Scenariusz Jasełek dla Dzieci

Permalink 1

Występują: Narrator (4x), archaniołowie: Gabriel, Michał i Rafał, mały Aniołek, diabły: Lucyfer, Boruta i Azazel, nawrócony diabeł Rokita, Kacper, Melchior, Baltazar, żyd Icek, Herod, Śmierć, Józef i Maryja, Kuba, Maciek

 

NARRATOR I: Pan Bóg już stąpił do nas na ziemie,
I jako dawny obyczaj każe,Chcemy więc uczcić Go przedstawieniem,

Jasełka Chcemy nieść Jemu w darze…

Dziś w świecie modne są udziwnienia,

Lecz my normalni – nic się nie zmienia;

Będzie więc Herod i aniołowie,

Diabły, pasterze i 3 królowie…

Lecz byście się tu nie zanudzili,

Żeśmy realia uwspółcześnili…

Co z tego wyszło – wnet zobaczycie…

Ufam, ze końca tu dosiedzicie…

No, czas zaczynać, a w pierwszym akcie,

Światy dwa staną tutaj w kontakcie…

Anioły widzieć będziem z diabłami,

Jak to się stało? – zobaczcie sami…

ARCH. GABRIEL: – Michał!, Rafał!!

Szybciejże, bracia, moc pracy czeka,

Bóg przecież dzisiaj w postać człowieka

Już ma się wcielić, roboty masa!

ARCH. MICHAŁ: – Czego tak wrzeszczysz, jest już i Rafał!

ARCH. GABRIEL:- Czego tak wrzeszczę? Bo się guzdrzecie!

Trza jeszcze tyle zrobić na świecie!…

Uszczelnić szopkę, wyczyścić bydło…

Wzięliście mopy, szczotkę i mydło?

ANIOŁEK: – Hallo!!

ARCH RAFAŁ: – A co ty tutaj robisz, mój drogi?

My się spieszymy, nie właź pod nogi!

ANIOŁEK: – Ale ja właśnie chciałbym wam pomóc…

Nie chcę tak siedzieć bezczynnie w domu!…

No i do pracy chciałem się zgłosić…

Bo tak tu siedzieć?! – mam tego dosyć…

ARCH MICHAŁ: – Nie marudź, mały, zmykaj do nieba,

Dzięki za pomoc, ale nie trzeba…

ARCH. GABRIEL: – Ej, młody, nie rób tu miny takiej,

Chyba nie płaczesz?! No, bądź chłopakiem!…

ARCH. RAFAŁ: A może weźmy z sobą małego?

Sprytny jest – w szopce zda się do czego…

ANIOŁEK: – Tak, proszę! Weźcie! Ja wam pomogę!

Co trzeba, zrobię!

ARCH. MICHAŁ:- Lecz przecież w drodze

Nie zdążysz, mały, lecieć za nami!

ANIOŁEK: – Ja będę szybko machał skrzydłami!

Przecież przed sobą was będę widział…

Ja na WF-ie wyprzedzam Mig-a…

ARCH. MICHAŁ: – No, dobra, krzyknij, jakbyś zostawał…

Ale uważaj, bo drogi kawał

Lecieć będziemy „strefą niczyją”…

Tam można diabły spotkać!… Tam biją… !

ARCH. RAFAŁ: E tam, już nie strasz go, o Michale,

Dawno tam diabłów nie widać wcale…
Na ziemi w szopce będziesz pomagał,ARCH. MICHAŁ: Dobra, już, dobra, ale uważaj…

A teraz w drogę, bo późno strasznie…

ARCH. RAFAŁ: – Trzymaj się, młody, w locie nie zaśnij, (hehe)

(odliczają – 3, 2, 1   FIRE!!!!)

 

 

ANIOŁEK:  – Matko, jak poszli!, jak to zrobili?!

Palenie skrzydeł se urządzili?!…

Lecz ja ich złapię, zaraz dogonię…!

Ale gdzie teraz?… no, pięknie!- koniec!!!

(krzyczy) Hej, zaczekajcie, ja nie Kubica!!!…

Ale… usłyszą… pusta ulica…

A gdzież ja jestem, o Matko Boska!

Toż ja myślałem, że droga prosta!

W prawo – czy w lewo?! Czy w dół, czy w górę?!

Na ziemię skręcić tu, czy za chmurą?…

Trza chyba wracać…Coś chyba widzę,

Ze się zgubiłem… ech, ciut się wstydzę…

Ale… KTÓRĘDY?!! Która to droga,

Ta?!…, może tamta wiedzie do Boga?!!

Co ja mam zrobić?… mój Boże drogi…

Nie wiem, gdzie jestem! Zmyliłem drogi!…

Ale… Ktoś jest tu!! (krzyczy): Hej!!! CZEKAJ!!!

Możesz mi pomóc?

Chyba zgubiłem drogę do domu…

ROKITA (wersja – diabeł): A kim ty jesteś?! Skąd się tu wziąłeś?…

ANIOŁEK: – Ja z nieba lecę, jestem aniołem.

Miałem na ziemię trafić, lecz teraz

Boję się strasznie i chcę do nieba…

ROKITA: – Aniołem mówisz?… Ot, to zagwostka!

Chcesz, bym ci pomógł w niebo się dostać? Hihihi…

ANIOŁEK: – Czemu się śmiejesz? O co tu chodzi?

I kim ty jesteś?! Czy coś mi grozi?!…

(zaczyna płakać)

Trzeba posłuchać było aniołów…

Mówili, żeby nie ruszać z domu…

ROKITA: – No, nie płacz… nie płacz… Już ci pomogę!

Zaraz ci szybko pokażę drogę.

ANIOŁEK: – A kim ty jesteś?

ROKITA: – Ech… – nie chcesz wiedzieć…

Ważne, że pomóc chcę ci w potrzebie…

ANIOŁEK: – Ale… nie jesteś ty diabłem chyba?

ROKITA: – Jestem, nie jestem… nie ma co gdybać…

ANIOŁEK: – Bo Michał mówił, żeby uważać,

Bo jak mnie złapią…

ROKITA: – Możesz nie gadać?!

Jak nas usłyszą moi koledzy,

Masz przerąbane!… Możesz mi wierzyć!…

(pokazując,… powoli na horyzoncie pojawia się diabeł Boruta)

Leć do tej chmury, potem na lewo.

I stamtąd prosto już będzie niebo…

ANIOŁEK: – Matko Najświętsza! Tyś diabeł chyba!…

I chcesz mi pomóc?

ROKITA: – Mówiłem, Spływaj!!…

Nie ma już czasu!!… Już!!… Ani chwili!


ANIOŁEK:
– Już lecę… Bardzo, bardzo dziękuję!Nie chcę, by inni cię zobaczyli…

Może i ja kiedyś cię uratuję…

ROKITA: – Poleciał w końcu!… ale gaduła!

Lecz, z drugiej strony… – miła gębula…

Więcej niech drogi złej tu nie szuka…

(diabeł Borta już za nim, odwracając się spostrzega go, ten wszystko już słyszał i widział)

O, w mordę jeża!!… diabeł Boruta!!…

DIABEŁ BORUTA: – Ja chyba śnię tu! Na diabłą rogi!

Anioł zabłądził, pomylił drogi…

Mieliśmy w garści białasa tego!

A tyś pokazał mu, gdzie jest niebo?!!

I zwiał nam teraz! – Zapłacisz za to!!…

Rogi ci utnę, zdradziecka szmato!!

ROKITA: – Ale to jeszcze malec był przecie…

  1. BORUTA: – Tłumaczyć będziesz się ty przed szefem!

Znalazł się, kurna, drań z Caritasu!!…

Cierpliwy byłem… – ale do czasu!!

Zawsze ty jakiś odmieniec byłeś!

Już jako dziecko zła nie lubiłeś!

A teraz, gdy do gimnazjum chodzisz,

To tylko nauka jest ci wciąż w głowie!

Zamiast normalnie pić, bić i palić,

Ty chcesz tu uczyć się doskonale!

Znam twoje stopnie! I wiem też wiele!

Jestem tam przecież nauczycielem!

Lecz się za ciebie weźmiem, kolego

(łapie go za ucho, prowadzi)

od dziś już „zero tolerancji dla dobrego”!!!

(wchodzi Lucyfer)

Jest i Lucyfer… posłuchaj, szefie…

Wieści ci niosę – pewnie chcesz wiedzieć,

Że mały biały durny aniołek

W strefie niczyjej pomylił drogę…

I w sumie wpadł już w diabelskie sidła…

Mały był jeszcze… bez szans się wyrwać!

LUCYFER: – Wspaniała wieść to! Wręcz wyśmienita!

Taki prezencik, to jak chiquita

Nie zwykły banan!… Będzie zabawa!…

Dawaj go!! Będziem go męczyć zaraz!

Jak ja nie cierpię aniołów głupich!

Każę mu zaraz skrzydła wyłupić!…

  1. BORUTA: Lecz widzisz, szefie… ten młody diabeł

Zepsuł nam „nieco” naszą zabawę!…

Widzisz… on pomógł jemu w potrzebie…

Pokazał drogę… anioł już w niebie!…

LUCYFER: – Coś ty powiedział? Puścił anioła?!!

Przecież czyn taki o pomstę woła!!!

Wiesz, coś uczynił?!! – zdradziłeś piekło!!!

ROKITA – Ale to było wszak jeszcze dziecko!…

LUCYFER: – No, właśnie! Dziecko mogliśmy złapać!

Jak byś dużego anioła złapał?…

Mocniejsze od nas są, mówiąc szczerze…

 

ROKITA: – Więc ty się boisz ich, Lucyferze?!…

Jeszcze raz mówię!… to dziecko było!

LUCYFER: – Jak ja cię zaraz przywalę w ryło!…

4

Będziesz mi tutaj prawił kazanie?!!

Dać mu sto batów na pożegnanie!

Ściąć skrzydła, rogi, i won na ziemię!

Tak to się karze zdradzieckie plemię!!!…

ROKITA: – I dobrze!… dosyć mam zła i piekła!!…

LUCYFER: – Patrz go! – to bestia jakaś zaciekła!

Więc dwieście batów! I nieśmiertelność

Też niechaj straci! Co za nikczemność!!

Cóż to za buta!! – tak do mnie mówić!!

Precz z moich oczu! I won! – do ludzi!!…

Wymierz, Boruto, karę z diabłami!

A teraz odejść!…

BORUTA: – Chodź ze mną, zdrajco…

(nieomal czule, z ironią) – jesteś pod „dobrymi” skrzydłami…

 

AKT II

 

 

NARRATOR II: Tak to w złym świecie dobroć się karze…

Lecz czy do końca? – to się okaże…

Teraz akt drugi… – już miedzy swemi…

– Twardo będziemy stąpać po ziemi…

Pasterze oto już po dniu pracy…

Tam, przy ognisku siedzą biedacy…

Każdy zmęczony, o spaniu marzy…

Lecz znając życie… coś się wydarzy…

KUBA: – No, siądźmy Maćku w końcu po pracy…

Jak dobrze mają wszyscy rodacy,

Co w biurach siedzą… ot, osiem godzin,

A potem laba, i witaj w domu…

MACIEK: – Ech, nie tak prosto bydła pilnować…

Od wschodu po zmierzch trzeba harować…

KUBA: – Tyle, ze studiów nie kończyć trzeba…

Taki pożytek jest z tego chleba…

MACIEK: – A co tam studia, w Brytanii kraju,

To i bez studiów jak zarabiają…

KUBA: – Ale wyjeżdżać na świata koniec?…

Nie!, wolę ja już zostać tu w domu…

MACIEK: – Ano tak, Kubo… już na tej ziemi

Kości my złożym z ojce swojemu…

KUBA: – A młodzi mówią, ze my idioci,

Z głodu pomrzemy tu… patrioci…

MACIEK: – Ech, szkoda gadać, takie to czasy…

Lecz cóż to, Kubo, są za hałasy?

 

KUBA: – Nie wiem, ja, Maćku… Ktoś jakby płacze?…

Czy coś się stało?… pójdę – zobaczę…

Hej!… jest ktoś tutaj?… Niechaj zobaczę…
Co ci się stało?!… Maćku kochany,O Dobry Boże!! Ktoś tu?! Co, płaczesz?!…

No popatrz, popatrz, kogoś tu mamy…

MACIEK: – Na wielkie nieba! To jakiś młodzik!…

Co ci jest chłopcze?… O co tu chodzi?…

Czemu ty płaczesz?… Chodź do ogniska,

Niech ci się chociaż przyjrzymy z bliska…

KUBA: – Głodnyś ty może? Posiłek marny…

Lecz zapraszamy… – MAĆKU!.. to czarny!!…

MACIEK: – Co też ty mówisz?!! Czarny z Afryki?!

Uważaj, może to jakiś dziki?!!!

KUBA: – Cichaj!! – Bo jeszcze nas aresztują!

Od czasów Beger wszystko filmują!…

Ty nie mów: „czarny”, ani: „poganin”…

To jest, kolego… „afroamerykanin”!!!…

MACIEK: – Racja!… Przepraszam, panie murzynie!

Znaczy się… afroamerykaninie!…

ROKITA (wersja – człowiek): – Nie jestem murzyn, drodzy panowie…

A nawet gdyby… to ja też człowiek!…

KUBA: – Pewnie, ze człowiek.!.. Bzdury gadamy…

My nie skinchedzi… wszystkich kochamy!…

(na stronie) Musi, oberwał, Maćku, po głowie…

Czarny – nie murzyn!… – wyobraź sobie!…

MACIEK: – Nieważne, Kubo… znać, ze ma biedę…

A może to… syn Olisadebe?!…

KUBA: – Poważnie mówisz?!…

MACIEK: – Nie wiem, idioto!

Po prostu, może spytaj go o to!…

KUBA: – Może i racja… hmm… – chłopcze drogi…

Co cię sprowadza w te nasze drogi?…

MACIEK: – I czemu płaczesz, jeszcze nam powiedz?

Czyżby cię skrzywdził jakiś zły człowiek?…

ROKITA: – Moi kamraci mnie wyrzucili…

I na ostatek, jeszcze pobili…

Za to, zem trochę serca okazał,

I zgubionemu drogę pokazał…

KUBA: – Cóżesz ty mówisz!… A to niecnoty!!…

Jakieś bandziory!! Kawał hołoty!!…

MACIEK: – Trza będzie zgłosić to do stolicy!

Już im minister ziobra policzy!…

KUBA: Ale to potem, chodź bracie teraz,

Gościnność – mówią – bramą jest nieba!

MACIEK: – No i dość pytań! – siadaj tu z nami…

Bezpiecznyś tu, jak… zając z żubrami!

KUBA: – Nikt cię nie skrzywdzi… oto posiłek,

Częstuj się… śmiało!… musisz mieć siły…

(na stronie) Musiał być głodny… ależ zażera!…

MACIEK: – I prawdę gadał!… Niech mnie cholera (ups!…)…

Poobijany, ze aż strach, cały…

Musi, te dranie tak go skopały!…

Trzeba mu pomóc, Kubo, koniecznie,

Ale niech noc se prześpi bezpiecznie…

 

KUBA: – Jutro do miasta z nim trza iść będzie.

Zgłosimy sprawę tę na komendzie!…

ROKITA: – Dzięki wam, mili moi panowie!
Dobrzyście ludzie! – i być tu wolę,Przyznam, ze nieźle podjadłem sobie…

Niźli w tym smętnym piekielnym kole!…

A tak straszyły mnie diabły wredne,

Że tu na ziemi już szybko szczeznę…

Że mi już tutaj nikt nie pomoże…

MACIEK: – Cóżesz ty pleciesz, mój Dobry Boże!

Jakie szatany, i jakie koło?

Puknij się, młody, ty może w czoło?

KUBA: – Cichajże, Maciek, wszak go obili!

Pewnie mu klepkę w głowie zruszyli…

Ja również z tego rozumiem mało…

Musi, zdzielili go bez łeb pałą!…

MACIEK: – No, racja Kubo, ot, baran ze mnie!

Toć go obili! No racja! Pewnie!…

A ja tu jeszcze krzyczę na niego…

Połóż się może do snu, kolego…

Weź tu me futro, Kuba da swoje…

Najlepszy sen jest na wszelkie znoje…

KUBA: – Połóż się, połóż, bracie kochany,

I śpij spokojnie! – my tu czuwamy…

ROKITA: – Spanie, mówicie?… A co to znaczy?… (ziewa)

Nigdy nie spałem… (ziewa), chciałbym zobaczyć…

Ja diabłem byłem, nie wiem, co znaczy…chrrr (zasypia, pochrapuje)

MACIEK: – oj, dostał nieźle ten nasz biedaczek…

KUBA: – Sen mu potrzebny! – byłem ja kiedyś

W szpitalu w mieście w jakiejś potrzebie…

Lekarz przyjemny, mądry, uczony,

Pyta mnie – gdzie ja ubezpieczony?…

„prywatnie, czy też to w NFZ-cie”?

Ja mu – „prywatnie? – nie, nigdy w świecie,

Przecież to drogo… Nie stać mnie na to”…

Więc mi mój doktor dał radę taką:

„skoro tak – mówi – tak, panu powiem,

Śpij se pan dużo, bo sen… to zdrowie”…

No i faktycznie! – spałem i spałem,

Aż tę chorobę przechorowałem!…

MACIEK: – Więc i my śpijmy, nie ma co zwlekać,

Jutro wszak ciężki dzionek nas czeka…

– Dobranoc…

KUBA: – Dobranoc…

 

NARRATOR II: Spaliby sobie smacznie do rana…

Lecz… noc nie mogła ta być przespana…

Bo Bóg się zrodził w Betlejem, w żłobie,

Budzą pasterzy więc aniołowie…

 

 

 

ARCH. GABRIEL: – Wstańcie pasterze! Czas się wypełnił!

Bóg na świat przyszedł, Słowo swe spełnił!

ARCH. MICHAŁ: – Co jest, nie słyszą?! Zbudźcie się, śpiochy!

(wrzeszczy) WSTAWAĆ, PASTERZE! – NIE RÓBCIE WIOCHY!!

KUBA (przerażony, budząc się): Co to?! Kto to?! Policja?!!!

– Panowie władza, nic my nie pili!

Tego czarnego też nie my zbili!…


ARCH. RAFAŁ:
– Policja? Czarny?   Czyście zgłupieli?!!MACIEK: – My go przyjęli i nakarmili…

Wszak my jesteśmy z nieba anieli!…

KUBA & MACIEK – Aaaaaa….

ARCH. GABRIEL: – Wieść wam niesiemy, Bóg na świat przyszedł

Mesjasz się zrodził, by dać wam życie!

KUBA: – A dyć to prawda?!! O, Bogu chwała!

Toć cała ziemia tu go czekała!

MACIEK: – Hosanna!, tyle żeśmy wzdychali,

Wieki tęsknili, wypatrywali…

KUBA: – Co mamy robić, o aniołowie?!

Jak uczcić Boga w ludzkiej osobie?…

ARCH. MICHAŁ: No właśnie, po to my was budzimy,

I w środku nocy do was lecimy…

Idźcie, uczcijcie go swym pokłonem,

Tu, pod Betlejem – stajnia Mu domem…

ARCH. RAFAŁ: W złobie w Dziecięciu zamknione niebo!

Idźcież czym prędzej do Króla swego…

MACIEK: – Pewnie, że pójdziem – w tej to godzinie,

Pokłon oddamy Bożej dziecinie…

KUBA: – Dary też Jemu z serca oddamy…

Tylko, że, Maćku…, my nic nie mamy…

ARCH. GABRIEL: – Nieważne dary, serca Mu dajcie,

Kolędę jaką też zaśpiewajcie…

ARCH. RAFAŁ: – My już lecimy… wy nie zwlekajcie,

Ale czem prędzej razem ruszajcie!… (odlatują)

MACIEK: – Dobrze, anieli, tak i się stanie!

Chodź z nami, czarny, nie czas na spanie!

KUBA: – Szkoda go budzić… lecz trza to zrobić…

Nie co noc Pan Bóg rodzi się w żłobie!…

Wstawaj, kolego!… Ruszać nam trzeba,

Witać naszego Mesjasza z nieba!

ROKITA: – Nie śpię, ja archaniołów widziałem…

I, ze śpię, tylko… tak udawałem…

Ja się ich trochę, też… przestraszyłem…

Przecież mówiłem… ja diabłem byłem…

MACIEK (na stronie): – Jeszcze nie przeszło mu, biedakowi…

Dobrze już, potem nam to opowiesz…

KUBA: – A teraz prędko, ruszajmy w drogę,

Bo toć Betlejem za Wasilkowem!…

Kawałek drogi do przejścia mamy,

Nie guzdraj, bracie, ino ruszamy!

MACIEK: – Lecz jeszcze zdradź nam, jak się nazywasz

Nie będziem „czarny” ci mówić chyba…

Ja jestem Kuba, a to jest Maciek…

A jak Cię zowią, nasz czarny bracie?

ROKITA: – Ja już nie „czarny”, jakby kto pytał…

A zwą mnie prosto… Jaśko… Rokita…

 

AKT III

NARRATOR III: Teraz się zacznie tutaj akt III,

Strzeżcie się starcy, bójcie się, dzieci!

Będzie w nim Herod ze śmiercią gadał,

Diabły też będą… oj, biada, biada…

 

HEROD: – Co by tu zrobić, czym by się zająć.,

Coś muszę zrobić, tu nie zwlekając…

Coś nudno jakoś w pałacu moim!

Może się… zajmę wyglądem swoim?

I operację plastyczną zrobię…

Co! – jak mógł Jackson, może i człowiek!

Ale… to chyba nie jest konieczne!…

Przecież i tak ja będę żył wiecznie…

Taką uchwałę zaraz wprowadzę!

Taki przywilej mających władzę!…

Potem… zjem obiad, i się położę…

Ciężko się żyje królom… Mój Boże…

(wpada śmierć)

ŚMIERĆ: – No, siema, Herod, to ja już jestem!…

Se pomyślałam – wpadnę ciut wcześniej…

HEROD: – A kim ty jesteś? To jakieś czary?

Jakżeś tu weszła?

ŚMIERĆ: – No wiesz, co?! Stary!…

Śmierć przecież jestem, co ty, nie czaisz?

Przyszłam cię tutaj życia pozbawić…

Zbieraj się szybko, bo nie mam czasu!

HEROD (wrzeszczy): STRAŻ!!!

ŚMIERĆ: Przestańże wrzeszczeć, oszczędź hałasu!

Hałas źle działa mi na psychikę…

A w tej robocie bez niej żeś nikim!…

Nikt mnie nie kocha, nikt nie napisze…

(pociąga nosem) Więc chyba mogę chociaż mieć ciszę!!

HEROD: – Ale ja przecież wiecznie żyć miałem!

-Dekret królewski o tym wydałem!

ŚMIERĆ: – Swój dekret wsadź se w … kieszeń, kolego!

Dla mnie rozkazy wydaje niebo!

HEROD: – Nie mogę umrzeć tutaj, jak prostak!

Mów, czego pragniesz, i co chcesz dostać?

Wszystko ci oddam! Masz, bierz – nie liczę!…

Jam prawie Bogiem!…

ŚMIERĆ: – Prawie… robi różnicę!…

No, co ty, stary! Po co mi tyle?

(śpiewa) nie dbam o kasę, nie dbam o bilet,

Ściskając w ręku… (przerywa)… a to się rozmarzyłam się!…

No, nie zagaduj mnie tu już więcej.

Nie chcę ja złota, nie chcę pieniędzy!

Patrz – i dziewiąta już prawie bije…

Pora ci, koleś, urżnąć tę szyję!…

HEROD: – Czekaj! Dziewiąta? – toć ósmej nie ma…

Za wcześnie!

ŚMIERĆ: – Która? – to jakaś ściema!…

HEROD: – Nie, ja zegary mam znakomite!


ŚMIERĆ:
– No, to już nie wiem, o co tu chodzi…Są sterowane przez satelitę!…

Moja klepsydra… też spoko chodzi…

A, wiem już! (uderza się w czoło), Koleś! – Nie zaczaiłam

Że czas się zmienił!… no, przeoczyłam!…

Roboty tyle, urwanie głowy…

I… zapomniałam, że czas zimowy…

Więc, stary, jeszcze godzinkę mamy,

Wyluzuj, zapal… se pogadamy…

HEROD: – Dzięki, nie palę… uff, było blisko!…

Powiedz mi, czemu umrzeć mi przyszło?…

ŚMIERĆ: – Wiesz… ja dokładnie to ci nie powiem…

Nie mogę… ale… jest już z nami Bóg – Człowiek…

On świata Królem!… przyszedł na ziemię,

Tu, jako dziecko …tu, pod Betlejem…

(telefon do niej dzwoni) przepraszam, moment…

Hallo?… Robota?… co? Pomieszali?

I zamiast corhydronu podali?!…

No, ale numer, niezła zadyma..

Jasne, że będę… tak – mam godzinę…

Gdzie lecieć? Polska?

Wiem, o co chodzi…

Na pogotowiu bywam tam w Łodzi…

(do Heroda) Dobra, kolego, w Polsce afera,

I śmierć niestety, musi się zbierać…

Więc masz godzinkę… potem tu wracam,

I cię szybciutko o główkę skracam… 🙂

Na razie bywaj…

HEROD: – Uff… Było blisko!

Lecz można zmienić jeszcze to wszystko!

Tylko co zrobić? Co zrobić teraz?!

Ten król, to dziecko… jasna cholera!…

DIABEŁ BORUTA: – Nie wiesz, co zrobić? Prosta jest rada..

Dziecię po prostu zabić wypada…

HEROD: – A kto to znowu?! No, bez przesady!

Znów wlazły stwory! To jakieś dziady?!!!

Tu jest porządny królewski pałac!

Macie się z niego wynosić zaraz!

  1. BORUTA: – Popatrz no, chama! My chcemy pomóc,

A ten tu chce nas wyrzucić z domu!

  1. AZAZEL: – Co trzeba zrobić, to przecież wiemy,

Lecz, gdy nas nie chce, no to idziemy!…

HEROD: – Zaraz, czekajcie! Chcecie mi pomóc?!

A więc.. rozgośćcie się w moim domu…

Mam zaszczyt gościć kogo tym razem?

  1. BORUTA: – Diabeł Boruta… diabeł Azazel….

Dobra, posłuchaj, bo czas cię nagli,

Radę ci dobrą podadzą diabli!

  1. AZAZEL: – Każ zabić tego króla małego,

Sam będziesz rządził, gdy braknie jego!

  1. BORUTA: – Ty dalej będziesz wówczas królował,

Gdy konkurencji spadnie wszak głowa!…

 

 

HEROD: – Ha! – pomysł przedni! Lecz problem mamy!

Jakże to dziecko my rozpoznamy?

Śmierć powiedziała, ze pod Betlejem…

Lecz które dziecko? – ja oszaleję!!!…

  1. AZAZEL: – Jest na to sposób – można go dostać,


HEROD:
– To nierealne! – tego rozkazuGdy wszystkie dzieci zabić dasz rozkaz!

Nikt nie wykona – mówię od razu…

  1. BORUTA: – Nas zapominasz! My pomóc chcemy!

Tylko cyrograf mały spiszemy,

Że prawo do twej duszy my mamy!

Podpisz, i wszystko!… zaraz ruszamy…

  1. AZAZEL: a wiedz, ze idą już trzej królowie

Tamtemu oddać pokłon w tej dobie!,

Nie mogą wrócić oni do domów,

Bo wieść rozniosą…, więc, po kryjomu… (gest podrzynania gardła)

Także rodzinę Króla małego…

I wszystkich świadków… Rządzisz, kolego!…

  1. BORUTA: – Za wszystko jedna cena – cyrograf!…

HEROD: Zgoda!, tak zróbcie!

  1. BORUTA: – Dawaj autograf! (podpisuje)
  2. AZAZEL:(głośno) To my lecimy! (cicho) ale on głupi!

My zło uczynim, na nim się skupi!

I tak Mesjasza przecież szukamy!

A teraz jego duszę już mamy!…

HEROD: – Więc kwestia rządów już zapewniona!

Bezpieczna dalej moja korona!…

Teraz trza tylko od śmierci uciec…

Zaraz!… mówiła, ze TUTAJ wróci!…

Lecz ja nie głupi… mnie TU nie będzie!…

Niechaj se szuka w pałacu wszędzie!…

Odleci szybko, zajęta ona…

Ja będę żywy, ona… wkurzona! (hihihihi)

Potem panować będę tu wiecznie!

Teraz uciekam… tam, gdzie bezpiecznie!…

 

 

AKT IV

 

 

 

NARRATOR IV: – W akcie ostatnim już czas na finał:

Będą Królowie, Święta Rodzina,

Diabły, anioły… niezła zadyma…

Cicho!… bo już się to rozpoczyna!…

 

KACPER: – Bracie Melchiorze, już czasu tyle

Idziemy razem, ani przez chwilę

Nie pomyślałeś, ażeby wrócić?

MELCHIOR: – Wrócić? No Kacprze – nie jestem głupi!

Teraz, gdy blisko już Władca Świata,

Ja mam z powrotem do żony wracać?

Poczeka trochę, nic się nie stanie…

Tylko na dobre to wyjdzie dla niej!…

KACPER: – Ja także wracać nie myślę wcale…

Przewodnik drogę zna doskonale…

BALTAZAR: – No, jak ma nie nać, jest żydem przecież…

KACPER: – Oj, Baltazarze, za głośno pleciesz!
Bo wyjdzie, żeś jest antysemita!Wszak lepiej mówić… „Izraelita”…

BALTAZAR: – Ja?! – w życiu!, ale w jasełkach chyba

Potrzebna zawsze jest rola żyda!

KACPER: – No, ale tak, to brzmi obraźliwie!…

Chciałbyś, bym mówił ci tu, „ty żydzie”?

ICEK: – No… Po co się kłócić, Jaśnie Panowie,

Kłótnie prawnukom zostawmy sobie…

Za dwa tysiące lat, myślę, będzie

Tu między nami i wojna wszędzie…

Wy – arabowie, no i my – żydzi…

Jeszcze się zdążym i za nich wstydzić!…

Dziś się nie kłóćmy, nie obrażajmy,

Wspólnie idziemy, to pogadajmy!…

MELCHIOR: – Rację masz, Icek! Jeszcze daleko?

ICEK: – Do onej szopki? – nie, tu, za rzeką…

MELCHIOR: – Dobrze prowadzisz, powiem ja tobie…

ICEK: – Nu… wszak za darmo tego nie robię!…

BALTAZAR: – Cóż… prawdę mówiąc, to bierzesz sporo!…

ICEK: – Nu, ale dzieci mam piętnaścioro!

I żonce tez trza coś czasem kupić…

Jaśnie Pan może extra coś rzuci?…

BALTAZAR: – Chyba ci extra kopa wypłacę!…

MELCHIOR: – Nie złość się, co ty, – taką ma pracę!

Taka tradycja… też się targujesz,

Gdy na bazarze figi kupujesz…

KACPER: – Patrzcie, znów gwiazda zaczęła świecić!!!

Zaraz ujrzymy już Boże dziecię!…

BALTAZAR: – Lecz cóż to?!… stajnia?!… Jacyś pasterze?!…

Biedni rodzice?!… no…, mówiąc szczerze…

Myślałem, ze tu ujrzę pałace…

Służbę z aniołów że tu zobaczę…

ICEK: – Lecz to już tutaj, to prawda czysta!

A o mnie mówił… materialista…

Widzisz… ja Pismo znam przecież trochę…

Mówią…, dla Jahwe złoto jest prochem…

KACPER: – Rację masz, Icek! Szybko, Melchiorze,

Choć nie w pałacu – to Dziecię Boże!…

Więc już nie mędrkuj, o Baltazarze,

Chodź – złożym pokłon, i Jemu w darze

Mirrę i złoto… trochę kadzidła…

MELCHIOR: – Chciałeś aniołów?… no! – ten ma skrzydła!…

BALTAZAR: – Lecz cosik bracie… on jakiś mały…

MELCHIOR: – Nie rób przykrości !- sczerwieniał cały!…

ANIOŁEK: – Może nie jestem ja jeszcze duży,

Lecz Panu Bogu chcę wiernie służyć, o!!!

I dla Maryi, i dla Józefa!!!

Chcecie dać dary? – trzeba poczekać!

Bo teraz pokłon dają pasterze!

BALTAZAR: – Każe nam czekać?! No, ja nie wierze!…

ANIOŁEK: – CICHO!!!

 

KACPER: – Wszak już miłości jest prawo w świecie…

Wszyscy przed Bogiem my równi przecie…

KUBA: – Mesjaszu, Boże, my ludzie prości,

Nie mamy czym Cię tutaj ugościć…

Lecz przyjmij, Panie, choć serca nasze,
Nic więcej, Boże, my już nie mamyI dary skromne.. – ot ser i kaszę…

Ale ci siebie samych składamy…

MARYJA: – Wstańcie, kochani, wystarczy serce…

Jemu nie trzeba wcale nic więcej!

Patrzcie, jak do was się tu uśmiecha…

Nie chciał mi zasnąć… – wciąż na was czekał…

JÓZEF: – Zostańcie jeszcze tu chwilę z nami,

Jak zwą was, bracia nasi kochani?

MACIEK: – Kuba i Maciek, a skoro pytasz-

To jest nasz nowy… Jaśko Rokita…

ANIOŁEK: – Kurcze, no albo mi się wydaje,

Albo ja tego gościa poznaję!…

JÓZEF: – Świetnie, lecz teraz spocznijcie sobie..

Niechże i pokłon dadzą królowie!…

MELCHIOR: – Kacper, Baltazar, Melchior… nasz Boże,

Świat niczym wielkim przyjąć nie może

Tego, co wszystko stworzył z niczego…

KACPER: – Ogarnąć Ciebie nie może niebo!

Więc – także nasze – serca weź w darze…

BALTAZAR: – A, ze dać dary obyczaj każe…

Więc, choć dla Ciebie, to jest jak błoto,

Lecz przyjmij mirrę, kadzidło, złoto…

MARYJA: – Miliście bardzo Synowi Memu!

Liczy się przecież: chęć służyć Jemu,

Wie, żeście wierni, zna wasze męstwo!

Da wam swe Boskie błogosławieństwo…

JÓZEF: – No i wy także zostańcie z nami…

Miło nam przecież być tu z królami…

ICEK: – No więc, i ja też z pokłonem stanę,

A co mi szkodzi! Może dostanę

Ja także Boże błogosławieństwo?

MARYJA: – No pewnie, Icku – popatrz, Maleństwo,

Ufnie do ciebie rączki wyciąga…

(w międzyczasie pojawia się śmierć)

ŚMIERĆ: – Wszyscy szczęśliwi? – no, dla mnie bomba!…

Ja pokłon Bogu też oddać pragnę,

Ale do tego wieści mam marne…

Właśnie skosiłam złego Heroda.

Myślę, nikomu nie jest go szkoda…

Chciał zwiać, i schował się gdzieś z kretesem,

Lecz namierzyłam go GPS-em…

Lecz jeszcze tyle zeń wydusiłam,

Że zło wam grozi… potem zabiłam…

Diabłom ten huncwot zaprzedał duszę!

Więc pomyślałam, że ostrzec muszę!…

Idą tu diabły i chcą was zabić!

Sorki, lecz muszę was już zostawić…

Bo w okolicy mam moc roboty…

Ale ostrzegam… b ę d ą   k ł o p o t y !…

(wychodzi)

 

JÓZEF: – Co, diabły idą? Co my zrobimy?

Przecież się sami nie obronimy!

Aniołów więcej nam tu potrzeba!

Wezwij ich! – niechaj przybędą z nieba!

ANIOŁEK: – Tak, ja już pędzę, już dzwonię właśnie…
„Hallo, tu szopka! Diabły nam grożą!Gorącą linią na 112-cie…

Przyślijcie zaraz eskadrę Bożą”…

Będą tu zaraz, już wylecieli!…

Szybciej, no szybciej, bracia anieli!!!

JÓZEF: – Lecz nim dolecą, bronić się trzeba!

Będziemy bronić tu Króla Nieba!

Królowie, Icek – wy z przodu stańcie!

Pasterze – obok żłóbka zostańcie!

Aniołku – staniesz tutaj, na skrzydle!

Nie przejdą łatwo bestie obrzydłe!…

BALTAZAR: – Wszyscy będziemy Go tutaj bronić,

A jeśli trzeba… zginiem w obronie!…

(wlatują diabły)

  1. BORUTA: Słyszysz, Azazel?! Oni chcą śmierci!

I bardzo dobrze! – będziecie pierwsi!

Może i biegle mieczem władacie,

Lecz naszej mocy rady nie dacie!

  1. AZAZEL: – a z pasterzami ja się uwinę!…

Ty zaś wykończysz Świętą Rodzinę!

ICEK: (wychodzi do przodu) – Po co ten pośpiech – nie bądźcie głupi!…

Dziś jest promocja – chcecie coś kupić?!

Rogi, podkowy?… Nie chcecie zmienić?

Wszystko markowe – i w świetnej cenie!…

(do towarzyszy) Towaru tego ja nijak nie mam,

Lecz chwilę chociaż ich tu zatrzymam…

ROKITA: – Aniołku! – chodź tu – ja wiem, co robić!

Popatrz ty na mnie, przypomnij sobie!

ANIOŁEK: – Wiem, kto ty jesteś!

ROKITA: – Potem wyjaśnię!

Wiem, co trza zrobić – niech ich grom trzaśnie!

Weź szybko wodę, leć do Dzieciątka,

Niechaj jej dotknie tu Jego raczka…

Woda się stanie święconą! – właśnie

Tego się diabły boją najstraszniej!

  1. BORUTA: – No, gdzie te rogi, gdzie te podkowy?!!
  2. AZAZEL: – Chce nas oszukać! Więc trup gotowy!

ANIOŁEK: – Zostaw go! Precz, diabelska przybłędo!

Co, chcesz oberwać? To stawaj ze mną !

  1. BORUTA: Popatrz, to mała pokraka z nieba!

Zaraz inaczej tu będziesz śpiewał!

ANIOŁEK: – Ja będę śpiewał?! Pewnie, ze będę!

Lecz wpierw piekielną wygnam przybłędę!

  1. BORUTA: Aaaaa!… Od rogów palę się do ogona!
  2. AZAZEL: Na Lucyfera! Woda Święcona!

ANIOŁEK: Uciekać mi stąd! Ha!! Diabelskie męstwo!…

KACPER: – Patrzcie, uciekli, HURRA, zwycięstwo!

WSZYSCY: HURRA itd…(chwilkę)

MELCHIOR: – Vivat, Bohater! W górę go, w niebo!…

ANIOŁEK: – Nie, to nie ja!… To pomysł jego!…

(wpadają Archaniołowie)

ARCHANIOŁ 1 – JESTEŚMY!

ARCHANIOŁ 2 – CO JEST?


JÓZEF:
– Nic już – lecz w sumie, to jeśli chodziARCHANIOŁ 3 – Coś wam tu grozi?

O wasze tempo, toście… no właśnie…

Nieco spóźnieni… jak F-16…

ARCHANIOŁ MICHAŁ: – Chmury dziś nisko – wciąż nas zwalniały…

JÓZEF: – Dobra, już dobra!, Aniołek mały

Nas uratował!

ANIOŁEK: – To pomysł jego!

ARCHANIOŁ GABRIEL: – No, młody, dumne jest z ciebie niebo!

I tobie dzięki też!… HEJ!!! To diabeł!!!

Chwytaj, Gabriel, damy mu radę!

ARCHANIOŁ RAFAŁ: – Zobacz, se zgolił rogi i skrzydła,

To jest dopiero bestia przebrzydła!

ANIOŁEK: – Puśćcie go! Szybko! To on mi pomógł!

Kiedy zgubiłem drogę do domu!

To była prawda, ja nie kłamałem!

Wyście mówili, ze coś zmyślałem…

Z wodą święconą też pomysł jego!…

Puśćcie go zaraz!!! Chodź tu, kolego…

ARCHANIOŁ MICHAŁ: – Lecz jak to?! Co to! Toć szatan przecie!

ROKITA: – Ja już nie diabeł… odkąd żem w świecie,

Człowiekiem jestem… Mnie wyrzucili…

Skrzydła wyrwali… no i obili…

Rogi też ścięli… – Lucyfer kazał,

Za to żem jemu wtedy pomagał…

KUBA: – Więc byłeś diabłem?! To się zdarzyło?!

MACIEK: – Myśmy myśleli, że ci odbiło…

ARCHANIOŁ RAFAŁ: – I my też byśmy przeprosić chcieli,

Wybacz, lecz żeśmy wszak nie wiedzieli…

MARYJA: – Dobrze już, dobrze, chodź, chłopcze, do mnie!

Jestem ci wdzięczna szczerze! Ogromnie!

A za ten pomysł święconej wody,

Bóg nie poskąpi ci swej nagrody…

ARCHANIOŁ MICHAŁ:(przez telefon) Hallo! Rozumiem! I tak się stanie!

Rozkaz przekażę, Boże i Panie!

Nasz Ojciec z nieba taką ma wolę!

W nagrodę stajesz się Jego aniołem!

Masz oto skrzydła! I bądź już z nami!

ANIOŁEK: No, ale super!!! Będziemy kumplami!!

ROKITA: EXTRA!, Lecz czarnym aniołem będę?

ANIOŁEK: – No, to się nie myj,

I szybko zbledniesz!…

ARCHANIOŁ GABRIEL:

Wszystkim nasz Ojciec też błogosławi,

Kochajcie Jego, a On was zbawi!

Byliście mężni w próby godzinie,

Więc łaska Jego was nie ominie!

ARCHANIOŁ RAFAŁ: – Lecz z rana wszyscy w Egipt ruszamy,

Gdy minie groza, wówczas wracamy!

Stać się tak musi, to z Ojca woli…

Więc trzeba kończyć nam już powoli…

Raz jeszcze jednak wraz zaśpiewajmy,

Jego Synowi pokłon oddajmy

KOLĘDA (1 zwrotka)

 

MARYJA: – Chodźcie tu wszyscy do Syna mego,

Tu, miedzy nami, jest teraz niebo…

 

NARRATOR IV: – I taki koniec naszych jasełek,

Najwięcej na nich wygrał diabełek,

Co się nawrócił, został aniołem,

I jest szczęśliwy… jak i my społem…

Więc morał taki niech nam zostanie

– trza się nawracać, panowie, panie,

Bo choć nam czasem mylą się drogi,

To miłosierny Pan nasz ubogi…

To bajka tylko, lecz w życiu trzeba

Ze wszystkich sił swych chcieć wejść do nieba!

I kiedyś wszyscy tak tam staniemy…

A za uwagę – dziś DZIĘKUJEMY!!!!

 

Jasełka

Jasełka

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *