Smutną pieśnią zaczynamy

Permalink 0

Tekst Pieśni: Smutną pieśnią zaczynamy

Smutną pieśnią zaczynamy
Zaniechajmy radości,
Bo widzimy Matkę Boską całą
pełną gorzkości.

W żałości ku Niej skłonieni,
Chcemy się to dowiedzieć,
Co boleści Jej przyczyna,
Czemu Ona ma płakać.

Powiedz, O Matko bolesna,
Co się tak smutna widzisz,
Zawsze jest Twa twarz miłośna,
Teraz się wcale mienisz.

Z oczu Tobie łzy padają,
Lica Twe polewają,
Miecz boleści przebijają
Twemu sercu zadane.

Nie dziwuj się, grzeszna duszo,
Nie dziw się memu smutku,
Popatrz na Pana Jezusa,
Jak cierpi z swoją Matką.

Oboje te utrapienia
Musieliśmy wycierpieć,
Aby miał świat odkupienie,
Boska łaska chciała mieć.

Gdym jeszcze w swoim żywocie
Syna mego nosiła,
Pierwsza boleść na tym świecie
Serce moje przebiła.

Do Betlejem kiedym poszła,
Dosyć w wielkiej ciężkości,
Drogi owoc z sobą niosła,
Boga aż z wysokości.

Kiedy w Betlejem gospody
Nigdzie nie mogłam dostać
Ani nijakiej wygody,
Musiałam gorzko płakać.

Gdy od zimna cała drżąca,
Zostałam na ulicy,
Nic se pomóc nie mogąca,
Cały dzień aż do nocy.

Na ostatku starą szopę
Musiałam sobie nająć,
Wzdychająca w takiej dobie,
Z Józefem mężem spocząć.

Ja, Matka Syna Bożego,
W zaduchu nieczystości,
Nie masz dla mnie nic lepszego,
Ach, ty mizerny świecie.

W tym przyszedł ten drogi czas,
Od dawna pożądany,
Że się narodził Mesyjasz,
Synaczek mój kochany.

Temu pokłony oddawszy,
W pieluszkim owinęła,
Zamiast kolebki w jasełka,
Przed bydlęta włożyła,

Od zimna drżało Dzieciątko,
I żałośnie płakało;
Uważ, chrześcijańska matko,
Jak się serce krajało.

W ósmy dzień począł niewinną
Krew swą za lud przelewać.
Nie mogłam ja smutna Matka
Od żałości nań patrzeć.

Przez boleść, którą cierpiało,
To małe niewiniątko,
Ze mnie też serce bolało,
Wiesz dobrze, każda matko.

Trzej królowie przyjechali,
Wielką radość uczułam,
Że mnie w stajence znależli,
Tego się aż wstydziłam.

W takiej ubogiej stajence
Mieszkałam czterdzieści dni.
Oczyszczenia tajemnice
Prorockie prawo pełni.

Wziąwszy Synaczka mojego,
Szłam do Jeruzalemu,
Drogi okup świata tego
Dać Ojcu niebieskiemu.

To prorokował Symeon,
Przez gorzkie umęczenie
Że cierpieć muszę ja i On,
Wielkie to utrapienie.

A gdy się Herod dowiedział,
Że się Jezus narodził,
Wnet sługi swoje rozesłał,
Na życie Jego godził.

Anioł Józefowi zjawił
Tę przesmutną nowinę.
On mnie wnet ze snu obudził.
W tę północ-ną godzinę.

Musiałem tam wszystkich odejść,
Przyjaciół i krewnych swych,
W cudze krainy podążać
Do narodów pogańskich.

Wielkie nędze, utrapienia
Na tej drodze spotkałam
Mnóstwo nędzy, niedostatku
Które tam wycierpiałam.

Jakom ja w Egipcie żyła,
To nie do wymówienia;
Przez siedem lat tak biedziła,
Nie mając pocieszenia.

Mój młody wiek nigdy nie miał
Tylko same ciężkości,
A kiedy już Herod pomarł.
Szłam do mojej własności.

Dwanaście lat kiedy było
Synaczkowi mojemu,
Już zaczynał wielkie dzieło,
Idąc do Jeruzalemu.

Tam Go zaraz utraciwszy,
Ach ziemio, polituj mnie,
Co za boleść dla mej duszy,
Muszę cierpieć dla ciebie.

Trzy dni i trzy noce całe,
Z żalem wszędzie szukałam,
Zawsze płacząc nieustannie
I boleśnie wzdychałam.

Gdzieś mój Synaczku najmilszy,
Kiedyż znajdę ja Ciebie?

O kwiateczku mój najczystszy,
Umrzeć muszę dla Ciebie.

Gorzka męka już się zbliża
Syna mego w rychłości,
Teraz mi ,bądź na pomocy,
Boże mój z wysokości.

Syn się ode mnie odłączył,
Pościł przez czterdzieŚci dni,
Tam modlitwy z postem łączył
Za ludzkie odkupienie.

Nawracał lud kazaniami,
Uczynił wiele cudów,
Tkliwy swymi staraniami,
Poruszył wiele ludów.

Aby Go wnet zagubili,
To się wielce starali,
Wszystkich ludzi namawiali,
By Go ukrzyżowali.

Widząc Syn mój, że ma umrzeć,
Dobrowolnie się wydał,
Ofiarował im swój żywot,
Krwi przelać nie żałował.

Przed swą śmiercią swe boleści
I męki mnie objawił,
A Judasz przez swoje złości
Mistrza swojego zdradził.

Gdy rano w zielony czwartek
Na śmierć się już gotował,
Wnet na sercu wielki smutek,
Między nami panował.

Na ostatek całowałam
Tę Jego twarz przesmutną,
W rękach Jego omdlewałam,
Przez tę żałość okrutną.

Społem idąc z Nim z Betanii,
Poszłam Go odprowadzić,
Przez wielki czas ani słowa
Nie mogłam doń przemówić.

On na mnie smutnie poglądał,
Gdy odchodził ode mnie;
„Miej się dobrze Moja Matko,
Nie przyjdę już ku Tobie.”

Ten dzień bardzo mi się dłużył,
Bo bez mi-łego Syna,
Jeszcze mnie więcej zasmucił,
Ten głos miłego Jana.

Który w nocy ku mnie przyszedł,
Przyniósł smutną nowinę,
„Matko, Syn Twój już pojmany,
Teraz, temu godzinę.”

Do Jeruzalem poszłam,
Abym się z Nim widziała.
Całą noc na drodze stałam,
Wszystkie męki słyszałam.

Żydzi Mu też krzyż z drzewa
Z pośpiechem zgotowali.
Że na nim Pan Jezus umrze,
Z tego się radowali.

Rano Jezusa wywiedli,
Wielce skatowanego,
On był wielce odmieniony,
Pokrwawiona twarz Jego.

Ręce z tyłu ma związane,
Na szyji łańcuch wielki,
Włosy wszystkie potargane;
Jak musiał cierpieć męki.

Potem wiedli do Piłata,
On Go kazał biczować,
Okrutna żołnierzy rota
Dała Go koronować.

Krew spływała z głowy Jego,
Ciekła przez święte lica;
O czyby wam, miłe matki,
Nie pękło serce wasze!

Na ostatku drzewo krzyża
Włożyli na ramiona,
Chciałam się ku Niemu zbliżyć,
Zostałam odepchniona.

Za Nim idąc aż na miejsce,
Na górę Kalwaryji,
Lud Go dłużej cierpieć nie chce,
Do krzyża Go przybili.

Przystąpiłam pod krzyż Jego,
W górę Nań spoglądałam,
Tu krew świętą z Jego ciała,
Wszystka na mnie spływała.

Oczekując kiedy skona,
Bym Go w grobie złożyła,
Wzięto ciało z mego łona;
Serce boleść przebiła.

Wiedzcie, chrześcijanie mili.
Com ja dla was cierpiała,
Ażebym wam w każdej chwili,
Ku pomocy stawała.

Wy chociaż małe cierpienie
Na tym świecie znosicie,
Czemu Bóg dopuścił na was,
Przeciw Bogu bluźnicie.

Jam nie przewiniła wcale,
Cierpiałam jako wiecie;
Wy nie przestajecie grzeszyć,
Do piekła celujecie.

Mój smutek, Jezusa rany,
Każdy raz odnawiacie,
Mimo obietnic spowiedzi,
Znów na nowo grzeszycie.

Gdy chcecie być ze mną w niebie,
Znoście mężnie przykrości,
Doświadczajcie samych siebie,
Naśladujcie w stałości.

W niebie wam Bóg wynagrodzi
Wszystko co tu cierpicie,
Wasze ciężkości osłodzi.
Da w niebie wieczne życie.

Za wszystkie Twoje boleści
Któreś tu wycierpiała,
Dziękujemy Ci z wdzięczności.
Tobie, Panno Maryja.

Te gorzkie łzy z Twoich oczu,
Coś wylała na ziemi,
Niech będą nam ku pomocy.
Gdy ze świata zejdziemy. Amen.

Wykonanie Utworu: Smutną pieśnią zaczynamy


Aleksandra Scharner uczennica III roku w klasie skrzypiec Piotra Stożyńskiego z ZSM w Gdańsku- Wrzeszczu

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *