu świeci,

Ty czyń krwawe ofiary – wymorduj wszystkie dzieci …(znika).

 

HEROD (stuka berłem o tron) Słuchajcie wy, dworzanie i moi żołnierze!

                   (wpadają żołnierze) Teraz, gdy droga moja pełna kolców i cierni

Ja w przywiązanie wasze, w poświęcenie wierzę,

Ale wy z waszej strony okażcie się wierni!

Czyście zawsze gotowi chwycić za pałasze,

W obronie życia mego, złożyć życie wasze?

 

SETNIK – W twej obronie, o królu, nikt się z nas nie boi

Walczyć do krwi ostatka, paść u twych podwoi.

 

ŻOŁNIERZ – Wszak my zawsze posłuszni twemu rozkazowi

I żywcem dać się siekać za ciebie gotowi.

 

HEROD (z czułością) Bo widzicie, dworzanie i żołnierze moi,

Że bunt mi za plecami przebiegły wróg nieci

I sen spędza mi z powiek, serce niepokoi …

                   (z wściekłością) Więc by bunt uspokoić, każę wszystkie dzieci,

Jakie wydały nasze betlejemskie ziemie.

Wyciąć wraz i wyniszczyć, niech drży Żydów plemię.

(wstaje z tronu, żołnierze salutują)

Więc pójdźcie, me dzieci, moje sokolęta,

Poswawolić, pohulać we krwi tej hołoty!

(żołnierze odchodzą)

Ha, jak byłbym szczęśliwy, ile dałbym za to, bym mógł cały r ód Żydów oddać w ręce katów.

AKT III

 

(Sala tronowa w pałacu Heroda. Herod i astrolog)

 

ASTROLOG – Jak dziwnie twój horoskop układa się, panie.

Tu trzy gwiazdy, a obok baranek i panna;

Tu z boku lew, a przed nim dzisiaj niespodzianie

Tam, gdzie zawsze świeciła jutrzenka poranna,

Jakaś tajemna gwiazda unosi się wzwyż.

Rusza się i migoce. W blasku jej promienia

I twoja konstelacja cały układ zmienia

I cała jakoś dziwnie układa się w krzyż.

 

HEROD – Pokaż gdzie? Niech zobaczę! Tu? Tu nieco w prawo?

Widzę już. Ale jakże ona świeci krwawo.

 

ASTROLOG – Krwawo? Co mówisz, panie! Jak złoto jaśnieje.

Cała ta gwiazd gromada od niej promienieje.

 

HEROD – Tak właśnie świeci jakby złotem i purpurą. A tam, co jest?

 

ASTROLOG – Gdzie panie?

 

HEROD – Za tą gwiazdą.

 

ASTROLOG – Którą?

 

HEROD – Tu z boku, widzisz? Tu obok Łucznika,

Skąd ten blask tajemniczy aż do nas przenika.

Tyle drobniutkich gwiazdek, rosną jak rój piasku,

Suną ku nowej gwieździe i toną w jej blasku.

Nie, nie toną, lecz świecą, coraz mocniej świecą.

Widzisz? A tam, co znowu?

 

ASTROLOG – Gdzie?

 

HEROD – Tu wyżej nieco!

 

ASTROLOG – Tu między Wagą a Łucznikiem?

 

HEROD – Tak.

 

ASTROLOG – To? Najjaśniejszy panie! Wszak to mleczny szlak.

 

HROD – Szlak mleczny? A przecież w tym zamglonym szlaku

Każdą gwiazdę odróżniam jakby ziarnko maku.

 

ASTROLOG – Panie mój, co za siła tajemna w twym oku.

 

HEROD – A poza tym światłem całe niebo w zmroku.

Nie! Nie! Patrz dobrze. Tu i tam, co krok nowe światło jaśnieje.

 

ASTROLOG – Panie, jaki ty masz wzrok.

Jak żyje nie słyszałem, aby w tej mgławej toni odróżnić jedną gwiazdę.

 

HEROD – Widzę jak na dłoni, a czuję, że i moja gwiazda świeci tam.

Wzrok mój ciągnie ku sobie. Tak, tak pewność mam.

                    (po chwili) I cóż powiesz na to wszystko? Cóż to może znaczyć?

 

ASTROLOG – Panie, któż potrafi niebiosów wyroki tłumaczyć?

Widzę, ze coś dziwnego, jakaś sprawa ciemna

I, że dotąd dla ludzi zostaje tajemna,

Póki Bóg wszechmogący zbyt wyraźnym cudem

Nie ogłosi tej wieści między wiernym ludem.

 

HEROD – Czekaj no! Czekaj chwilę, niechaj myśli złączę.

Cóż to jest? Widzę ciągle to światło gwiaździste.

Ta mgławica, to światło myśli moje plącze.

Coś się stało na świecie. Tak, to oczywiste.

                                   (uderza się pięścią w czoło)

Ach, wiem już! Trzej Królowie – Trzy gwiazdy! To jasne.

Tak! Tak! Nie mylą mnie przeczucia własne.

Ta gwiazda to ta sama, co im z oczu z nikła.

A widać, w rzeczy samej – gwiazda to niezwykła.

Wszakże nad Mesjasza świeci narodzeniem,

Na którego mój naród czeka z utęsknieniem.

I teraz, gdy już przyszedł, lada dzień wywoła bunt i koronę zedrze z mego czoła.

Lecz nim to nastąpi krwi popłyną strugi.

Poczekajcie aż Mesjasz narodzi się drugi.

Bo już tego możecie zlecić swemu Bogu.

        (do Astrologa) Idź już, mężu uczony. (Astrolog wychodzi).

Na pewno go złapią moi wierni żołnierze.

 

(wchodzi oficer)

OFICER – Najjaśniejszy panie!

 

HEROD – Co nowego?

 

OFICER – Jest goniec.

 

HEROD – Niech tu zaraz stanie.

 

(Oficer wychodzi, wraca z gońcem)

 

GONIEC – O najmiłościwszy …

 

HEROD(żywo) Jakie niesiesz wieści?

 

GONIEC – Całe miasto Betlejem krwią dzieci opływa,

Już żywego dziecięcia nie ma w całym mieście.

Lecz Ten, którego szukamy, dotąd się ukrywa.

 

HEROD – Co! Śmiesz mi to mówić? Jak mi Go nie schwytacie, to wam wszystkim biada!

Precz mi z oczu w tej chwili! Dzień i noc szukajcie. Słyszysz?

Pod groźbą śmierci próżno nie wracajcie. Chcę widzieć Jego głowę.

 

(wchodzi drugi goniec)

 

GONIEC – O niezwyciężony! Idę do Betlejem.

Darmo wszystkie strony przeszukaliśmy bacznie z orężem w dłoni.

On musiał dawno uciec, nikt Go nie dogoni.

 

HEROD – Ha, psy! Na krzyż z nimi! Precz! Precz ze zdrajcami!

 

(wpada służba)

 

HEROD – Zabić ich. Rozszarpać ciało obcęgami. To zdrajcy!

 

(wyprowadzają ich)

 

OFICER – Ależ panie! To jest niemożliwe, aby uciekli.

Każ przeszukać każdy dom z osobna.

Przecież o tym wyroku nie mogli nic wiedzieć.

Któż by ich śmiał o twoim rozkazie uprzedzić?

 

HEROD – Tak. Ale trzeba się spieszyć. Weźcie sami miecze i idźcie szukać z nimi.

Niech krew dziatek ciecze. Co nowonarodzone, niech zginie.

Przysięgam na koronę. Śmierć każdej dziecinie.

Nikomu nie przebaczę, ni swemu dzieciątku.

Czy słyszycie? Wszystkich mordować, bez wyjątku!

I dla mojego syna wybiła godzina. Niech tu przyjdzie marszałek.

 

(wychodzą, z dala słychać muzykę: „Cicha noc, święta noc”).

 

HEROD – Ach biada, biada mnie Herodowi, utrapionemu wielce królowi –

Bo żeby jedno dzieciątko małe miało się targnąć na moją chwałę –

A ja pozbawion czci i korony mam przed nim korne chylić pokłony?

I własną swoją poniżyć moc? To niesłychane.

Morze krwi wyleję, nim to nastąpi. W oczach mi ciemnieje.

Ach żeby przeszła nareszcie ta noc. Znużony jestem, chcę odpocząć chwilę.

I na cóż moich trudów, po cóż ofiar tyle.

 

(siedzi bez ruchu, jakby spał. Światło ciemnieje).

 

DIABEŁ – Lucyfera mam posłanie, jak on chce, tak się stanie;

Herodowi radzić trzeba, by nie uciekł nam do nieba.

W taką ścisnę go obrożę, że mu Mesjasz nie pomoże.

Dziś się piekło wytężyło zabić Boga choćby siłą.

Zabijemy Go już raz, niech nie trapi ciągle nas.

 

(znika diabeł, zjawia się marszałek).

 

HEROD(ocknął się) Kto tu jest! Co to było? Idź precz! Precz, szatanie!

Gdzie miecz mój! Służba!(Zrywa się).

 

MARSZAŁEK – Uspokój się, panie. To ja, twój wierny sługa.

Jestem na usługi. Wołałeś mnie?

 

HEROD – Ach, tak! Czekałem czas długi i zdrzemnąłem się.

A sny miałem tak przykre i czarne. Jeszcze bojaźń mnie zbiera,

Gdy myślą ogarnę, com widział i com przeżył.

 

MARSZAŁEK – Uspokój się, królu.

Nie chciej sobie przyczyniać zmartwienia i bólu.

Masz dość kłopotów i trudów pośród trosk tak wielu.

 

HEROD – Ty mnie jeden rozumiesz, wierny przyjacielu, ty jeden.

A to wszystko, ten motłoch, ci słudzy, to wrogowie.

 

MARSZAŁEK –  A wojsko, a kapłani?

 

HEROD – I jedni i drudzy. Tak mi tu pusto i głucho jak w samotnym grobie.

Nie mam komu zaufać, chyba tylko tobie.

Tyś był mi zawsze wierny, reszta wszystko zdrajcy.

Lecz ja potrafię karać, niech drżą winowajcy.

Wiesz, gdyśmy dziś z astrologiem horoskop badali widziałem tę gwiazdę.

Słyszysz? Ja sam ją widziałem. Widziałem jak świeciła, jeszcze świeci w dali.

I ja – król niezwyciężony, słyszysz? – Ja się bałem.

 

MARSZAŁEK – Nie bój się.

 

HEROD – Już się nie boję, ale strzec się trzeba.

Gwiazdy się okazują nieraz głosem nieba, by ostrzegać przed zdradą.

Lecz rozchmurzmy czoło. Niech przyniosą tu światło! Niech będzie wesoło.

Chcę się bawić, zapomnieć. Niech ta noc przeklęta przejdzie prędko.

Niech śpiewają moje pacholęta.

 

(wnoszą światło – wchodzi dwór, ale wszyscy smutni i strwożeni stają po kątach – pacholęta śpiewają „Cicha noc”. Herod wpada we wściekłość)

 

HEROD – Precz z tą pieśnią!

 

SŁUGA(wchodzi) Najjaśniejszy …

 

KRÓLOWA(wpada) Panie, u moich podwoi twoich żołdaków gromada z mieczami stoi,

I mnie, mnie matce powiada, że chcesz syna twego zgonu.

 

HEROD – Pani, bronię mego tronu. Dziecię nowonarodzone, nie wiem,

Syn mój czy poddany. Ma zostać panem nad pany. Poniżyć moją koronę.

Niechaj żywym ogniem spłonę nim dopuszczę tej niesławy!

Dałem rozkaz rzezi krwawej!

 

KRÓLOWA(pada na kolana) Wejrzyj na łzy moje słone. Żebrzę łaski twojej, panie!

To twoje dziecko rodzone, dziedzic twój na majestacie! …

 

HEROD – Precz, com kazał, to się stanie!

 

KRÓLOWA(zrywa się z klęczek) Zgiń dziatek niewinnych kacie!

Przepadnij krwawy tyranie! (Wychodzi).

 

(Herod zamyślony schodzi z tronu)

 

HEROD – Ciemność już zapada; dziwna i niezwykła,

Zdaje się, że mi dusza z trwogi krzykła. To nic … to duszą targa srogi gniew.

 

(przysłuchuje się – słyszy muzykę)

 

HEROD – Tam w górze słyszę triumfu śpiew … ha, przechodzą mnie dreszcze …

Jakie widma złowieszcze biorą serce w kleszcze.

Ciemno … coś śmieje się przede mną, coś targa me wnętrzności,

Wchodzi do szpiku kości …! Boję się i drżę cały …

                   (patrzy w sufit) Coś by ogrom powały naciska moje ramię

I wali się na mnie.

 

(Cofa się. Z głębi sceny wychodzi duch żony Heroda)

 

Duch żony – Nie poznajesz? Tyś małżonek mój!

Wspomnij tę noc … księżyc pogodnie patrzył na twoje okropne zbrodnie.

 

(Herod otrząsa się)

 

Duch żony – Tyś nie mordował, nie … to twoi siepacze …

Czy słyszysz? … Głos to dawny … dziecię twoje płacze …

Wpadają zbiry … w mig idą miecze …

Horda z twego rozkazu mnie i dziecko siecze …

 

(Herod zasłania się)

 

Duch żony – Daremny trud, bo nasze cienie widzi i słyszy twoje sumienie.

Pójdź dziecino, to twój ojciec, zbój!

 

HEROD – Stójcie …! Stójcie …! Już się wyczerpują sił moich ostatki …

Śmierć przerwie życia mego nitkę piękną.

I na cóż ten tron złoty … klejnoty, dostatki!?

 

(słychać piosenkę wygrywaną na flecie)

 

HEROD(patrzy się) A tam? Co za postać z Dzieciną się zbliża?

Dziecię zamiast zabawki dźwiga drzewo krzyża!

                   (wpatruje się) To On! Nazarejczyk! Uniknął rąk mych cało!

On sam … a innych sto pod miecz się dostało …

Tak to On … za mną żołnierze, do broni, cóż to, nikt nie idzie w pomoc –

Ach! Wszyscy mnie opuścili.

Myślałem, że Go złamię, a On mnie łamie …

Siła moja już Go nie dosięgnie …

                    (z wściekłością) Ha! Sam popędzę i zduszę jeszcze,

Porwę w dłonie, w me żelazne kleszcze!

 

(biegnie – drogę zagradza mu anioł śmierci)

 

Anioł śmierci – Dokąd, dokąd opętańcze?

Do mnie, ja z tobą zatańczę, okrutniku srogi.

 

HEROD – Kto ty jesteś? Z drogi! z drogi! Przeraźliwa maro.

 

Anioł śmierci – Ha! Do tańca drżą ci nogi, pójdźmy pląsać parą!

 

HEROD – Pani, żebrzę twej litości, dam ci me szkarłaty,

Okryj nimi nagie kości, wstąp na majestaty.

Pani, z rąk mych weź koronę,

A ja przy twym tronie zniżę czoło pochylone w pokornym pokłonie.

 

Anioł śmierci – Ja się nigdy nie wstydzę, choć szkielet mój nagi,

Z tronów i bereł szydzę i z królewskiej powagi.

Korona u mnie tania, tak jak czapka barania.

Ja w śmiertelną koszulę stroję chłopy i króle,

W zimne moje uściski biorę dziecko z kołyski, ululam je, utulę.

Ja i panny młode od ołtarza wiodę w zimne grobu łoże,

A ciebie mam oszczędzić, morderco – potworze?

 

HEROD – Wejrzyj na mą nędzę! Cóż z państwem się stanie?! Miej pomiłowanie!

Majestat mocarza u stóp twych się tarza w pokorze i skrusze!

 

Anioł śmierci – Z mocarza czy z nędzarza wywlekam drżącą duszę

I przed sąd Boga stawiam.

 

(znika – Herod pada bez życia)

 

SZATAN – I o cóż tyle wrzasku? Chy, chy! Ryba po piasku!

Nadaremnie się miota! Ale ją uspokoję!

 

(Aniołowie za sceną śpiewają „Gdy się Chrystus rodzi”)

 

 

AKT IV

 

(żłóbek – chór aniołów śpiewa „Lulajże Jezuniu”)

 

PASTERZE(za sceną) W żłobie leży, któż pobieżny kolędować małemu

Jezusowi – Chrystusowi, dziś nam narodzonemu.

Pastuszkowie przybywajcie, Jemu wdzięcznie przygrywajcie,

Jako Panu naszemu.

My zaś sami – z piosneczkami za wami pospieszymy,

A tak Tego – Maleńkiego niech wszyscy zobaczymy;

Jak ubogo narodzony, płacze w stajni położony.

Więc Go dziś ucieszymy.

 

(pasterze wychodzą na scenę)

 

PASTERZE – Naprzód tędy – niechaj wszędy zabrzmi świat w wesołości,

Że posłany jest nam dany Emanuel w niskości.

Jego tedy przywitajmy, z aniołami zaśpiewajmy.

                         (Aniołowie i pasterze) Chwała na wysokości.

 

BARTOSZ – W samym Twym poniżeniu – Boże utajony – bądź pozdrowiony!

 

(pasterze padają na kolana)

 

BARTOSZ – Otośmy wszyscy, Dzieciątko Boże, porzucili nasze chaty,

By u stóp Twoich w serca pokorze złożyć wonne uczuć naszych kwiaty.

By godne Ciebie złożyć podzięki próżno się rozum nasz sili,

Boś Ty nas wyrwał z piekieł paszczęki i dał nam dożyć tej chwili.

Dobroć twarzyczkę Twą rozwesela na widok wiernych twych ludów.

Toteż wrócimy pełni wesela do naszej pracy i trudów.

A Ty nas za to, Dziecino Święta, błogosław jak dzieci bliźnie,

Wyciągnij ku nam drobne rączęta rączęta pobłogosław Ojczyźnie!

 

(składa ofiarę – zwraca się do pasterzy)

 

BARTOSZ – Pójdźcie też i wy – chłopcy

I dary, jakie macie przy żłóbku składajcie.

 

(pasterze składają dary)

 

BARTOSZ – Już więc, bracia mili, złożyliśmy dary,

Jeszcze pozostaje złożyć z serc ofiary.

Teraz już czas, bracia, do trzody powracać,

Pamiętajcie odtąd Bogu się odpłacać świętymi cnotami, obyczajem dobrym,

A On wam da niebo będąc dla was szczodrym.

 

(pasterze się kłaniają)

 

PASTERZ (spoglądając za scenę) Patrzcie, od strony południa droga się jakoś zaludnia

Wielbłądy, osły i sługi, wloką się w ogonie długim.

 

KUBA – A tutaj na samym przedzie, jakieś państwo wielkie jedzie …

 

(pasterze z ciekawością się przyglądają)

 

WOJTEK – Wojtek jadą tu, gdzie stajenka; patrzcie … stają … każy klęka.

STACH – A to oni może szukają, gdzie jest Dziecię Boże.

 

BENEK – Ano widać, jacyś pany, bo wszyscy drogo ubrani;

Książęta jacyś panowie.

 

BARTOSZ – Teraz nie czas na gadkę, ustąpcie na przodzie,

By tym świętym monarchom nie być na przeszkodzie.

 

(wchodzą Trzej Królowie)

 

KASPER – Gwiazda nasza stanęła i sieje blask złoty.

To znak, żeśmy u celu pragnień i tęsknoty.

Dzięki Ci za to dobry, nieskończony Boże.

A teraz chodźmy bliżej i w ducha pokorze,

Szczęśliwi po tak długiej i żmudnej gonitwie,

Uklęknijmy i ducha zatopmy w modlitwie (klękają).

 

MELCHIOR – Gdyśmy już hołd oddali i modły skończyli,

Teraz na znak potrójnej Dzieciątka godności,

Złóżmy dary potrójne we czci i miłości.

Ja – Twój sługa niegodny – w tej złocistej czarze

Królowi królów złoto ofiaruję w darze.

 

BALTAZAR – Odpowiednio drugiemu Twemu urzędowi

Składam wonne kadzidła, jako kapłanowi.

 

KASPER – Przyjmij, Dziecino droga, z mej niegodnej ręki

Gorzką mirrę w ofierze, na znak gorzkiej męki.

Ty kiedyś naszą przyjmiesz na siebie sromotę

I pójdziesz krwawym śladem na górę Golgotę.

 

ANIOŁ – Hej królowie, polecenie daję wam od Boga,

Do stron waszych niechaj inna prowadzi was droga.

Do Heroda nie wstępujcie, bo on zdradę knuje,

Ale biada człowiekowi, co z Bogiem wojuje.

Wyście Bogu chwałę dali – dla was jest nagroda,

A za zbrodnie wieczne piekło dla króla Heroda.

 

KASPER – Przystąpcie tutaj bliżej i wy pasterze – bracia mili.

Widzę, żeście nas w hołdzie Bogu uprzedzili, nic to jednak nie szkodzi.

Biedni czy wspaniali, wszyscyśmy wobec Boga mizerni i mali.

Nam wszystkim Zbawiciela jednakowo trzeba;

Toteż dla nas i dla was zszedł z górnego nieba.

I choć Bóg – sam się zniżył do ludzkiej istności,

Aby nas do wzajemnej zachęcić miłości.

Będziemy Bogu mili i wrogowi straszni,

Pokąd braterskiej z sobą unikniemy waśni –

Pokąd będziemy bratnim związani łańcuchem.

 

BALTAZAR – Wtedy to małe Dziecię z górnej wysokości

Pobłogosławi związek zawarty w miłości.

Ten tylko naród zginie bez wątpienia, w którym nie ma miłości.

 

BARTOSZ – Naszym hasłem niech będzie wiara i Ojczyzna!

Zapomnimy wspólnych niezgod.

Każdy człowiek prawy żyć będzie dla Ojczyzny wielkości i sławy.

 

KASPER – Święte twe słowa, bracie! Teraz na ostatek, zanim się rozejdziemy,

Wy do waszych chatek, my do naszych zawodów –

Powiem jeszcze tyle, ku nauce potomków – wiem, że się nie mylę

W burzach życia miniemy rafy i mielizny,

Pokąd pójdziem za hasłem wiary i Ojczyzny!

Nie zadrżym przed złością i wrogów nawałem,

Bośmy silni jednością, a rozumni szałem.

 

BARTOSZ – My wobec tej Dzieciny ręceśmy se dali,

Że tych haseł będziemy święcie przestrzegali

I na to będziem w życiu baczyli jedynie,

Żeśmy bracia i jedna krew w żyłach nam płynie.

A teraz, monarchowie, nim się pożegnamy,

Pozwólcie, że Dziecinie jeszcze zaśpiewamy.

My pastuszkowie biedni – po prostu żyjemy,

I wyśpiewać lubimy, co w sercu czujemy.

 

(Wszyscy śpiewają kolędę „Dzisiaj w Betlejem”).

 

Jasełka

Jasełka

 

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *