Jasełka

Jasełka dla dzieci 3-4 letnich

przez Posted on 1 Comment 1 min read 2585 wyświetlenia

SCENARIUSZ JASEŁEK DLA DZIECI 3 – 4 LETNICH

 

Wszyscy:

Patrzcie! Patrzcie, jaka szopka!

Cała w białych, srebrnych kropkach!

Nad nią gwiazdka, jak ze szkiełka…

No, to zróbmy dziś jasełka!

 

Aniołek:

Mam skrzydełka z białych piór

i fartuszek w złoty wzór,

białe wstążki i rajstopki…

 

Wszyscy:

Dokąd idziesz?

 

Aniołek:

Ja do szopki!

A to, kto?

 

Wszyscy:

To Diabełek! To Diabełek!

Nos ma czarny, jak węgielek!

 

Diabełek:

Daj mi piórko ze skrzydełka!

Jedno piórko dla Diabełka.

 

Aniołek:

Nie dam! Nie dam!

I nie będziesz za mną biegał.

Kopytkami brudzisz śnieg!

 

Pasterz:

Oj, dostaniesz zaraz lanie

za to brzydkie dokuczanie!

Zaraz głośno strzelę z bata,

przegnam Cię na koniec świata!

 

Diabełek:

Nie! Nie! Nie!

Ja też iść do szopki chcę.

Fiku – miku, śnieżny fiołek,

będę grzeczny, jak Aniołek!

 

Wszyscy:

No to chodźmy, chodźmy prędko!

 

Luli, luli, li

W szopce dziecko śpi.

Damy, damy mu do rączki

białe piórka, białe wstążki,

niech spokojnie sobie śpi.

 

mgr Danuta Milinkiewicz

Samorządowe Przedszkole Nr 2

  1. Misia Uszatka w Węgorzewie.

 

Jasełka
Jasełka

Scenariusz Jasełek dla Dzieci

przez Posted on 0 Comments 23 min read 1096 wyświetlenia

Występują: Narrator (4x), archaniołowie: Gabriel, Michał i Rafał, mały Aniołek, diabły: Lucyfer, Boruta i Azazel, nawrócony diabeł Rokita, Kacper, Melchior, Baltazar, żyd Icek, Herod, Śmierć, Józef i Maryja, Kuba, Maciek

 

NARRATOR I: Pan Bóg już stąpił do nas na ziemie,
I jako dawny obyczaj każe,Chcemy więc uczcić Go przedstawieniem,

Jasełka Chcemy nieść Jemu w darze…

Dziś w świecie modne są udziwnienia,

Lecz my normalni – nic się nie zmienia;

Będzie więc Herod i aniołowie,

Diabły, pasterze i 3 królowie…

Lecz byście się tu nie zanudzili,

Żeśmy realia uwspółcześnili…

Co z tego wyszło – wnet zobaczycie…

Ufam, ze końca tu dosiedzicie…

No, czas zaczynać, a w pierwszym akcie,

Światy dwa staną tutaj w kontakcie…

Anioły widzieć będziem z diabłami,

Jak to się stało? – zobaczcie sami…

ARCH. GABRIEL: – Michał!, Rafał!!

Szybciejże, bracia, moc pracy czeka,

Bóg przecież dzisiaj w postać człowieka

Już ma się wcielić, roboty masa!

ARCH. MICHAŁ: – Czego tak wrzeszczysz, jest już i Rafał!

ARCH. GABRIEL:- Czego tak wrzeszczę? Bo się guzdrzecie!

Trza jeszcze tyle zrobić na świecie!…

Uszczelnić szopkę, wyczyścić bydło…

Wzięliście mopy, szczotkę i mydło?

ANIOŁEK: – Hallo!!

ARCH RAFAŁ: – A co ty tutaj robisz, mój drogi?

My się spieszymy, nie właź pod nogi!

ANIOŁEK: – Ale ja właśnie chciałbym wam pomóc…

Nie chcę tak siedzieć bezczynnie w domu!…

No i do pracy chciałem się zgłosić…

Bo tak tu siedzieć?! – mam tego dosyć…

ARCH MICHAŁ: – Nie marudź, mały, zmykaj do nieba,

Dzięki za pomoc, ale nie trzeba…

ARCH. GABRIEL: – Ej, młody, nie rób tu miny takiej,

Chyba nie płaczesz?! No, bądź chłopakiem!…

ARCH. RAFAŁ: A może weźmy z sobą małego?

Sprytny jest – w szopce zda się do czego…

ANIOŁEK: – Tak, proszę! Weźcie! Ja wam pomogę!

Co trzeba, zrobię!

ARCH. MICHAŁ:- Lecz przecież w drodze

Nie zdążysz, mały, lecieć za nami!

ANIOŁEK: – Ja będę szybko machał skrzydłami!

Przecież przed sobą was będę widział…

Ja na WF-ie wyprzedzam Mig-a…

ARCH. MICHAŁ: – No, dobra, krzyknij, jakbyś zostawał…

Ale uważaj, bo drogi kawał

Lecieć będziemy „strefą niczyją”…

Tam można diabły spotkać!… Tam biją… !

ARCH. RAFAŁ: E tam, już nie strasz go, o Michale,

Dawno tam diabłów nie widać wcale…
Na ziemi w szopce będziesz pomagał,ARCH. MICHAŁ: Dobra, już, dobra, ale uważaj…

A teraz w drogę, bo późno strasznie…

ARCH. RAFAŁ: – Trzymaj się, młody, w locie nie zaśnij, (hehe)

(odliczają – 3, 2, 1   FIRE!!!!)

 

 

ANIOŁEK:  – Matko, jak poszli!, jak to zrobili?!

Palenie skrzydeł se urządzili?!…

Lecz ja ich złapię, zaraz dogonię…!

Ale gdzie teraz?… no, pięknie!- koniec!!!

(krzyczy) Hej, zaczekajcie, ja nie Kubica!!!…

Ale… usłyszą… pusta ulica…

A gdzież ja jestem, o Matko Boska!

Toż ja myślałem, że droga prosta!

W prawo – czy w lewo?! Czy w dół, czy w górę?!

Na ziemię skręcić tu, czy za chmurą?…

Trza chyba wracać…Coś chyba widzę,

Ze się zgubiłem… ech, ciut się wstydzę…

Ale… KTÓRĘDY?!! Która to droga,

Ta?!…, może tamta wiedzie do Boga?!!

Co ja mam zrobić?… mój Boże drogi…

Nie wiem, gdzie jestem! Zmyliłem drogi!…

Ale… Ktoś jest tu!! (krzyczy): Hej!!! CZEKAJ!!!

Możesz mi pomóc?

Chyba zgubiłem drogę do domu…

ROKITA (wersja – diabeł): A kim ty jesteś?! Skąd się tu wziąłeś?…

ANIOŁEK: – Ja z nieba lecę, jestem aniołem.

Miałem na ziemię trafić, lecz teraz

Boję się strasznie i chcę do nieba…

ROKITA: – Aniołem mówisz?… Ot, to zagwostka!

Chcesz, bym ci pomógł w niebo się dostać? Hihihi…

ANIOŁEK: – Czemu się śmiejesz? O co tu chodzi?

I kim ty jesteś?! Czy coś mi grozi?!…

(zaczyna płakać)

Trzeba posłuchać było aniołów…

Mówili, żeby nie ruszać z domu…

ROKITA: – No, nie płacz… nie płacz… Już ci pomogę!

Zaraz ci szybko pokażę drogę.

ANIOŁEK: – A kim ty jesteś?

ROKITA: – Ech… – nie chcesz wiedzieć…

Ważne, że pomóc chcę ci w potrzebie…

ANIOŁEK: – Ale… nie jesteś ty diabłem chyba?

ROKITA: – Jestem, nie jestem… nie ma co gdybać…

ANIOŁEK: – Bo Michał mówił, żeby uważać,

Bo jak mnie złapią…

ROKITA: – Możesz nie gadać?!

Jak nas usłyszą moi koledzy,

Masz przerąbane!… Możesz mi wierzyć!…

(pokazując,… powoli na horyzoncie pojawia się diabeł Boruta)

Leć do tej chmury, potem na lewo.

I stamtąd prosto już będzie niebo…

ANIOŁEK: – Matko Najświętsza! Tyś diabeł chyba!…

I chcesz mi pomóc?

ROKITA: – Mówiłem, Spływaj!!…

Nie ma już czasu!!… Już!!… Ani chwili!


ANIOŁEK:
– Już lecę… Bardzo, bardzo dziękuję!Nie chcę, by inni cię zobaczyli…

Może i ja kiedyś cię uratuję…

ROKITA: – Poleciał w końcu!… ale gaduła!

Lecz, z drugiej strony… – miła gębula…

Więcej niech drogi złej tu nie szuka…

(diabeł Borta już za nim, odwracając się spostrzega go, ten wszystko już słyszał i widział)

O, w mordę jeża!!… diabeł Boruta!!…

DIABEŁ BORUTA: – Ja chyba śnię tu! Na diabłą rogi!

Anioł zabłądził, pomylił drogi…

Mieliśmy w garści białasa tego!

A tyś pokazał mu, gdzie jest niebo?!!

I zwiał nam teraz! – Zapłacisz za to!!…

Rogi ci utnę, zdradziecka szmato!!

ROKITA: – Ale to jeszcze malec był przecie…

  1. BORUTA: – Tłumaczyć będziesz się ty przed szefem!

Znalazł się, kurna, drań z Caritasu!!…

Cierpliwy byłem… – ale do czasu!!

Zawsze ty jakiś odmieniec byłeś!

Już jako dziecko zła nie lubiłeś!

A teraz, gdy do gimnazjum chodzisz,

To tylko nauka jest ci wciąż w głowie!

Zamiast normalnie pić, bić i palić,

Ty chcesz tu uczyć się doskonale!

Znam twoje stopnie! I wiem też wiele!

Jestem tam przecież nauczycielem!

Lecz się za ciebie weźmiem, kolego

(łapie go za ucho, prowadzi)

od dziś już „zero tolerancji dla dobrego”!!!

(wchodzi Lucyfer)

Jest i Lucyfer… posłuchaj, szefie…

Wieści ci niosę – pewnie chcesz wiedzieć,

Że mały biały durny aniołek

W strefie niczyjej pomylił drogę…

I w sumie wpadł już w diabelskie sidła…

Mały był jeszcze… bez szans się wyrwać!

LUCYFER: – Wspaniała wieść to! Wręcz wyśmienita!

Taki prezencik, to jak chiquita

Nie zwykły banan!… Będzie zabawa!…

Dawaj go!! Będziem go męczyć zaraz!

Jak ja nie cierpię aniołów głupich!

Każę mu zaraz skrzydła wyłupić!…

  1. BORUTA: Lecz widzisz, szefie… ten młody diabeł

Zepsuł nam „nieco” naszą zabawę!…

Widzisz… on pomógł jemu w potrzebie…

Pokazał drogę… anioł już w niebie!…

LUCYFER: – Coś ty powiedział? Puścił anioła?!!

Przecież czyn taki o pomstę woła!!!

Wiesz, coś uczynił?!! – zdradziłeś piekło!!!

ROKITA – Ale to było wszak jeszcze dziecko!…

LUCYFER: – No, właśnie! Dziecko mogliśmy złapać!

Jak byś dużego anioła złapał?…

Mocniejsze od nas są, mówiąc szczerze…

 

ROKITA: – Więc ty się boisz ich, Lucyferze?!…

Jeszcze raz mówię!… to dziecko było!

LUCYFER: – Jak ja cię zaraz przywalę w ryło!…

4

Będziesz mi tutaj prawił kazanie?!!

Dać mu sto batów na pożegnanie!

Ściąć skrzydła, rogi, i won na ziemię!

Tak to się karze zdradzieckie plemię!!!…

ROKITA: – I dobrze!… dosyć mam zła i piekła!!…

LUCYFER: – Patrz go! – to bestia jakaś zaciekła!

Więc dwieście batów! I nieśmiertelność

Też niechaj straci! Co za nikczemność!!

Cóż to za buta!! – tak do mnie mówić!!

Precz z moich oczu! I won! – do ludzi!!…

Wymierz, Boruto, karę z diabłami!

A teraz odejść!…

BORUTA: – Chodź ze mną, zdrajco…

(nieomal czule, z ironią) – jesteś pod „dobrymi” skrzydłami…

 

AKT II

 

 

NARRATOR II: Tak to w złym świecie dobroć się karze…

Lecz czy do końca? – to się okaże…

Teraz akt drugi… – już miedzy swemi…

– Twardo będziemy stąpać po ziemi…

Pasterze oto już po dniu pracy…

Tam, przy ognisku siedzą biedacy…

Każdy zmęczony, o spaniu marzy…

Lecz znając życie… coś się wydarzy…

KUBA: – No, siądźmy Maćku w końcu po pracy…

Jak dobrze mają wszyscy rodacy,

Co w biurach siedzą… ot, osiem godzin,

A potem laba, i witaj w domu…

MACIEK: – Ech, nie tak prosto bydła pilnować…

Od wschodu po zmierzch trzeba harować…

KUBA: – Tyle, ze studiów nie kończyć trzeba…

Taki pożytek jest z tego chleba…

MACIEK: – A co tam studia, w Brytanii kraju,

To i bez studiów jak zarabiają…

KUBA: – Ale wyjeżdżać na świata koniec?…

Nie!, wolę ja już zostać tu w domu…

MACIEK: – Ano tak, Kubo… już na tej ziemi

Kości my złożym z ojce swojemu…

KUBA: – A młodzi mówią, ze my idioci,

Z głodu pomrzemy tu… patrioci…

MACIEK: – Ech, szkoda gadać, takie to czasy…

Lecz cóż to, Kubo, są za hałasy?

 

KUBA: – Nie wiem, ja, Maćku… Ktoś jakby płacze?…

Czy coś się stało?… pójdę – zobaczę…

Hej!… jest ktoś tutaj?… Niechaj zobaczę…
Co ci się stało?!… Maćku kochany,O Dobry Boże!! Ktoś tu?! Co, płaczesz?!…

No popatrz, popatrz, kogoś tu mamy…

MACIEK: – Na wielkie nieba! To jakiś młodzik!…

Co ci jest chłopcze?… O co tu chodzi?…

Czemu ty płaczesz?… Chodź do ogniska,

Niech ci się chociaż przyjrzymy z bliska…

KUBA: – Głodnyś ty może? Posiłek marny…

Lecz zapraszamy… – MAĆKU!.. to czarny!!…

MACIEK: – Co też ty mówisz?!! Czarny z Afryki?!

Uważaj, może to jakiś dziki?!!!

KUBA: – Cichaj!! – Bo jeszcze nas aresztują!

Od czasów Beger wszystko filmują!…

Ty nie mów: „czarny”, ani: „poganin”…

To jest, kolego… „afroamerykanin”!!!…

MACIEK: – Racja!… Przepraszam, panie murzynie!

Znaczy się… afroamerykaninie!…

ROKITA (wersja – człowiek): – Nie jestem murzyn, drodzy panowie…

A nawet gdyby… to ja też człowiek!…

KUBA: – Pewnie, ze człowiek.!.. Bzdury gadamy…

My nie skinchedzi… wszystkich kochamy!…

(na stronie) Musi, oberwał, Maćku, po głowie…

Czarny – nie murzyn!… – wyobraź sobie!…

MACIEK: – Nieważne, Kubo… znać, ze ma biedę…

A może to… syn Olisadebe?!…

KUBA: – Poważnie mówisz?!…

MACIEK: – Nie wiem, idioto!

Po prostu, może spytaj go o to!…

KUBA: – Może i racja… hmm… – chłopcze drogi…

Co cię sprowadza w te nasze drogi?…

MACIEK: – I czemu płaczesz, jeszcze nam powiedz?

Czyżby cię skrzywdził jakiś zły człowiek?…

ROKITA: – Moi kamraci mnie wyrzucili…

I na ostatek, jeszcze pobili…

Za to, zem trochę serca okazał,

I zgubionemu drogę pokazał…

KUBA: – Cóżesz ty mówisz!… A to niecnoty!!…

Jakieś bandziory!! Kawał hołoty!!…

MACIEK: – Trza będzie zgłosić to do stolicy!

Już im minister ziobra policzy!…

KUBA: Ale to potem, chodź bracie teraz,

Gościnność – mówią – bramą jest nieba!

MACIEK: – No i dość pytań! – siadaj tu z nami…

Bezpiecznyś tu, jak… zając z żubrami!

KUBA: – Nikt cię nie skrzywdzi… oto posiłek,

Częstuj się… śmiało!… musisz mieć siły…

(na stronie) Musiał być głodny… ależ zażera!…

MACIEK: – I prawdę gadał!… Niech mnie cholera (ups!…)…

Poobijany, ze aż strach, cały…

Musi, te dranie tak go skopały!…

Trzeba mu pomóc, Kubo, koniecznie,

Ale niech noc se prześpi bezpiecznie…

 

KUBA: – Jutro do miasta z nim trza iść będzie.

Zgłosimy sprawę tę na komendzie!…

ROKITA: – Dzięki wam, mili moi panowie!
Dobrzyście ludzie! – i być tu wolę,Przyznam, ze nieźle podjadłem sobie…

Niźli w tym smętnym piekielnym kole!…

A tak straszyły mnie diabły wredne,

Że tu na ziemi już szybko szczeznę…

Że mi już tutaj nikt nie pomoże…

MACIEK: – Cóżesz ty pleciesz, mój Dobry Boże!

Jakie szatany, i jakie koło?

Puknij się, młody, ty może w czoło?

KUBA: – Cichajże, Maciek, wszak go obili!

Pewnie mu klepkę w głowie zruszyli…

Ja również z tego rozumiem mało…

Musi, zdzielili go bez łeb pałą!…

MACIEK: – No, racja Kubo, ot, baran ze mnie!

Toć go obili! No racja! Pewnie!…

A ja tu jeszcze krzyczę na niego…

Połóż się może do snu, kolego…

Weź tu me futro, Kuba da swoje…

Najlepszy sen jest na wszelkie znoje…

KUBA: – Połóż się, połóż, bracie kochany,

I śpij spokojnie! – my tu czuwamy…

ROKITA: – Spanie, mówicie?… A co to znaczy?… (ziewa)

Nigdy nie spałem… (ziewa), chciałbym zobaczyć…

Ja diabłem byłem, nie wiem, co znaczy…chrrr (zasypia, pochrapuje)

MACIEK: – oj, dostał nieźle ten nasz biedaczek…

KUBA: – Sen mu potrzebny! – byłem ja kiedyś

W szpitalu w mieście w jakiejś potrzebie…

Lekarz przyjemny, mądry, uczony,

Pyta mnie – gdzie ja ubezpieczony?…

„prywatnie, czy też to w NFZ-cie”?

Ja mu – „prywatnie? – nie, nigdy w świecie,

Przecież to drogo… Nie stać mnie na to”…

Więc mi mój doktor dał radę taką:

„skoro tak – mówi – tak, panu powiem,

Śpij se pan dużo, bo sen… to zdrowie”…

No i faktycznie! – spałem i spałem,

Aż tę chorobę przechorowałem!…

MACIEK: – Więc i my śpijmy, nie ma co zwlekać,

Jutro wszak ciężki dzionek nas czeka…

– Dobranoc…

KUBA: – Dobranoc…

 

NARRATOR II: Spaliby sobie smacznie do rana…

Lecz… noc nie mogła ta być przespana…

Bo Bóg się zrodził w Betlejem, w żłobie,

Budzą pasterzy więc aniołowie…

 

 

 

ARCH. GABRIEL: – Wstańcie pasterze! Czas się wypełnił!

Bóg na świat przyszedł, Słowo swe spełnił!

ARCH. MICHAŁ: – Co jest, nie słyszą?! Zbudźcie się, śpiochy!

(wrzeszczy) WSTAWAĆ, PASTERZE! – NIE RÓBCIE WIOCHY!!

KUBA (przerażony, budząc się): Co to?! Kto to?! Policja?!!!

– Panowie władza, nic my nie pili!

Tego czarnego też nie my zbili!…


ARCH. RAFAŁ:
– Policja? Czarny?   Czyście zgłupieli?!!MACIEK: – My go przyjęli i nakarmili…

Wszak my jesteśmy z nieba anieli!…

KUBA & MACIEK – Aaaaaa….

ARCH. GABRIEL: – Wieść wam niesiemy, Bóg na świat przyszedł

Mesjasz się zrodził, by dać wam życie!

KUBA: – A dyć to prawda?!! O, Bogu chwała!

Toć cała ziemia tu go czekała!

MACIEK: – Hosanna!, tyle żeśmy wzdychali,

Wieki tęsknili, wypatrywali…

KUBA: – Co mamy robić, o aniołowie?!

Jak uczcić Boga w ludzkiej osobie?…

ARCH. MICHAŁ: No właśnie, po to my was budzimy,

I w środku nocy do was lecimy…

Idźcie, uczcijcie go swym pokłonem,

Tu, pod Betlejem – stajnia Mu domem…

ARCH. RAFAŁ: W złobie w Dziecięciu zamknione niebo!

Idźcież czym prędzej do Króla swego…

MACIEK: – Pewnie, że pójdziem – w tej to godzinie,

Pokłon oddamy Bożej dziecinie…

KUBA: – Dary też Jemu z serca oddamy…

Tylko, że, Maćku…, my nic nie mamy…

ARCH. GABRIEL: – Nieważne dary, serca Mu dajcie,

Kolędę jaką też zaśpiewajcie…

ARCH. RAFAŁ: – My już lecimy… wy nie zwlekajcie,

Ale czem prędzej razem ruszajcie!… (odlatują)

MACIEK: – Dobrze, anieli, tak i się stanie!

Chodź z nami, czarny, nie czas na spanie!

KUBA: – Szkoda go budzić… lecz trza to zrobić…

Nie co noc Pan Bóg rodzi się w żłobie!…

Wstawaj, kolego!… Ruszać nam trzeba,

Witać naszego Mesjasza z nieba!

ROKITA: – Nie śpię, ja archaniołów widziałem…

I, ze śpię, tylko… tak udawałem…

Ja się ich trochę, też… przestraszyłem…

Przecież mówiłem… ja diabłem byłem…

MACIEK (na stronie): – Jeszcze nie przeszło mu, biedakowi…

Dobrze już, potem nam to opowiesz…

KUBA: – A teraz prędko, ruszajmy w drogę,

Bo toć Betlejem za Wasilkowem!…

Kawałek drogi do przejścia mamy,

Nie guzdraj, bracie, ino ruszamy!

MACIEK: – Lecz jeszcze zdradź nam, jak się nazywasz

Nie będziem „czarny” ci mówić chyba…

Ja jestem Kuba, a to jest Maciek…

A jak Cię zowią, nasz czarny bracie?

ROKITA: – Ja już nie „czarny”, jakby kto pytał…

A zwą mnie prosto… Jaśko… Rokita…

 

AKT III

NARRATOR III: Teraz się zacznie tutaj akt III,

Strzeżcie się starcy, bójcie się, dzieci!

Będzie w nim Herod ze śmiercią gadał,

Diabły też będą… oj, biada, biada…

 

HEROD: – Co by tu zrobić, czym by się zająć.,

Coś muszę zrobić, tu nie zwlekając…

Coś nudno jakoś w pałacu moim!

Może się… zajmę wyglądem swoim?

I operację plastyczną zrobię…

Co! – jak mógł Jackson, może i człowiek!

Ale… to chyba nie jest konieczne!…

Przecież i tak ja będę żył wiecznie…

Taką uchwałę zaraz wprowadzę!

Taki przywilej mających władzę!…

Potem… zjem obiad, i się położę…

Ciężko się żyje królom… Mój Boże…

(wpada śmierć)

ŚMIERĆ: – No, siema, Herod, to ja już jestem!…

Se pomyślałam – wpadnę ciut wcześniej…

HEROD: – A kim ty jesteś? To jakieś czary?

Jakżeś tu weszła?

ŚMIERĆ: – No wiesz, co?! Stary!…

Śmierć przecież jestem, co ty, nie czaisz?

Przyszłam cię tutaj życia pozbawić…

Zbieraj się szybko, bo nie mam czasu!

HEROD (wrzeszczy): STRAŻ!!!

ŚMIERĆ: Przestańże wrzeszczeć, oszczędź hałasu!

Hałas źle działa mi na psychikę…

A w tej robocie bez niej żeś nikim!…

Nikt mnie nie kocha, nikt nie napisze…

(pociąga nosem) Więc chyba mogę chociaż mieć ciszę!!

HEROD: – Ale ja przecież wiecznie żyć miałem!

-Dekret królewski o tym wydałem!

ŚMIERĆ: – Swój dekret wsadź se w … kieszeń, kolego!

Dla mnie rozkazy wydaje niebo!

HEROD: – Nie mogę umrzeć tutaj, jak prostak!

Mów, czego pragniesz, i co chcesz dostać?

Wszystko ci oddam! Masz, bierz – nie liczę!…

Jam prawie Bogiem!…

ŚMIERĆ: – Prawie… robi różnicę!…

No, co ty, stary! Po co mi tyle?

(śpiewa) nie dbam o kasę, nie dbam o bilet,

Ściskając w ręku… (przerywa)… a to się rozmarzyłam się!…

No, nie zagaduj mnie tu już więcej.

Nie chcę ja złota, nie chcę pieniędzy!

Patrz – i dziewiąta już prawie bije…

Pora ci, koleś, urżnąć tę szyję!…

HEROD: – Czekaj! Dziewiąta? – toć ósmej nie ma…

Za wcześnie!

ŚMIERĆ: – Która? – to jakaś ściema!…

HEROD: – Nie, ja zegary mam znakomite!


ŚMIERĆ:
– No, to już nie wiem, o co tu chodzi…Są sterowane przez satelitę!…

Moja klepsydra… też spoko chodzi…

A, wiem już! (uderza się w czoło), Koleś! – Nie zaczaiłam

Że czas się zmienił!… no, przeoczyłam!…

Roboty tyle, urwanie głowy…

I… zapomniałam, że czas zimowy…

Więc, stary, jeszcze godzinkę mamy,

Wyluzuj, zapal… se pogadamy…

HEROD: – Dzięki, nie palę… uff, było blisko!…

Powiedz mi, czemu umrzeć mi przyszło?…

ŚMIERĆ: – Wiesz… ja dokładnie to ci nie powiem…

Nie mogę… ale… jest już z nami Bóg – Człowiek…

On świata Królem!… przyszedł na ziemię,

Tu, jako dziecko …tu, pod Betlejem…

(telefon do niej dzwoni) przepraszam, moment…

Hallo?… Robota?… co? Pomieszali?

I zamiast corhydronu podali?!…

No, ale numer, niezła zadyma..

Jasne, że będę… tak – mam godzinę…

Gdzie lecieć? Polska?

Wiem, o co chodzi…

Na pogotowiu bywam tam w Łodzi…

(do Heroda) Dobra, kolego, w Polsce afera,

I śmierć niestety, musi się zbierać…

Więc masz godzinkę… potem tu wracam,

I cię szybciutko o główkę skracam… 🙂

Na razie bywaj…

HEROD: – Uff… Było blisko!

Lecz można zmienić jeszcze to wszystko!

Tylko co zrobić? Co zrobić teraz?!

Ten król, to dziecko… jasna cholera!…

DIABEŁ BORUTA: – Nie wiesz, co zrobić? Prosta jest rada..

Dziecię po prostu zabić wypada…

HEROD: – A kto to znowu?! No, bez przesady!

Znów wlazły stwory! To jakieś dziady?!!!

Tu jest porządny królewski pałac!

Macie się z niego wynosić zaraz!

  1. BORUTA: – Popatrz no, chama! My chcemy pomóc,

A ten tu chce nas wyrzucić z domu!

  1. AZAZEL: – Co trzeba zrobić, to przecież wiemy,

Lecz, gdy nas nie chce, no to idziemy!…

HEROD: – Zaraz, czekajcie! Chcecie mi pomóc?!

A więc.. rozgośćcie się w moim domu…

Mam zaszczyt gościć kogo tym razem?

  1. BORUTA: – Diabeł Boruta… diabeł Azazel….

Dobra, posłuchaj, bo czas cię nagli,

Radę ci dobrą podadzą diabli!

  1. AZAZEL: – Każ zabić tego króla małego,

Sam będziesz rządził, gdy braknie jego!

  1. BORUTA: – Ty dalej będziesz wówczas królował,

Gdy konkurencji spadnie wszak głowa!…

 

 

HEROD: – Ha! – pomysł przedni! Lecz problem mamy!

Jakże to dziecko my rozpoznamy?

Śmierć powiedziała, ze pod Betlejem…

Lecz które dziecko? – ja oszaleję!!!…

  1. AZAZEL: – Jest na to sposób – można go dostać,


HEROD:
– To nierealne! – tego rozkazuGdy wszystkie dzieci zabić dasz rozkaz!

Nikt nie wykona – mówię od razu…

  1. BORUTA: – Nas zapominasz! My pomóc chcemy!

Tylko cyrograf mały spiszemy,

Że prawo do twej duszy my mamy!

Podpisz, i wszystko!… zaraz ruszamy…

  1. AZAZEL: a wiedz, ze idą już trzej królowie

Tamtemu oddać pokłon w tej dobie!,

Nie mogą wrócić oni do domów,

Bo wieść rozniosą…, więc, po kryjomu… (gest podrzynania gardła)

Także rodzinę Króla małego…

I wszystkich świadków… Rządzisz, kolego!…

  1. BORUTA: – Za wszystko jedna cena – cyrograf!…

HEROD: Zgoda!, tak zróbcie!

  1. BORUTA: – Dawaj autograf! (podpisuje)
  2. AZAZEL:(głośno) To my lecimy! (cicho) ale on głupi!

My zło uczynim, na nim się skupi!

I tak Mesjasza przecież szukamy!

A teraz jego duszę już mamy!…

HEROD: – Więc kwestia rządów już zapewniona!

Bezpieczna dalej moja korona!…

Teraz trza tylko od śmierci uciec…

Zaraz!… mówiła, ze TUTAJ wróci!…

Lecz ja nie głupi… mnie TU nie będzie!…

Niechaj se szuka w pałacu wszędzie!…

Odleci szybko, zajęta ona…

Ja będę żywy, ona… wkurzona! (hihihihi)

Potem panować będę tu wiecznie!

Teraz uciekam… tam, gdzie bezpiecznie!…

 

 

AKT IV

 

 

 

NARRATOR IV: – W akcie ostatnim już czas na finał:

Będą Królowie, Święta Rodzina,

Diabły, anioły… niezła zadyma…

Cicho!… bo już się to rozpoczyna!…

 

KACPER: – Bracie Melchiorze, już czasu tyle

Idziemy razem, ani przez chwilę

Nie pomyślałeś, ażeby wrócić?

MELCHIOR: – Wrócić? No Kacprze – nie jestem głupi!

Teraz, gdy blisko już Władca Świata,

Ja mam z powrotem do żony wracać?

Poczeka trochę, nic się nie stanie…

Tylko na dobre to wyjdzie dla niej!…

KACPER: – Ja także wracać nie myślę wcale…

Przewodnik drogę zna doskonale…

BALTAZAR: – No, jak ma nie nać, jest żydem przecież…

KACPER: – Oj, Baltazarze, za głośno pleciesz!
Bo wyjdzie, żeś jest antysemita!Wszak lepiej mówić… „Izraelita”…

BALTAZAR: – Ja?! – w życiu!, ale w jasełkach chyba

Potrzebna zawsze jest rola żyda!

KACPER: – No, ale tak, to brzmi obraźliwie!…

Chciałbyś, bym mówił ci tu, „ty żydzie”?

ICEK: – No… Po co się kłócić, Jaśnie Panowie,

Kłótnie prawnukom zostawmy sobie…

Za dwa tysiące lat, myślę, będzie

Tu między nami i wojna wszędzie…

Wy – arabowie, no i my – żydzi…

Jeszcze się zdążym i za nich wstydzić!…

Dziś się nie kłóćmy, nie obrażajmy,

Wspólnie idziemy, to pogadajmy!…

MELCHIOR: – Rację masz, Icek! Jeszcze daleko?

ICEK: – Do onej szopki? – nie, tu, za rzeką…

MELCHIOR: – Dobrze prowadzisz, powiem ja tobie…

ICEK: – Nu… wszak za darmo tego nie robię!…

BALTAZAR: – Cóż… prawdę mówiąc, to bierzesz sporo!…

ICEK: – Nu, ale dzieci mam piętnaścioro!

I żonce tez trza coś czasem kupić…

Jaśnie Pan może extra coś rzuci?…

BALTAZAR: – Chyba ci extra kopa wypłacę!…

MELCHIOR: – Nie złość się, co ty, – taką ma pracę!

Taka tradycja… też się targujesz,

Gdy na bazarze figi kupujesz…

KACPER: – Patrzcie, znów gwiazda zaczęła świecić!!!

Zaraz ujrzymy już Boże dziecię!…

BALTAZAR: – Lecz cóż to?!… stajnia?!… Jacyś pasterze?!…

Biedni rodzice?!… no…, mówiąc szczerze…

Myślałem, ze tu ujrzę pałace…

Służbę z aniołów że tu zobaczę…

ICEK: – Lecz to już tutaj, to prawda czysta!

A o mnie mówił… materialista…

Widzisz… ja Pismo znam przecież trochę…

Mówią…, dla Jahwe złoto jest prochem…

KACPER: – Rację masz, Icek! Szybko, Melchiorze,

Choć nie w pałacu – to Dziecię Boże!…

Więc już nie mędrkuj, o Baltazarze,

Chodź – złożym pokłon, i Jemu w darze

Mirrę i złoto… trochę kadzidła…

MELCHIOR: – Chciałeś aniołów?… no! – ten ma skrzydła!…

BALTAZAR: – Lecz cosik bracie… on jakiś mały…

MELCHIOR: – Nie rób przykrości !- sczerwieniał cały!…

ANIOŁEK: – Może nie jestem ja jeszcze duży,

Lecz Panu Bogu chcę wiernie służyć, o!!!

I dla Maryi, i dla Józefa!!!

Chcecie dać dary? – trzeba poczekać!

Bo teraz pokłon dają pasterze!

BALTAZAR: – Każe nam czekać?! No, ja nie wierze!…

ANIOŁEK: – CICHO!!!

 

KACPER: – Wszak już miłości jest prawo w świecie…

Wszyscy przed Bogiem my równi przecie…

KUBA: – Mesjaszu, Boże, my ludzie prości,

Nie mamy czym Cię tutaj ugościć…

Lecz przyjmij, Panie, choć serca nasze,
Nic więcej, Boże, my już nie mamyI dary skromne.. – ot ser i kaszę…

Ale ci siebie samych składamy…

MARYJA: – Wstańcie, kochani, wystarczy serce…

Jemu nie trzeba wcale nic więcej!

Patrzcie, jak do was się tu uśmiecha…

Nie chciał mi zasnąć… – wciąż na was czekał…

JÓZEF: – Zostańcie jeszcze tu chwilę z nami,

Jak zwą was, bracia nasi kochani?

MACIEK: – Kuba i Maciek, a skoro pytasz-

To jest nasz nowy… Jaśko Rokita…

ANIOŁEK: – Kurcze, no albo mi się wydaje,

Albo ja tego gościa poznaję!…

JÓZEF: – Świetnie, lecz teraz spocznijcie sobie..

Niechże i pokłon dadzą królowie!…

MELCHIOR: – Kacper, Baltazar, Melchior… nasz Boże,

Świat niczym wielkim przyjąć nie może

Tego, co wszystko stworzył z niczego…

KACPER: – Ogarnąć Ciebie nie może niebo!

Więc – także nasze – serca weź w darze…

BALTAZAR: – A, ze dać dary obyczaj każe…

Więc, choć dla Ciebie, to jest jak błoto,

Lecz przyjmij mirrę, kadzidło, złoto…

MARYJA: – Miliście bardzo Synowi Memu!

Liczy się przecież: chęć służyć Jemu,

Wie, żeście wierni, zna wasze męstwo!

Da wam swe Boskie błogosławieństwo…

JÓZEF: – No i wy także zostańcie z nami…

Miło nam przecież być tu z królami…

ICEK: – No więc, i ja też z pokłonem stanę,

A co mi szkodzi! Może dostanę

Ja także Boże błogosławieństwo?

MARYJA: – No pewnie, Icku – popatrz, Maleństwo,

Ufnie do ciebie rączki wyciąga…

(w międzyczasie pojawia się śmierć)

ŚMIERĆ: – Wszyscy szczęśliwi? – no, dla mnie bomba!…

Ja pokłon Bogu też oddać pragnę,

Ale do tego wieści mam marne…

Właśnie skosiłam złego Heroda.

Myślę, nikomu nie jest go szkoda…

Chciał zwiać, i schował się gdzieś z kretesem,

Lecz namierzyłam go GPS-em…

Lecz jeszcze tyle zeń wydusiłam,

Że zło wam grozi… potem zabiłam…

Diabłom ten huncwot zaprzedał duszę!

Więc pomyślałam, że ostrzec muszę!…

Idą tu diabły i chcą was zabić!

Sorki, lecz muszę was już zostawić…

Bo w okolicy mam moc roboty…

Ale ostrzegam… b ę d ą   k ł o p o t y !…

(wychodzi)

 

JÓZEF: – Co, diabły idą? Co my zrobimy?

Przecież się sami nie obronimy!

Aniołów więcej nam tu potrzeba!

Wezwij ich! – niechaj przybędą z nieba!

ANIOŁEK: – Tak, ja już pędzę, już dzwonię właśnie…
„Hallo, tu szopka! Diabły nam grożą!Gorącą linią na 112-cie…

Przyślijcie zaraz eskadrę Bożą”…

Będą tu zaraz, już wylecieli!…

Szybciej, no szybciej, bracia anieli!!!

JÓZEF: – Lecz nim dolecą, bronić się trzeba!

Będziemy bronić tu Króla Nieba!

Królowie, Icek – wy z przodu stańcie!

Pasterze – obok żłóbka zostańcie!

Aniołku – staniesz tutaj, na skrzydle!

Nie przejdą łatwo bestie obrzydłe!…

BALTAZAR: – Wszyscy będziemy Go tutaj bronić,

A jeśli trzeba… zginiem w obronie!…

(wlatują diabły)

  1. BORUTA: Słyszysz, Azazel?! Oni chcą śmierci!

I bardzo dobrze! – będziecie pierwsi!

Może i biegle mieczem władacie,

Lecz naszej mocy rady nie dacie!

  1. AZAZEL: – a z pasterzami ja się uwinę!…

Ty zaś wykończysz Świętą Rodzinę!

ICEK: (wychodzi do przodu) – Po co ten pośpiech – nie bądźcie głupi!…

Dziś jest promocja – chcecie coś kupić?!

Rogi, podkowy?… Nie chcecie zmienić?

Wszystko markowe – i w świetnej cenie!…

(do towarzyszy) Towaru tego ja nijak nie mam,

Lecz chwilę chociaż ich tu zatrzymam…

ROKITA: – Aniołku! – chodź tu – ja wiem, co robić!

Popatrz ty na mnie, przypomnij sobie!

ANIOŁEK: – Wiem, kto ty jesteś!

ROKITA: – Potem wyjaśnię!

Wiem, co trza zrobić – niech ich grom trzaśnie!

Weź szybko wodę, leć do Dzieciątka,

Niechaj jej dotknie tu Jego raczka…

Woda się stanie święconą! – właśnie

Tego się diabły boją najstraszniej!

  1. BORUTA: – No, gdzie te rogi, gdzie te podkowy?!!
  2. AZAZEL: – Chce nas oszukać! Więc trup gotowy!

ANIOŁEK: – Zostaw go! Precz, diabelska przybłędo!

Co, chcesz oberwać? To stawaj ze mną !

  1. BORUTA: Popatrz, to mała pokraka z nieba!

Zaraz inaczej tu będziesz śpiewał!

ANIOŁEK: – Ja będę śpiewał?! Pewnie, ze będę!

Lecz wpierw piekielną wygnam przybłędę!

  1. BORUTA: Aaaaa!… Od rogów palę się do ogona!
  2. AZAZEL: Na Lucyfera! Woda Święcona!

ANIOŁEK: Uciekać mi stąd! Ha!! Diabelskie męstwo!…

KACPER: – Patrzcie, uciekli, HURRA, zwycięstwo!

WSZYSCY: HURRA itd…(chwilkę)

MELCHIOR: – Vivat, Bohater! W górę go, w niebo!…

ANIOŁEK: – Nie, to nie ja!… To pomysł jego!…

(wpadają Archaniołowie)

ARCHANIOŁ 1 – JESTEŚMY!

ARCHANIOŁ 2 – CO JEST?


JÓZEF:
– Nic już – lecz w sumie, to jeśli chodziARCHANIOŁ 3 – Coś wam tu grozi?

O wasze tempo, toście… no właśnie…

Nieco spóźnieni… jak F-16…

ARCHANIOŁ MICHAŁ: – Chmury dziś nisko – wciąż nas zwalniały…

JÓZEF: – Dobra, już dobra!, Aniołek mały

Nas uratował!

ANIOŁEK: – To pomysł jego!

ARCHANIOŁ GABRIEL: – No, młody, dumne jest z ciebie niebo!

I tobie dzięki też!… HEJ!!! To diabeł!!!

Chwytaj, Gabriel, damy mu radę!

ARCHANIOŁ RAFAŁ: – Zobacz, se zgolił rogi i skrzydła,

To jest dopiero bestia przebrzydła!

ANIOŁEK: – Puśćcie go! Szybko! To on mi pomógł!

Kiedy zgubiłem drogę do domu!

To była prawda, ja nie kłamałem!

Wyście mówili, ze coś zmyślałem…

Z wodą święconą też pomysł jego!…

Puśćcie go zaraz!!! Chodź tu, kolego…

ARCHANIOŁ MICHAŁ: – Lecz jak to?! Co to! Toć szatan przecie!

ROKITA: – Ja już nie diabeł… odkąd żem w świecie,

Człowiekiem jestem… Mnie wyrzucili…

Skrzydła wyrwali… no i obili…

Rogi też ścięli… – Lucyfer kazał,

Za to żem jemu wtedy pomagał…

KUBA: – Więc byłeś diabłem?! To się zdarzyło?!

MACIEK: – Myśmy myśleli, że ci odbiło…

ARCHANIOŁ RAFAŁ: – I my też byśmy przeprosić chcieli,

Wybacz, lecz żeśmy wszak nie wiedzieli…

MARYJA: – Dobrze już, dobrze, chodź, chłopcze, do mnie!

Jestem ci wdzięczna szczerze! Ogromnie!

A za ten pomysł święconej wody,

Bóg nie poskąpi ci swej nagrody…

ARCHANIOŁ MICHAŁ:(przez telefon) Hallo! Rozumiem! I tak się stanie!

Rozkaz przekażę, Boże i Panie!

Nasz Ojciec z nieba taką ma wolę!

W nagrodę stajesz się Jego aniołem!

Masz oto skrzydła! I bądź już z nami!

ANIOŁEK: No, ale super!!! Będziemy kumplami!!

ROKITA: EXTRA!, Lecz czarnym aniołem będę?

ANIOŁEK: – No, to się nie myj,

I szybko zbledniesz!…

ARCHANIOŁ GABRIEL:

Wszystkim nasz Ojciec też błogosławi,

Kochajcie Jego, a On was zbawi!

Byliście mężni w próby godzinie,

Więc łaska Jego was nie ominie!

ARCHANIOŁ RAFAŁ: – Lecz z rana wszyscy w Egipt ruszamy,

Gdy minie groza, wówczas wracamy!

Stać się tak musi, to z Ojca woli…

Więc trzeba kończyć nam już powoli…

Raz jeszcze jednak wraz zaśpiewajmy,

Jego Synowi pokłon oddajmy

KOLĘDA (1 zwrotka)

 

MARYJA: – Chodźcie tu wszyscy do Syna mego,

Tu, miedzy nami, jest teraz niebo…

 

NARRATOR IV: – I taki koniec naszych jasełek,

Najwięcej na nich wygrał diabełek,

Co się nawrócił, został aniołem,

I jest szczęśliwy… jak i my społem…

Więc morał taki niech nam zostanie

– trza się nawracać, panowie, panie,

Bo choć nam czasem mylą się drogi,

To miłosierny Pan nasz ubogi…

To bajka tylko, lecz w życiu trzeba

Ze wszystkich sił swych chcieć wejść do nieba!

I kiedyś wszyscy tak tam staniemy…

A za uwagę – dziś DZIĘKUJEMY!!!!

 

Jasełka
Jasełka

Jasełka – Scenariusz dla Dzieci

przez Posted on 0 Comments 21 min read 2160 wyświetlenia

JASEŁKA

 

Osoby: Narrator, 2 archanioły, 2 diabły, 3 królowie, 2 pasterze, Herod, 2 dresiarze (żołnierze Heroda), Józef, Maria (z dzieckiem), Mędrzec, Śmierć

 

AKT I

 

 

 

NARRATOR:

Nadeszły święta, Bóg na świat przyszedł,

Zbawienia łaski dał nam obficie…

Miłość Mu do nas stąpić kazała,

Więc się raduje dziś ziemia cała.

My zaś, jak polski obyczaj każe,

Jasełka chcemy nieść Jemu w darze,

I ofiarować Bożemu Dziecku,

Którego zabić chciano zdradziecko,

Uciekać musiał… historia znana

Dzieciom już nawet opowiadana…

My ją … inaczej troszkę powiemy,

I troszkę też pofantazjujemy…

Lecz takie prawa są przedstawienia,

Że się niektóre fakty… hmm… ciut zmienia,

A może właśnie tak się zdarzyło?

Któż z nas na pewno wie, jak to było?…

Wiec akt nam pierwszy niebo odsłania,

Wszyscy czekają wcielenia Pana.

Oto jest zacny Michał Archanioł,

Sprawdza, czy wszystko przygotowane…

 

ARCHANIOŁ MICHAŁ:

– Wszystko, się zdaje, jest wykonane,

Wszystko powinno pójść zgodnie z planem.

Żłóbek zrobiony, stajnia sprawdzona,

Zwierzęta czyste, ściółka zmieniona,

Cóż… – to nie hotel, ale Syn Boży,

Będzie miał chociaż gdzie się położyć…

Jezus ma dzisiaj już się narodzić,

By plemię ludzkie z grzechu wyzwolić…

Wszystko jest chyba zaplanowane,

Już niemal wieczór, więc, zgodnie z planem,

Wnet aniołowie zbudzą pasterzy,

Niech z nich już każdy do szopki bieży,

Oddadzą pokłon, i niech wracając,

Innym o Bogu opowiadają,

Tak się rozniesie wieść wśród narodu,

Innym powiedzą Króle ze wschodu,

Gwiazda ich wiedzie, idą Królowie,

Wszystko to Pan Bóg wymyślił sobie,

By ludzie Syna Jego poznali,

No, a przez wiarę, by się zbawiali…

Plan znają tylko anioły same,

To tajemnica, przed Bogiem Panem

Każdy dochować przysiągł ją wiecznie,

Tu nikt nie zdradzi, wiec… jest bezpiecznie…

No, czas wciąż płynie, i zaraz trzeba,

Ruszać już w teren, ku chwale nieba!

Godzina „zero” – Bóg przyjmie ciało…,

Hej, Gabrielu, czy coś się stało?!!

 

ARCH. GABRIEL:

– Zdrada, Michale, Straszna, zaciekła!!!

Mamy wśród siebie agenta piekła.

Wywiad przechwycił jego meldunki,

Ten drań miał z piekłem jakieś stosunki!!!

Szybko od razu go zlustrowałem,

I strasznych rzeczy się dowiedziałem,

To tajny agent jest LUCYFERA!!!

ARCH. MICHAŁ:

A niech go weźmie jasna cho… ojej, to straszne!!!

Jak to możliwe, ze nieba anioł,

Mógł się okazać aż takim draniem?!

ARCH. GAB.:

– To nie jest anioł, on jest w przebraniu,

Ja bym go radził poddać badaniu!

Nie wiemy, ile przekazać zdołał…

ARCH. MICHAŁ.:

– Dzwonię do Szefa… Bądź Jego wola!…

Boże i Panie,… tu problem mamy,

Chyba godzinę „zero” wstrzymamy…

Mamy u siebie piekła agenta,

Mógł wszystko zdradzić… tak… tak…

Rozumiem, Panie, Twa wola Święta!…

Zaraz ci powiem, sprawa jest prosta,

Lecz karę musi diabeł tu dostać!

DIABEŁ:

– Hej, jaką karę?! A ekstradycja?

Do piekła?!…  taka szpiegów tradycja…

ARCH. MICHAŁ:

– O nie tak łatwo, o nie, kolego,

Chciałbyś do piekła, ale nic z tego,

Nie wiemy, ile już diabły znają,

Może nie wszystko… niech cię szukają…

I tak cię znajdą… ale za karę

Poznasz człowieka los doskonale…

Wiec diable, teraz ciało dostaniesz,

Człowiekiem z krwi i kości zostaniesz!…

ARCH. GABRIEL:

– Na ziemie jazda! Z nieba wynocha!!!…

No ruchy, ruchy… (diabeł się opiera, wiec ostatecznie daje mu kopa, ten wylatuje)

Pomogłem  trochę…- Mówże, Michale, co Bóg zarządził?

ARCH. MICH.:

– Pan ostatecznie sprawę przesądził!,

I Jego Miłość dłużej nie czeka,

Chce zbawić ludzkość, nie będzie zwlekał.

W godzinie „zero”, nic się nie zmieni…

Jezus się zrodzi dzisiaj na ziemi…

ARCH. GABRIEL:

– Tak też myślałem, lecz czujność trzeba,

Zwiększyć nam, bracie…patrole z nieba

Natychmiast zdwoić, albo potroić,

Zasadzką może piekło nam kroić…

Ruszajmy, bracie! Porzućmy trwogę!

Jezus zwycięży! Jest przecież Bogiem!…

 

NARRATOR:

W tym samym czasie, u Lucyfera

Również się rada diabelska zbiera…

 

DIABEŁ ROKITA:

– Hej, Lucyferze, nieszczęście mamy,

Nasz agent w niebie został złapany!

I jest człowiekiem! anielskie plemię,

Strąciło stamtąd go wprost na ziemię!

LUCYFER:

– Wiec go odkryli! Kawał debila!

A wystarczyłaby jeszcze chwila!

Znałem już plany, o co w nich chodzi…!!!

Lecz teraz kiedy, gdzie Bóg się zrodzi?…!!!

Na pewno wszystko szybko zmienili!

Czas, miejsce, wszystko zabezpieczyli!

Tak dać się złapać! I w taka chwilę!

Czemu mi służą diabły – debile!!!

  1. R.:

– Mogli to zrobić, lecz, Lucyferze,

Że wszystko zmienią, ja w to nie wierze!

Bóg pragnie przecież zbawić człowieka,

Nie będzie znowu długo z tym zwlekał…

LUC:

– Może i dobrze, Rokito, mówisz,

Bóg rzeczywiście tak kocha ludzi…

Byle wierzyli, pragnie ich zbawić…

Czekaj ty!!! Czekaj!, wiem, jak zaradzić!!!

Pomysł w prostocie swojej genialny!

Dla ludzi skutek będzie fatalny!

Powiedz, Rokito, – co ludziom trzeba,

Aby się dostać tam… tfu!… do nieba?

D.R.:

– Trzeba im wierzyć w Bożego Syna…

LUC:

– I to jest szansa nasza jedyna!

Bo jak, Rokito, oni uwierzą,

Skoro się o Nim dziś nie dowiedzą?!!

D.R.:

– Lecz jak to zrobić, o Lucyferze?

LUC:

– pomysł banalny, odpowiem szczerze…

Tych, co go mają dzisiaj zobaczyć,

Trzeba nam tylko skrycie… wytracić!…

Wiec zabijemy w nocy pasterzy,

A z królów 3 tez nikt nie dobieży…

I po kłopocie… spokój i cisza,

I nikt o Bogu nie będzie słyszał!…

A gdy dorośnie – nikt nie uwierzy!

Nie będzie świadków, króli, pasterzy…

D.R.:

– No, no, Szefuńciu, plan twój genialny

I wręcz na pewno jest wykonalny!!!

LUC.:

– A więc, Rokito, radość mi sprawisz,

gdy z pasterzami sam się zabawisz…

A zaś trzech królów los taki czeka…

– skoro agenta mamy człowieka,

Zrobimy go tam po prostu królem,

Będzie miał władzę, wojsko, w ogóle…

Troszczyć się będzie, by w jego kraju,

Złym ludziom żyło się niczym (hehe), w raju

Nazwiemy go tym… no… Herodem!

Imię jest głupie… lecz wzbudza trwogę…

Niech on się zajmie tymi królami,

A ja go wesprę swymi radami…

No, czas już działać, lecę więc ja już,

Ty strój pastuszka na siebie załóż,

I idź tam do nich, do tych pasterzy,

Ich dobre serce we wszystko wierzy…

D.R.:

– Powiem, żem zgubił się, a noc ciemna,

Zimna i głodna, i nieprzyjemna,

Więc do ogniska wnet mnie przygarną…

Potem zaś będą gryźć ziemię czarną!…

Perspektywa ta mnie podnieca!

Ale zabawa! – diabelska heca!!!

LUC:

– Ja zaś przekupstwem i łapówkami,

Wnet się dogadam z politykami,

Heroda jeszcze dziś na tron wsadzę!!!

Sam stanę w cieniu… jako „grupa trzymająca władzę”, hehe (odchodzą)

AKT II

 

 

NARRATOR:

Akt już następny – oto pasterze

W dobroci serca we wszystko wierzą…

Dali się podejść kłamstwom Rokity,

Posiłek dali mu więc obfity,

I pozwolili mu przenocować…

A ten ich przecież chce zamordować!!!

 

MACIEK:

– A cóż to, Kubo, co, spać nie możesz?

KUBA:

– A takie czasy, pożal się Boże,

Gdzie mnie do spania, Maćku mój drogi…

Myślę, czy biedny ja, czy ubogi…

Nic my nie mamy, prócz nędznej chatki,

A rząd nam każe płacić podatki…

Pieniędzy nie masz? – to do więzienia!…

Boś nie zapłacił „od wzbogacenia”…

A mówią jeszcze, ze będzie nowy

Podatek, co zwą go „dochodowy”…

Jakie „dochody”, mój Boże Drogi…

Wszak my „do chodu” mamy 2 nogi…

MACIEK:

– On tak nazywa się „dochodowy”,

Bo to dla rządu jest zysk gotowy…

Za co se kupią nowe rydwany,

Herod i senat, i inne pany?

Ty się nie przejmuj, jakoś to będzie,

Najwyżej będziem jedli żołędzie…

Chatę się sprzeda, bydło wytraci…

Jakoś podatek ten się zapłaci…

Ech… życie… (coś popijają z kubka…)

KUBA:

Nawet mi nie mów, ze sprzedam trzodę…

Wolałbym chyba urżnąć swa nogę!…

Dzisiaj zwierzęta lepsze od ludzi…

Na przykład żubr… nigdy się nie nudzi!!!

MACIEK (pokazujac na Rokitę, ten udaje że śpi):

– a ten, to spanie ma, Dobry Boże,

Ech, czemu każdy z nas tak nie może…

Sen mi odleciał, w gardle coś drapie

A ten tu chrapie ciągle, i chrapie…

KUBA:

– Jakiś on dziwny, Maćku, ci powiem,

Nie jest to chyba zbyt dobry człowiek…

Nie wiem dlaczego, diabli by wzięli,

Żeśmy go do nas na noc przyjęli…

Jak na cię spojrzy – aż człek drętwieje,

Na owcę krzyknie? – prawie siwieje…

Najgorsze – z gęby siarką mu capi…

Nie pomagają nawet tic – taki…

MACIEK:

– może masz racje, Kubo kochany,

Jutro na pewno z nim pogadamy.

Niech nam o sobie więcej opowie,

Lecz teraz spać trza – bo sen, to zdrowie!

KUBA:

– może to sposób – przespać złe czasy…

No, śpijmy Maćku, jutro przez lasy

Długa i ciężka czeka przeprawa,

Już prawie północ… i zaraz wstawać…

Dobranoc, Maćku…

MACIEK:

– Kubo, dobranoc,

I jak to mówią… cztery pchły na noc!…

(śpią, wstaje diabeł)

 

D.R.:

Nie dożyjecie, durnie, do rana,

Noc ta ostatnia przez was przespana,

Pora już piekło mi zawiadomić

Że wszystko z planem… trzeba zadzwonić… (wyciąga komórkę)

Lucyfer prezent nam zafundował,

Sieć komórkową w piekle zmajstrował…

Jak tam z zasięgiem?… no, proszę, proszę…

Napiszę – taniej – SMS za 2 grosze…

(pisze)

OD-WA-LIŁ-EM NIE-ZŁY POPIS… RO-KI-TA

Teraz coś dam wam, bracia, na spanie

By wam nie w głowie było wstawanie…

Mam tu magiczna taką pałeczkę (wyjmuje bejsbola)

Czuję, ze pośpią dłużej troszeczkę…

(bierze zamach, nagle słyszy głos, zamiera z ręką w górze)

 

ARCHANIOŁ MICHAŁ:

– Hallo, pasterze, wstawać wam trzeba!!! (dostrzega przebranego diabła)

Co ty wyprawiasz, na wielkie nieba!!!

Chcesz skrzywdzić braci swoich, pasterzy?!!!

Któż do Betlejem wtedy pobieżny!…

Lecz ja cię bratku, jakoś kojarzę…

Pamięć mam świetna, pamiętam twarze…

Rączki więc w górę, obróć się, spytam

Ktoś ty? – popatrzmy- DIABEŁ ROKITA!!!

O wielkie nieba!!! Alarm, koledzy!!!

Pośród pasterzy są z piekła szpiedzy!!!

Mam tu Rokitę, chciał skrzywdzić ludzi,

Aby się nie miał żaden z nich zbudzić!…

ARCHANIOŁ GABRIEL:

Jestem, już bracie, gdzie ten piekielnik,

Zaraz go skrzydłem strzelę w patelnię!

Mów, kto cię przysłał, co chciałeś zrobić?

Jakie żeś plany umyślił sobie?

(budzą się Maciek i Kuba… przerażeni…)

KUBA:

– Aaaaaa!!!… na pomoc, Maciek, uciekaj!!!… UFO!!!

ARCH. GAB.:

– Chwila, Panowie,

Nie żadne UFO, darujcie sobie!!!

ARCH. MICH.:

– Nie krzycz, aniele, to dobrzy ludzie…

Spokojnie, bracia, szedłem was zbudzić…

MACIEK:

– Ktoś ty?!!! I jak to?!!! Co od nas chcecie?!!!

ARCH. MICH.:

– powiem, jak dać mi w końcu zechcecie…

Jesteśmy dobre anioły z nieba.

Szedłem was zbudzić – tak było trzeba…

Bóg się narodził dzisiaj w Betlejem,

By przynieść ludziom miłość, nadzieję…

Szedłem tu do was, by wieść przekazać,

Byście Go witać pobiegli zaraz…

Lecz patrzę, a tu ten oto diabeł,

Chciał tym was zabić, więc całą sprawę

Przejęło zaraz biuro anielskie…

Chcemy wyjaśnić plany diabelskie…

KUBA:

– Ha, więc to diabeł, zaraz wiedziałem,

Że coś z nim nie tak, zło przeczuwałem!…

MACIEK:

– To myśmy do nas cię przygarnęli,

A tyś nas za to po łbach chciał zdzielić?… WSTYDŹ SIĘ!!!…

ARCH. GAB.:

– Ha, wszak to diabeł!

Niejedno draństwo zrobił, ma wprawę…(do diabła)

gadaj, kto nasłał ciebie w tej dobie?!!!

Imię?!!! Nazwisko?!!!…

D.R.:

– Nic wam nie powiem!!!…

ARCH. MICH.:

– Nic nam nie powiesz? A, to ciekawe,

Archanioł Gabriel w tym to ma wprawę,

Że krąży w czasie bez żadnej szkody…

Przynieś nam, bracie, święconej wody…

Skocz kilka wieków, kropidło przynieś,

Wnet pożałuje diabeł za winę…

Szybko my z tobą się rozprawimy…

Po prostu – zaraz ciebie… ochrzcimy!!!

D.R.:

– NIE!!! BŁAGAM!!! POWIEM!!! Wydam przyczynę…

Lecz mnie nie czyńcie chrześcijaninem!!!…

Lucyfer kazał mi ich tym zdzielić

Aby się ludzie nie dowiedzieli,

Ze Chrystus na świat przyszedł w Betlejem,

Aby nie mieli ludzie nadziei!…

To przecież oni tę wieść rozniosą…

W całej krainie radość rozgłoszą…

I tak to przez nich wiara rozkwitnie…

Miało ich nie być… i problem zniknie…

ARCH. GAB.:

– Patrzcie, jak zmyślił to, kawał drania,

Słuchaj, Rokita, koniec kłamania!

D.R.:

– nie, ja nie kłamię, także trzej króle

Też nie dojadą, i nikt w ogóle…

Król Herod, inni… piekła agenci…

Wszyscy w przebraniach, z pozoru święci…

ARCH. GAB.:

– Słuchaj, Michale, może nie kłamie,

Może naprawdę, to tacy dranie!

D.R.:

– Prawdę ja rzekłem, jak piekło kocham!…

Błagam, nie chrzcijcie!…

ARCH. MICH.:

– Dobra, wynocha!…

I żebym więcej cię już nie widział,

Albo cię ochrzczę tu w znaku krzyża!!!

D.R.:

Dzięki, niebiescy dobrzy panowie,

Nie, nie… Rokita już spada sobie…

ARCH. GAB.:

– Po coś go puścił?, zaraz doniesie,

Że wszystko wiemy…

ARCH. MICH.:

A co, mam zgrzeszyć?!…

Lepiej niech leci… ALERT! UWAGA!

Wszystkie jednostki! Piekielna zdrada!

Ratujmy ludzi! Plan „B” wykonać!

I dla 3 króli przyznać ochronę!

Chronimy wszystkich, co wieść o Bogu

Rozniosą później pośród narodu…

 

ARCH. GAB.:

– A wy, pasterze, już nie zwlekajcie,

Lecz budźcie innych i pospieszajcie…

Idźcie się skłonić Bożej Dziecinie,

Niech wiara w Niego nigdy nie zginie!…

Musimy lecieć!…

KUBA:

– O, aniołowie,

Czekajcie jeszcze, ty, Maćku, powiedz…

MACIEK:

– Uratowaliście dziś nasze życie!

Wielkie wam dzięki, jeśli życzycie,

Byśmy Dzieciątku pokłon oddali,

Zbudzimy wszystkich, będziem ruszali…

Tylko nam wskażcie, gdzie ta nadzieja

Na świat nam przyszła?…

ANIOŁOWIE (z oddali)

W stajni… W Betlejem…

 

 

AKT III

 

NARRATOR:

Akt już następny, straszne w ogóle,

Będą się działy rzeczy, bo królem

Jest dawny diabeł – zwą go Herodem…

On dziś – to człowiek, na jego głowę

Włożył Lucyfer koronę złotą…

Wiec w kraju terror, moralne błoto,

Piekło panuje, zło tryumf święci…

Tak to działają tajni agenci!…

 

HEROD:

– Nuda w mym państwie, nic się nie dzieje,

Cisza i spokój… Tak, mam nadzieję,

Królować sobie lat jeszcze wiele,

Kto się zbuntuje – to w łeb go zdzielę.!…

 

Niezła to w sumie dla mnie odmiana

Z diabła prostego, ze sługi – w pana!…

Straszna to praca, bycie agentem…

I jeszcze w niebie!… pfuj!… wszyscy święci!!!

Może i dobrze, że mnie odkryli,

Kumple pomogli, królem zrobili…

Tylko człowiekiem być – strasznie głupie…

Lecz… służę piekłu – resztę mam w … nosie!…

(wyciąga kartkę)

Proszę, od piekła mam tu wytyczne,

Me obowiązki nie takie liczne…

Muszę ja tylko złych wciąż pilnować,

Uczciwych gnębić, biednych rabować

Wpłynąć też na to, by zabijano,

Nienarodzonych, wieczorem rano

Antykoncepcję także promować…

– pod hasłem „wolność”… – spokojna głowa!

Dobro wyśmiewać i poniewierać,

Niszczyć wartości, grzech popierać,

Równouprawniać tez wstrętne związki…

Oto są, w skrócie, me obowiązki…

A, jeszcze jedna jest tu klauzula,

Zabić 3 mędrców, idących do króla…

Więc, jak widzicie, mam lekkie życie!

Wyborów nie ma… mnie nie zmienicie!…

Jakem ja Herod, lubię być królem,

Lubię tez złoto… władzę w ogóle…

Uwielbiam także być wszystkich panem!

Jedno mnie unerwia! – moi poddani!…

Gdybym mógł, wszystkich bym dziś wytracił

Lecz na kim bym się wtedy bogacił?…

Więc niech już żyją – wszystko do czasu!…

Co tam?! – jak ja nie lubię hałasów!…

Co tam się dzieje?!, do mnie tu, straże!

– Ochrona moja – wierni dresiarze!

– Co za hałasy?! Co to ma znaczyć?!

OCHRONIARZ I:

– jakichś 3 typów chce cię zobaczyć!

HEROD: – królu…!

OCHRONIARZ I: Co?… królu?…

HER:

– masz do mnie „królu” mówić, idioto!

OCHR I:

– a , spoko, spoko…

HER: 

– spoko… co?!…

OCHR I:

– spoko, królu!…

HER:

– No!…

Byliście kiedyś z dzień jeden w szkole?

Zresztą – nieważne – ja durniów wolę!

A teraz, odejść mi stąd, prostacy!

I… (wącha) … weźcie prysznic!

OCHR II:

– „I weźcie prysznic?” – ty, co to znaczy?

OCHR I:

– Nie wiem, ja nigdy w szkole nie byłem,

Bo pakowałem, mięśnia ćwiczyłem!… (pokazuje mięśnia)(odchodzą)

HER:

– Zaraz no, durnie!… coście gadali?

Jacyś trzej ludzie na mnie czekali?

OCHR I:

– No, są tam, stoją, ciągle czekają…

OCHR II:

– I takie śmieszne czapeczki mają…

OOoo… Takie jak twoja… królu…

HER:

– czapeczki?!… TAKIE JAK JA?!

Na wielkie piekło, to są korony!

To trzej królowie jadą w te strony!

To ci, co piekło każe ich zgładzić?

Zaraz się dowiem… RUCHY!!! Wprowadzić!!!

OCHR II ( wprowadza i zapowiada)

– Kacper, Baltazar, Melchior – Królowie…

HER:

– O Boże, goście, spieszę powitać,

Cieszę się, żeście chcieli zawitać…

A cóż sprowadza w me niskie progi?

KACPER:

– Bądź pozdrowiony, Herodzie drogi…

Żeśmy ze wschodu tu przyjechali,

Gwiazda nas wiodła, lecz znikła, dalej

Jak mamy jechać nie wiemy wcale…

MELCHIOR:

– Ty swoje państwo znasz doskonale…

Do Króla Królów pokaż nam drogę…

HEROD:

– Do Króla Królów?… Tak, tak… pomogę!…

Co prawda, oprócz siebie, nikogo

Takiego nie znam… lecz służę drogą…

Dawać tu Mędrca!!!

(ochroniarze wprowadzają mędrca i rzucają go przed Heroda)

 

Słuchaj no, mędrcze, ci trzej królowie

Jadą ze wschodu, wyobraź sobie,

Że znaleźć Króla chcą nad Królami

Podobno jest tu gdzieś między nami?

MĘDRZEC:

– Jak mówią Księgi Święte, w Betlejem,

Na świat przybędzie król, co nadzieję

Da ludziom w serca, Pan nad panami’

Król, co ma rządzić nad narodami…

HEROD:

– No dobrze, dobrze, zamilcz już starcze,

Ja jestem Królem, ja ci wystarczę…

Straże!, już wiemy, co mamy wiedzieć,

Niech wróci mędrzec do swojej wieży…

(do siebie)

Król nad królami? W Betlejem?… Betlejem? cóż to znaczy?..

Wszak to wioseczka mniejsza od Klepaczy…

(głośno)

A więc, Królowie, wam do Betlejem

Ruszać potrzeba, i mam nadzieję,

Że gdy już króla tego znajdziecie,

Wracając, wszystko mi opowiecie…

I ja też wtedy pokłon mu złożę…

BALTAZAR:

– Dzięki, Herodzie, i szczęść ci, Boże!!!… (wychodzą)

HEROD:

Wrrr…Szczęść Boże, szczęść Boże (małpuje)

Ja wam poszczęszczę, ja wam dam drogę!

Jam tylko Królem! Zaraz pomogę!…

STRAŻ!

Słuchajcie, durnie, iść za królami,

Zarżnąć ich, kiedy będziecie sami!

Jak tylko wyjdą z Jerozolimy…

Zrozumieliście, wy… głupie syny?…

OCHR I:

– Wszystko, o Królu!, zrobim to cicho…

OCHR II:

– mamy bejsbole, nie będzie krzyku!…

HEROD:

– I gdzieś pochować mi potem trupy!

A co znajdziecie, to wasze łupy!

RUSZAĆ!

(zaciera ręce)

Lucyfer kazał zabić tych króli,

Więc ja to robię… (z rozrzewnieniem) on mnie przytuli,

I awansuje na księcia piekła…

Ech… perspektywa ta mnie urzekła…

 

 

 

AKT IV

 

 

NARRATOR:

Akt już następny, oto trzej króle

Śmierć im trzem grozi, lecz nic w ogóle

O tym nie wiedzą; mężnie do przodu

Idą, by skłonić się tylko Bogu!

KACPER:

– Bracie Melchiorze, jak ci się zdaje,

Mnie dziwnym Herod coś się wydaje…

MELCHIOR:

– Masz rację, Kacprze, ja powiem nawet,

Że mu nie ufam wcale a wcale…

BALTAZAR:

– Mordę ma jakąś nie ludzką taką,

Nie ufam także jego żołdakom…

Znam ja się – to są legii kibole,

A ja od legii wszak jagę wolę!…

KACPER:

– Ech, Baltazarze, piłka ci w głowie…

Szukamy Króla – przypomnij sobie…

BALTAZAR:

– No co ty, Kacprze, dobrze pamiętam,

Odnaleźć Króla, dla nas rzecz święta…

I choć Heroda znieść ja nie mogę,

Przyznać mu trzeba – pokazał drogę…

MELCHIOR:

– Tak, do Betlejem… lecz ja nie wierzę,

Aby to zrobił zupełnie szczerze

Władzę on kocha, jest samotnikiem…

Nie będzie chciał się nią dzielić z nikim…

KACPER:

– Racja, Melchiorze!, O, wielkie nieba,

Ostrzec nam króla tego potrzeba!

Herod go pewnie chce zamordować

Nuże, panowie!… spieszmy ratować!…

MELCHIOR:

– Co to za typy na drogę wyszły?

BALTAZAR:

– Heroda zbiry, fakt oczywisty…

OCHR I:

– Hej tam, Króliki, koniec wycieczki,

Herod was kazał zwolnić troszeczki…

OCHR II:

Bo wkurzyliście szefa naszego…

Trzeba zapłacić za to kolegom…

KACPER:

– Panowie chamstwo! – zawsze tak macie,

Że ordynarnie bójkę wszczynacie?

OCHR I:

– Dobra, kulturnie zaczniem w cytacie…

Kurna, króliki, stać! Ogień macie?!!!…

MELCHIOR:

– Nie mamy, synu, petów palenie

Niszczy wszak płuca, no i krążenie…

Ministra zdrowia rada jest taka:

– nie pal, bo umrzesz wcześnie na raka!

BALTAZAR:

– A co do bójki, chcieliście sami

Więc się tam bawić nie będziem z wami!…

My Króle wschodu – karate znamy…

I w sumie bójki… to my kochamy…

(atak, dresiarze zwiewają, wrzeszcząc)

LUCYFER:

– Wszystko zepsuje mi ta hołota,

Wkroczyć sam muszę, Herod, niecnota,

Za swą niezdarność gorzko zapłaci…

Czuję, ze rychło posadę straci…

Rolę zabicia króli dam sobie…

By świat nie wiedział, gdzie jest Bóg – Człowiek…

(królowie wracają zdyszani)

KACPER:

– Mości Królowie… ale zmykali…

Ledwieśmy ich… pod Niewodnicą dorwali…

 

MELCHIOR:

– Myślę, że lekcję zapamiętają

Więcej niech  królów nie zaczepiają…

Wiesz, Baltazarze, to powiem ci,

Wiem już, dlaczego cię zwą Bruce Lee…

 

BALTAZAR:

– Dawne to czasy, Melchiorze drogi,

Już nie te ręce i nie te nogi…

Lecz… lata temu sam w wojsku byłem…

Brygadą moherowych beretów dowodziłem…

 

KACPER:

– Stójcie, Panowie, znów coś tam stoi…

Lecz mi się zdaje, że to nie człowiek!

O Boże, bracia, to chyba diabeł…

MELCHIOR:

– Z nim już, niestety, nie damy rady…

BALTAZAR:

– Mocy piekielnej rady nie damy,

Lecz łatwo skóry swej nie sprzedamy!…

LUCYFER:

– Wybiła, króle, wasza godzina!

Już nie znajdziecie wy Boga Syna!

I innym o nim też nie powiecie

Dobra nowina się nie rozniesie!

KACPER:

– Więc Pan nad pany, Król nad królami,

To jest Syn Boga! Chcesz skończyć z nami,

Aby na ziemi piekło wygrało,

By ludzkie serce Boga nie znało,

 

MELCHIOR:

– Tego się boisz! Stąd twoja trwoga!

Wiedz… nasz zabijesz, ale nie Boga!..

LUCYFER:

Boga nie mogę… ale nie trzeba!

Nikt nie uwierzy, więc nikt do nieba

Nie pójdzie; a w piekle ja tam wciąż czekam sobie,

Wszystko już wiecie… GIŃCIE, królowie!!!

(nagle sygnał kawalerii amerykańskiej, wpadają anioły)

ARCH MICHAŁ:

– Stój Lucyferze, to rozkaz Boży!

Nic im nie zrobisz, choćbyś się srożył!

Dziś tu nie działa twa moc szatańska!

Taka jest kara, i wola Pańska!

ARCH. GAGR:

– Wszystko już wiemy o twych knowaniach,

I twych morderczych, strasznych złych planach!

Chciałeś dziś zabić wszystkich, co mogą,

Wieść o Chrystusie zanieść narodom…

Myślałeś, przez to że wiara zginie…

Głupiś ty, głupiś, o piekła synie!

ARCH MICH.:

– Lecz zawsze z karą musi iść wina…

Wiec ci odbieram moc twą, otrzymasz

Ją znowu wtedy, gdy w piekło wrócisz…

Za pół godziny… więc nie bądź głupi!

Radzę ci zwiewać, bo trzej królowie

Myślę, że teraz… hmm…. poradzą sobie…

(do Króli)

Drodzy Królowie, jak już skończycie,

Szybko do żłóbka – liczę – traficie…

LUCYFER:

– No co ty, anioł… nie rób mi tego…

Chyba żartujesz… no, bądź kolegą!…

Genewskie przecież są wciąż konwencje…

Ja się poddaję, ja jestem jeńcem…

ARCH GAB:

Nic nie słyszymy!… (gwiżdże)

LUCYFER:

– Panowie Króle, ja żartowałem,

BALTAZAR:

– My się na żartach nie znamy wcale…

KACPER:

Kto mieczem walczy, od miecza ginie…

Wielka jest mądrość w starej maksymie…

LUCYFER (ucieka)

Ratuuunku!!! Biją!!!

 

 

AKT V

 

 

NARRATOR:

Akt już kolejny, oto i szopka

W niej Józef, Maria, Dziecina słodka,

Tu aniołowie wciąż straż trzymają,

Tu ludzie Bogu pokłon oddają…

 

ARCH. GABRIEL:

– Witajcie Bracia, drodzy Królowie,

hmm… poradziliście, widzę, sobie…

Nie chciałbym teraz być w skórze drania,

No cóż, nieważne, chodźcie do Pana..

KACPER:

– Choć to dziecina, serce się trwoży,

Przecież, o bracia, sam to Syn Boży!

Dary te nasze – dla Niego błotem,

Wybacz, ze uczczę Cię tylko złotem…(przyklęka)

MELCHIOR:

Panie nad pany, i królów Królu,

Życie nie będzie szczędzić ci bólu…

Więc przyjmij mirrę, która ból koi…

Skoroś człowiekiem dla nas się zrodził…

 

BALTAZAR:

– Przed Tobą, Panie, jesteśmy mali,

Wypada, byśmy dary składali,

Kadzidło wonią swą nieba sięga,

Więc jest, o Boże, jak Twa potęga…

 

JÓZEF:

– Dzięki wam, dobrzy nasi Królowie

Żeście tu przyszli, tak myślę sobie,

Że bez was krucho byłoby z nami…

Wyście walczyli tam z żołdakami,

Złego Heroda wyście przejrzeli,

I nawet diabła przegnać umieli!

 

MELCHIOR:

– Nic to nie warte, nasze zasługi,

Lecz trza uciekać!, Heroda sługi

Na pewno wszystko mu powtórzyli,

Żeśmy ich plany tak przechytrzyli…

I teraz Herod będzie Go szukał

Aby Go zabić…

JÓZEF:

– Nie traćcie ducha!

Sam Pan Bóg przecież czuwa nad nami,

Czekamy jeszcze, by z pasterzami

Cały lud prosty pokłon Mu złożył,

Jak to się stanie – od razu w drogę!…

BALTAZAR:

– Ruszymy z wami, aby Was chronić,

I jeśli trzeba – zginać w obronie!

 

MARIA:

– Dzięki wam, mężni, dobrzy królowie,

Zmęczeni bardzo… Spocznijcie sobie

Jezus się do was pięknie uśmiecha

I jest wam wdzięczny, On tu was czekał…

ARCH MICHAŁ:

Są i pasterze – wejdźcie – tu w żłobie,

Właśnie was czeka Jezus – Bóg- Człowiek!

MACIEK:

– Witaj nam, witaj, o obiecany,

Przez lat tysiące ciągle czekany

Przyszedłeś do nas – do ludu swego

Aby wyzwolić nas z mocy złego…

KUBA:

– Weź nasze serca, wszystko co mamy,

Dary mizerne Tobie składamy…

Ot, ciepłe futro, jajka i kaszę…

I trochę sera… to dary nasze…

Ale ci jeszcze wraz zaśpiewamy,

Bo Cię, o Jezu, szczerze kochamy…

KOLĘDA

MARIA:

– Dzięki, Pasterze, serc waszych dary,

Są Mu najmilsze, cieszą bez miary,

On was ukochał, i dla was z nieba

Zstąpił, więc więcej nic Mu nie trzeba

Oprócz miłości waszej i troski…

W niebie nagrodzi wam to Syn Boski

Lecz że nam zaraz trza ruszyć w drogę

By uratować Go przed Herodem

Teraz mu cicho jeszcze zagrajcie

Niech chwilkę pośpi… słodko śpiewajcie…

 

 

 

AKT VI

 

 

 

NARRATOR:

Akt już ostatni – dwór znów Heroda,

Że przegrał, nie wie – wcale nie szkoda

Nam tego drania, niech go szlak trafi,

Niechaj go zeżrą piekła robaki…

HEROD:

– No, już po sprawie, …no i po bólu!

Można zapomnieć tamtych trzech królów…

Lecz któż tam jęczy, płacze tak szczerze?

Na wielkie piekła! Moi żołnierze!…

OCHR I:

– Królu Herodzie, tamci trzej króle

Nie chcieli współpracować w ogóle!…

Mieliśmy zabić… lecz się nie dali!…

Jeszcze nam zady nasze skopali!…

OCHR II:

– Znali karate, jak babcie kocham!

Że prawdę mówię… !

HEROD:

– Precz stad, wynocha! Nieudacznicy!

Każę was w lochu więzić, w ciemnicy!

Żywcem ze skóry każę obdzierać!

Co teraz robić? Jasna cholera!…

STAĆ! Wracać! Trzeba plan „B” wprowadzić,

Jedźcie tam z rana, by dzieci zabić!

Wszystkie do dwóch lat niech stracą życie!

Wśród nich i Króla tego zgładzicie…

OCHR I:

– Tak jest, o królu, zaraz ruszamy

I z rana rozkaz twój wykonamy! (wychodzą)

ŚMIERĆ:

– Coś ty narobił, straszny potworze!

Rozkaz wyleje krwi dzieci morze!

Piekło cię czeka, o okrutniku!

Za to, żeś grzechów zrobił bez liku!

Jam Anioł Śmierci, straszna twa wina,

Teraz więc umrzesz, to twa godzina!…

HEROD:

– Ja się nie boję, ja diabłem byłem,

Lucyferowi dobrze służyłem,

I gdy po śmierci znów w piekle stanę,

Na pewno godność księcia dostanę!

LUCYFER:

– Ty godność księcia?!!! Ja cię, pierdoło,

Każę nadziewać siarką i smołą!!!

Wszystko schrzaniłeś, wszystko spaprałeś,

Cały misterny plan zmarnowałeś!!!

W niebie się dałeś złapać, jak dziecko,

Miałeś być królem, rządzić zdradziecko,

Zabić trzech króli, i co zrobiłeś?!

Ty nawet tego nie potrafiłeś!

Mogłeś ich zabić przecież tu skrycie!

A tak – ja ledwie uszedłem z życiem!

HEROD: (na kolanach, płacząc)

O, Panie, przebacz, ja dobrze…, znaczy źle…, chciałem!

Lecz teraz zabić dzieci kazałem!…

Rozkaz ten wojsko spełni jak trzeba…

LUCYFER:

– Co z tego! Dzieci pójdą do nieba,

A Józef z Marią oraz Chrystusem

Uciekną zaraz i w Egipt ruszą!…

Cały plan w gruzach, Bóg zszedł na ziemię!

Wie o tym także i ludzkie plemię!

Nic nie powstrzyma Jego miłości!!!

Jak mnie to wkurza! Jak mnie to złości!!!

Kogoś ukarać muszę koniecznie!

Wszystko przez ciebie… – ty za to bekniesz!

 

HEROD:

– Przecież ja diabeł, o Lucyferze!…

LUCYFER:

– Weź mnie nie wnerwiaj, mówię ci szczerze!

Teraz tyś człowiek, więc kara czeka!…

Smażyć cię będziem, tak jak człowieka!

Jak te minuty strasznie się dłużą…

No, PÓŁ GODZINY!!! UFF! Tnij go! (Herod próbuje uciekać)Tchórzu!…

(Herod pada, Lucyfer go wlecze)

Zabieram duszę, do piekła wracam,

Wszystko przepadło… totalna klapa!

 

NARRATOR:

Taki to koniec naszej powieści

Większość, to fikcja, ale są treści,

Co prawdą samą!: Bóg zszedł na ziemię,

By uratować Adama plemię…

I przyszedł na świat w dziecka postaci,

Aby nas zbawić; – dla nas – swych braci…

Diabeł mu bardzo chciał w tym przeszkodzić,

Ale nic z tego! Nie mógł nic zrobić.

Wiec pamiętajmy… Wierzyć nam trzeba,

I kochać Boga! Wtedy do nieba

Na pewno wszyscy się dostaniemy…

A za uwagę już DZIĘKUJEMY!!!

 

Jasełka
Jasełka

Jasełka – scenariusz przedstawienia dla dzieci

przez Posted on 0 Comments 6 min read 1177 wyświetlenia

Jasełka

 

 

Marana tha! Przyjdź, Jezu Panie, w swej chwale do nas zejdź!

Marana tha! Usłysz wołanie, gdy się wypełnią wieki.

Narrator

Gdy Adam i Ewa nie posłuchali Pana Boga i przestali należeć do Jego Królestwa, wołali o pomoc, bo było im smutno i źle.

Po nich to samo robiły rzesze ludzi przez kilka tysięcy lat.

Wszyscy

Przyjdź już na ziemię o Dziecię Boże, wszyscy prosimy Ciebie w pokorze.

Narrator

Na Matkę Zbawiciela Bóg wybrał Maryję z Nazaretu.

 

Archanioł Boży Gabriel posłan do Panny Maryi z majestatu Trójcy Świętej tak sprawował poselstwo k’niej Zdrowaś Panno łaski pełna Pan jest z tobą to rzecz pewna

 

Anioł 1

O łaski pełna witaj!

Nie trwóż się Maryjo znalazłaś łaskę u Boga.

Urodzisz Jego Syna i dasz mu imię Jezus.

Maryja

Oto ja służebnica pańska, niech mi się stanie według Twego słowa.

 

Oto Pan Bóg przyjdzie, z rzeszą Świętych k’nam przybędzie

Światłość wielka w dzień ów będzie, alleluja!

 

Narrator

Doczekał się więc świat proszący tyle lat.

Nadeszła noc…

Wydany został rozkaz cesarski, aby spisano wszystkich ludzi.

Oto trębacz w miasteczku Nazaret ogłasza go ludowi.

Trębacz

Niech każdy się zapisze w miasteczku, skąd pochodzi!

Tak rozkazuje cezar. Rozkaz się spełnić godzi.

Narrator

Wybrał się Józef z Maryją do Betlejem ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida.

 

  1. Gdy adwentowy wieczór nadchodzi, posłuchaj: słychać krok,

    Para wędrowców do nas przychodzi poprzez zimowy zmrok…

Od drzwi do drzwi stuka – puka i schronienia u nas szuka,

 Czy wiesz kto przyszedł tu? Otwórz, otwórz, otwórz Mu.

  1. Święta Panienka stojąca u progu w chłodny wieczorny czas.

    Przyszłaś tu do nas  betlejemską drogą i pytasz: przyjmiesz nas?

  1. Proszę, zamieszkaj u mnie od zaraz otwieram domu drzwi,

   O wszystko pilnie zaraz się postaram, aby usłużyć Ci.                                             (wnet)

  1. U mnie jest jeszcze biednie i skromnie. Ty serce moje znasz…

    Ale przyjdź z Twoim Dzieciątkiem do mnie. To przecież Pan jest nasz…

 

Narrator

Idzie więc Maria z Józefem do Betlejem.

Gospodarz

Któż tam i czego chce?

Józef

Z daleka przybywamy –  noclegów szukamy.

Gospodarz

Noclegu? Noclegu chcecie?

A mało to domów na świecie?

Nie ma u nas miejsca w gospodzie,

ni w chacie ni w zagrodzie.

Gospodyni

Ważniejsi tu od was byli i złotem zapłacili.

Za darmo przyjąć nie mogę, ruszajcie dalej w drogę.

W polu stajenka owieczek, tam przenocować możecie.

Maryja

I któż się smucić może, tam przyjdzie Dziecię Boże.

Śpiewać mu będą anieli w ubogiej pościeli.

Chodźmy!

 

Bóg się rodzi, moc truchleje Pan niebiosów obnażony Ogień krzepnie blask ciemnieje ma granice nieskończony

Wzgardzony okryty chwałą śmiertelny król nad wiekami a słowo ciałem się stało i mieszkało między nami.

 

Anioł 1

Dzieciąteczko w żłobie, kłaniam się dziś Tobie.

Anioł 2

Bądźże pochwalony, Jezu narodzony.

 

Maryja

Lulajże Jezuniu, moja perełko,         Zamknijże znużone płaczem powieczki,       

Lulaj, ulubione me pieścidełko.        Utulże zemdlone łkaniem usteczki.

 

Wszyscy aniołowie

Lulajże, Jezuniu, lulajże, lulaj,

A Ty Go, Matulu, w płaczu utulaj.

 

Anioł 2

Jezus malusieńki leży wśród stajenki,                Bo uboga była rąbek z głowy zdjęła,                 Nie ma kolebeczki, ani poduszeczki

Płacze z zimna, nie dała Mu Matula sukienki.  W który dziecię owinąwszy siankiem je okryła  We żłobie mu położyła siana pod główeczkę.

 

Wszyscy aniołowie

Płacze z zimna, nie dała Mu Matula sukienki.

 

Anioł 3

Teraz tę nowinę zanieśmy do ludzi.

Chodźmy to ogłosić, pasterzy pobudzić

Pasterz 1

Śpijcie spokojnie! Ja czuwam nad trzodami.

Będę śpiewał, będę nucił

i czas do poranka piosenkami krócił.

Śpiewa

Wichry nasze wichry, hale nasze hale,

Jak żeście wy piękne, szczęśliwi górale.

Mówi

Dołożę drzewa trochę do ogniska,

by braciom pastuchom nie zmarzły nożyska.

Zauważa jasność

La Boga! Niebo się pali!

Z nieba zstępują anieli biali!

Antek, Bartek wstawajcie!

Koniec świata blisko! Uciekać trzeba!

 

Aniołowie

Wesołą nowinę bracia słuchajcie, niebieską dziecinę z nami witajcie!

 

Pasterze

Jak miła ta nowina

Mów gdzie jest ta dziecina,

Byśmy tam pobieżeli i ujrzeli

 

Aniołowie

W Betlejem, miasteczku, tam się znajduje

Gwiazda nad stajenką wam go zwiastuje!

 

Pasterze

Jak miła ta nowina,

Już wiemy gdzie dziecina

Zaraz tam pobieżymy i ujrzymy

 

Pasterz 1

Więc Jemu dziś od nas ma być cześć oddana.

Pójdźmy do Betlejem witać tego Pana

 

Pasterz 2

Szczęśliwa to nowina, że Bożego ujżym Syna

A przed Jego żłobek Boży każdy z nas podarek złoży.

 

Przybieżeli do Betlejem pasterze grają skocznie dzieciąteczku na lirze

Chwała na wysokości  2x, a pokój na ziemi.

Oddawali swe ukłony w pokorze Tobie z serca ochotnego o Boże…

Anioł Pański sam ogłosił te dziwy, których oni nie słyszeli jak żywi…

 

           W takt melodii Pasterze mogą klaskać i przytupywać nogami.

 

Pasterz 1

Ja dziecinie dam kołderkę.

Pasterz 2

Ja dam chlebek

Pasterz 3

Ja bułeczkę.

Pasterz 1

Ja dam serek.

Pasterz 2

Ja do serka dam masełko

Pasterz 3

Ja dzieciątku dam śmietankę.

 

Pójdźmy wszyscy do stajenki do Jezusa i panienki powitajmy maleńkiego i Maryję Matkę Jego

                Oddawali swe ukłony w pokorze, tobie z serca ochotnego o Boże…..

Anioł Pański sam ogłosił te dziwy, których oni nie słyszeli, jak żywi……

 

 

Anioł 3

Patrzcie, idą Królowie w złotych koronach na głowie!

 

I trzej królowie, od wschodu przybyli,

I dary Panu kosztowne złożyli.

Chrystus się rodzi, nas oswobodzi, anieli grają, króle witają,

Paserze śpiewają, bydlęta klękają, cuda, cuda ogłaszają.

 

Kacper

Przyjmij ode mnie złoto świecące, które Ci niosę sercem gorącym.

Melchior

Kadzidło wonne u stóp Twych złożę.

Baltazar

I skarby mirry Tobie otworzę.

 

Dzisiaj w Betlejem wesoła nowina, że panna czysta porodziła syna

Chrystus się rodzi nas oswobodzi anieli grają króle witają Pasterze śpiewają cuda, cuda ogłaszają

Maryja Panna dzieciątko piastuje i Józef święty ono pielęgnuje….

Chociaż w stajence Panna syna rodzi przecież On wkrótce ludzi oswobodzi…

 

Józef

Bóg zapłać goście nam mili,

Żeście dziś Jezusa tak pięknie uczcili.

Maryja

Słuchać waszych kolęd to dla niego uciecha.

Popatrzcie jak się do was milutko uśmiecha.

 

Maleńka miłość

 

Anioł 1

Nad stajenką gwiazdka świeci,

Do stajenki idą dzieci.

Idą dzieci w równych rządkach,

niosą dary dla dzieciątka.

Dziecko 1

Witaj, Jezu malusieńki,

Zbawicielu nasz,

Przyszły dzieci do stajenki,

Ty nas dobrze znasz.

Dziecko 2

My, Jezuniu, dzieci Twoje,

Podarków nie mamy,

Serca nasze przynosimy,

Przy żłóbku składamy.

Dziecko 3

W dniu Twojego narodzenia weź je, Jezu mały

I spraw, aby serca nasze zawsze Cię kochały.

Dziecko 4

Na dowód tego, że my Cię kochamy,

Dobre uczynki w ofierze składamy.

 

Zaprowadź mnie prosto do Betlejem, Zaprowadź mnie, gdzie Bóg narodził się

Zaprowadź mnie, nie mogę spóźnić się, Nie mogę spóźnić się!

 

Świeć gwiazdeczko mała świeć do Jezusa prowadź mnie

Świeć gwiazdeczko mała świeć do Jezusa prowadź mnie

 

Narodził się, Bóg zstąpił na ziemię, Narodził się by uratować mnie

Narodził się i nie zostawił mnie, I nie zostawił mnie!

 

Czekają tam, Józef i Maryja, Śpiewają nam, śpiewają Gloria

To Gloria, święta historia, Święta historia!

 

Zaprowadź mnie prosto do Betlejem, Zaprowadź mnie, gdzie Bóg narodził się

Zaprowadź mnie, nie mogę spóźnić się, Nie mogę spóźnić się!

 

Świeć gwiazdeczko mała świeć, Do Jezusa prowadź mnie

Świeć gwiazdeczko mała świeć, Do Jezusa prowadź mnie,

Świeć gwiazdeczko mała świeć, Do Jezusa prowadź mnie!

 

Dziecko

Nie smućmy się, że trzeba odejść od żłóbeczka.

Zabierzmy z sobą uśmiech dzieciąteczka.

 

Panie Jezu zabierzemy Cię do domu, Panie Jezu nie oddamy Cię nikomu.

Dniem i nocą Panie Jezu będziesz z nami, bo gorąco Panie Jezu Cię kochamy.

 

 

 

 

Po kolędzie chodzimy, świętości wam życzymy

Hej kolęda, abyście święci byli

Hej kolęda i Bogu zawierzyli

 

  1. Aby nienarodzeni nie byli odrzuceni…
  2. Niech wszystkie dzieci małe rosną na Bożą chwałę…
  3. I niech każda mamusia bardzo kocha tatusia…
  4. I tak jak trzej królowie Bogu każdy odpowie…
  5. Miłości wam tu trzeba, a po śmierci do nieba…

 

Jasełka
Jasełka

 

 

Jasełka dla przedszkola

przez Posted on 1 Comment 7 min read 1265 wyświetlenia

JASEŁKA – 2004r.

PRZEDSZKOLE NR 23

w Rybniku – Niedobczycach

Opracowała Ewa Masarczyk

PROLOG

 

Gromada kolędników – z Gwiazdorem niosącym gwiazdę – przechodzi przez widownię.

 

  1. KOLĘDNIK

Z wesołą piosenką,

Z muzyką i tańcem,

Z gwiazdą i turoniem

Idą przebierańcy.

Wesoło śpiewamy,

Do okien pukamy –

Hej, kolęda, kolęda!.

 

  1. KOLĘDNIK:

Dorośli się dziwią,

Wyciągają szyje,

Dzieciaki szaleją,

Pies przy budzie wyje.

Szczeka pies przy budzie,

Dziwują się ludzie –

Hej kolęda, kolęda!

 

  1. KOLĘDNIK:

Życzymy wam, młodzi,

Życzymy wam, starzy –

Niech was Nowy Roczek

Wszystkim szczodrze darzy!

 

Niech będzie pogodny,

Syty a nie głodny,

Wesoły i zgodny,

I zbiory dorodny!

 

  1. KOLĘDNIK:

Niech się te życzenia

Spełnią wszystkim wszędzie,

Tego wam życzymy

Dzisiaj po kolędzie.

Kłaniamy się wszystkim

Tym ukłonem niskim

Hej, kolęda, kolęda!

 

  1. KOLĘDNIK:

A teraz kochani,

Wielka frajda będzie –

Ujrzycie jasełka,

Dzisiaj po kolędzie.

Odsłonię firankę,

Zrobię niespodziankę –

Hej, kolęda, kolęda!

 

KOLĘDA: GDY SIĘ CHRYSTUS RODZI… (z płyty Arki Noego)

 

 

AKT  I

 

NARRATOR:

Wyszedł dekret od cesarza Augusta, aby spisano wszelki świat. Każdy tedy szedł do  miasta swego. Poszedł i Józef z Galilei do Betlejem, miasta Dawidowego, gdyż był z rodu i pokolenia Dawida wraz z Maryją , poślubiona sobie małżonką brzemienną.

 

MARYJA:

Józefie, zimno,

Józefie, ciemno

Józefie, Józefie,

co będzie ze mną ?

Tak strasznie zimno,

Tak ciemno wszędzie,

Józefie, Józefie,

co ze mną będzie?

 

JÓZEF:

Bóg mi dał w opiekę

Pannę Maryję,

A ona, biedactwo,

Już ledwie żyje.

Buty pogubiła,

Suknię podarł wiatr,

O mój Panie Boże,

Jak iść przez ten świat?

 

Maryja siada na kamieniu a Józef idzie szukać domu. Podchodzi do jednego i kołacze do drzwi. Zza drzwi gniewne głosy Baby i Chłopa.,

 

BABA:

Kto się tam po nocy włóczy?

 

CHŁOP:

Zamknij drzwi na siedem kluczy!

 

BABA:

Spać nie dają, włóczykije!

 

JÓZEF:

Przyjmijcie Pannę Maryję.

Dajcie nocleg, choćby w sieni,

Jesteśmy bardzo strudzeni.

Z Nazaretu daleka droga,

Otwórzcie nam w imię Boga.

 

BABA:

Tu nie zajazd, nie gospoda,

Idźcie stąd, bo czasu szkoda.

 

JÓZEF:

Ja gdziekolwiek, ale Ona…

Bóg mi oddał Ją w opiekę,

Jest zziębnięta i strudzona,

Idziemy z dalekiej drogi…

 

BABA:

Nie pomoże święty Boże  –

Drzwi włóczęgom nie otworzę!

 

CHŁOP:

Jeszcze czego! Co za ludzie!

A prześpij się gdzieś w psiej budzie!

 

Józef wraca do Maryi.

 

MARYJA:

Odmówili?…

 

JÓZEF:

Mówić szkoda –

Tu nie zajazd, nie gospoda…

 

MARYJA:

Żeby chociaż łyżkę strawy,

Żeby chociaż garstkę słomy…

Tu są jeszcze inne domy.

 

Maryja siada a Józef idzie i kołacze , ale nikt nie otwiera.

 

NARRATOR:

Siadła Maryja już bez sił i na Józefa czeka. W dłoniach ukryła świętą twarz. Między palcami – łza ścieka. Nikt nie chce przyjąć Matki tej. O ludzie Betlejemscy, gdzież wasze serca są. Czemu chciwością zamknięte, przed przyjściem Boga drżą. A Matka znużona siedzi wciąż, i czeka – ciągle czeka. Czy się otworzą przed Nią drzwi, a może serce człowieka.

 

PASTUSZEK:

wchodzi i mówi do siebie

Kto tu siedzi na kamieniu?

Jakaś niewiasta?

I płacze?

Kto ona? – nie wiem, podejdę bliżej

Kto to jest, z bliska zobaczę.

 

Podchodzi bliżej Maryi i przygląda się jej

Jakaż ona piękna, zda się prawie,

Że blask od niej dziwny płynie

Chociaż biednie jest odziana .

Co tu robi w tej godzinie?

Czemu płacze? Może spytać

Może nie wie, gdzie jej droga?

Taka piękna choć uboga.

 

Zbliża się Józef do Maryi

 

JÓZEF:

Maryjo tak mi cię żal.

Zrobiłem co w mej mocy,

Ale bez złota nikt nie chce dać noclegu – choć jednej tej nocy.

 

MARYJA:

Trudno Józefie. Tak widać chce Bóg, ale mi żal, że ludzie nie chcą przyjąć Boga.

 

PASTUSZEK:

Panie…

 

JÓZEF:

Co chłopcze?

 

PASTUSZEK:

My domu nie mamy, bośmy pasterze

I nawet stad blisko palimy ognisko,

Ale słyszałem – żeście noclegu szukali.

Więc jeśli nie macie innej gospody,

To przenocujcie w stajence, wśród trzody.

Bydląt w stajni nie ma. Słomę wam przyniosę.

Cieplej będzie jak na dworze,

Pójdźcie ze mną  – proszę.

 

MARYJA:

Bóg zapłać ci stokrotnie, pastuszku mój drogi.

 

PASTUSZEK:

Chodźmy, chodźmy, nie daleko jest nasza stajenka…

Nie przemoknie tam na deszczu Maryi sukienka.

 

KOLĘDA: WŚRÓD NOCNEJ CISZY…

 

 

AKT  II

 

Pasterze leżą i śpią. Pojawiają się dwa Małe Aniołki. Wchodzą na scenę skacząc w klasy (np. skaczą na jednej nodze)

 

ANIOŁEK I:

Aniołek – fiołek – róża – bez,

Ledwie zasnęli – aniołek jest…

Zbudzić ich?

 

ANIOŁEK II:

Nie budź.

Jeszcze nie trzeba, jeszcze nie dali nam znaku z nieba.

 

ANIOŁEK I:

Zobacz, palili ogień na łące,

Jabłuszka piekli… jeszcze gorące.

 

Bierze jabłko na patyku.

 

ANIOŁEK II:

Nie rusz! O rety, ty to masz talent,

Musiałeś sobie usmolić palec?

Wytrzyj to zaraz…

 

Aniołek chce wytrzeć palec do skrzydeł

 

Tylko nie w skrzydła!

 

ANIOŁEK I

A co mam robić, jak nie mam mydła?

 

ANIOŁEK II:

No dobrze masz chusteczkę

 

Podaje chusteczkę, aniołek wyciera ręce.

 

ANIOŁEK I:

Zbudzić ich?

 

ANIOŁEK II:

Czekaj jeszcze chwileczkę.

Jeszcze nam z nieba znaku nie dali,

Jeszcze się wielka światłość nie pali.

Czekaj na gwiazdę i patrz się w górę…

 

Patrzy się w górę a aniołek i podskubuje mu piórka ze skrzydeł

 

I nie podskubuj anielskich piórek!

Tylko ci w głowie figle i psoty.

Anioł – a ciągle z nim są kłopoty.

 

Pojawia się światło, bucha wielka jasność Mały Anioł i wrzeszczy.

 

ANIOŁEK I

Pali się! Pali! Światło z obłoków!

O, jaka łuna! O jaka zorza!

 

Pasterze budzą się, ogólne zmieszanie

 

PASTERZE:

Pali się! Wstawaj!

O rety, pożar!

Trwoga, na Boga!

Chłopaki w nogi!

Niebo goreje!

Palą się stogi!

 

ANIOŁEK I:

Dzisiaj w Betlejem,

Dzisiaj w Betlejem

Wesoła nowina!

 

 

ANIOŁEK II:

Święta Panienka, święta Panienka

Urodziła syna!

 

ANIOŁEK I:

Chrystus się rodzi!

 

ANIOŁEK II:

Świat oswobodzi!

 

 

 

AKT  III

 

Scena odgrywa się w stajence. Maryja pochylona nad żłobkiem, Józef, anioły. Aniołki i Anioły śpiewają zwrotki kolędy, Maryja śpiewa refren:

 

KOLĘDA: GDY ŚLICZNA PANNA…

 

ANIOŁY:

Gdy śliczna Panna Syna kołysała,

Z wielkim weselem tak jemu śpiewała.

 

MARYJA:

Lili, lili, laj – moje Dzieciąteczko

Lili, lili, laj – śliczne Paniąteczko.

 

ANIOŁY:

Wszystko stworzenie, śpiewaj Panu swemu,

Pomóż radości wielkiej sercu memu.

 

MARYJA:

Lili, lili, laj – wielki Królewicu

Lili, lili, laj – niebieski Dziedzicu.

 

ANIOŁY:

Sypcie się z nieba, śliczni aniołowie,

Śpiewajcie Panu, niebiescy duchowie

 

 

MARYJA:

Lili, lili, laj – mój wonny kwiateczku,

Lili, lili, laj – w ubogim żłobeczku.

 

Słychać płacz dziecka, Maryja pochyla się nad żłobkiem

 

ANIOŁ I:

Czemu płacze, czemu, kwili w żłobie, Maleńka Dziecina?

 

ANIOŁ II:

Cicho – cicho – Dzieciąteczko

Nie płacz, nie płacz już, Matka twoja ci zaśpiewa

A ty oczka zmruż.

 

 

 

AKT  IV

 

Na scenę wchodzą pasterze niosąc dary, które będą składać przed niemowlęciem

 

PASTERZ II:

Dalej pasterze, do szopy śpieszmy

I podarunki ze sobą zanieśmy.

 

KOLĘDA: PRZYBIEŻELI DO BETLEJEM…

 

ANIOŁ I:

Chodźcie chłopcy, przywitajcie tego Boga,

Co na sianie leży

 

PASTERZ I:

Niech Ci Jezu będą dzięki, za twe narodzenie,

Bo przez nie, zacząłeś nasze sprawować zbawienie.

 

PASTERZ II:

O Jezu – dzięki za to Ci,

I nasze przyjm dary

 

PASTERZ I:

Płótno

 

PASTERZ II:

Kożuszek

 

PASTERZ III:

Wełny garść

 

RAZEM :

I miłość z serca – bez miary.

 

KOLĘDA: DZISIAJ W BETLEJEM…

 

 

AKT  V

 

Mówi anioł stojący przy żłóbku, zbliżają się w ich kierunku królowie

 

ANIOŁ I:

Gwiazda błyszczy nad stajenką,

Drogę światłem znaczy.

Każdy człowiek dobrej woli,

Boga dziś zobaczy.

 

ANIOŁ II:

Na dalekim wschodzie mędrcy ja spostrzegli

I za jej przewodem, do Betlejem pobiegli.

 

KRÓLOWIE:

Idziemy z ochotą

I niesiemy w darze mirrę, kadzidło i złoto

 

KACPER:

W moim kraju, hen daleko, słyszałem o Tobie!

Witam Cię, Boże Dziecię położone w żłobie.

Gwiazdka Twoja mnie do Ciebie prosto prowadziła.

Złoto w darze Ci przyniosłem, o dziecino Miła!

 

Kłania się i składa złoto przed Jezusem

 

MELCHIOR:

Ja przyniosłem Ci kadzidło wonne i pachnące.

By Cię uczcić, Dziecię Boże, na sianku leżące.

 

Kłania się i składa kadzidło

 

BALTAZAR:

A ode mnie gorzka mirra dla ciebie zebrana,

Gdyś z wielkiego nieba przyszedł, aby cierpieć dla nas!

 

Kłania się i składa mirrę

 

ZAKOŃCZENIE

 

NARRATOR:

Zejdźcie ze swoich wyżyn Aniołowie.

Przybliżcie się do żłóbka wszyscy.

Zaśpiewajcie i wy – mili goście

NOWONARODZONEMU !

 

KOLĘDA: CICHA NOC, ŚWIĘTA NOC…

 

KOLĘDNIK

To dla Was była odegrana, historia narodzenia pana.

Abyście Boga chwalili a pochwał nie szczędzili.

Wiec się WAM kłaniamy, kłaniamy

I na gorące brawa czekamy.

 

Wszystkie dzieci podchodzą do przodu i kłaniają się

 

 

Jasełka
Jasełka

 

 

 

 

Jasełka – W stronę światła…

przez Posted on 0 Comments 7 min read 1154 wyświetlenia

„W stronę światła…”

 

Na scenie stolik z czasopismami i listami, a przy nim siedzi redaktorka – Anna

Na scenę wchodzi zamyślony uczeń, po chwili zaczyna recytować wiersz

 

Poeta: Dlaczego jest Święto Bożego Narodzenia?

Dlaczego wpatrujemy się w gwiazdę na niebie?

Dlaczego śpiewamy kolędy?

 

Za nim wchodzi drugi uczeń i odpowiada na zadane pytania

 

Realista: Dlatego, żeby się uczyć miłości do Pana Jezusa.

Dlatego, żeby podawać sobie ręce.

Dlatego, żeby się uśmiechać do siebie.

Dlatego, żeby sobie przebaczać.

Żeby każda czarodziejka po trzydziestu latach nie stawała się czarownicą.

                /ks. J. Twardowski/

 

Chórek wraz z redaktorką Anną: śpiewa

 

 

  1. Ptaki radosne, niestrudzone, zwiastuny dobrych myśli,

Co dzień przez wszystkie świata strony, wędrują nasze dobre listy. Bóg także listy polecone wysyła do nas wszystkich, jedni dla drugich posyłani, jesteśmy jako żywe listy.

 

Ref. Chcę być dla Ciebie Bożym listem, a Ty bądź dla mnie. Bóg pod Twój adres mnie tu przysłał, więc widać pragnie coś jedynego nam powiedzieć –

Tobie przeze mnie, mnie przez Ciebie.

 

  1. Będziemy czytać może w trudzie, będziemy też w radości,

Bóg rozszyfrować nam pomoże serc naszych wszystkie zawiłości.

Uśmiech, jak znaczek na kopercie, rozjaśni nasze listy,

Chcę być promiennym listonoszem, posłańcem wielkiej Bożej myśli.

 

Anna: Dzień dobry! Jestem Anna. Pracuję dla czasopisma „Światło” – prowadzę rubrykę „Listy do Światła”.

Tak wiele wokół nas różnokolorowych lampek, neonów świateł, a jednak – jakbyś my żyli w ciemności…  Bóg dał nam ciepłe, roziskrzone słońce, księżyc srebrzysty i gwiazd miliony – a to czasem, jakby za mało, by znaleźć drogę do drugiego człowieka….

W oknach żarzą się tysiące bajecznych świateł, a w sercu człowieka czasem tak ciemno…. Miliardami kryształowych kropel rozpryskuje górski wodospad, lśni bielą świeżego śniegu szczyt Giewontu, błyszczą radością oczy niemowlęcia, a ludzie piszą:

 

Anna siada przy stoliku z listami.

Autorzy listów siedzą na widowni, przed rozpoczęciem swojej kwestii zapalają świecę i wychodzą powoli na scenę, czytają swoje listy. Po przeczytaniu w geście rezygnacji gaszą świecę, list pada na ziemię,
a osoby siadają na podłodze.

 

 

Matka: „Droga Anno! Sama wychowuję synka. Jest ciężko chory, a ja już nie mam pieniędzy na  lekarstwa ….Nie płaciłam czynszu i kazano nam opuścić mieszkanie. Gdzie mamy pójść, jak żyć?!”

 

Ojciec: „Szanowna Pani! Jest Pani dla mnie ostatnią deską ratunku!…. Straciłem pracę i nie potrafię utrzymać rodziny…. Zima, kończy się węgiel, a tu Święta, Boże Narodzenie… Czy dla mnie też Bóg  się narodzi?! Straciłem wszelką nadzieję….”

 

Syn: „Proszę Pani! Moja Mama i Tato świetnie zarabiają. Mamy trzy samochody, wspaniałe mieszkanie, co roku wyjeżdżamy za granicę… A ja wczoraj podsłuchałem, że moi rodzice się rozwodzą! Nie rozumiem! Czy to moja wina?!! Boję się!!!”

 

Chłopak: „Chodzę już do I klasy gimnazjum. W szkole idzie mi dobrze. Jednak nie mam przyjaciół. Koledzy wyśmiewają mnie, że krzyżyk na łańcuszku noszę, że żegnam się przed kościołem i w tramwaju, że w niedzielę na Mszę św. chodzę i na religii się nie wygłupiam…            A przecież – wszystko, co mam, to dar Boga. Dlaczego mnie odrzucają?…..”

 

Nauczycielka: „Droga Pani Anno! Mam w klasie ucznia, który uczyć się nie chce, do szkoły nie chce chodzić… Smuci mnie to, bo bardzo go lubię. Wiele razy z nim rozmawiałam. Już nie wiem, jak mu pomóc…”

 

Dziewczynka: „Szłam dziś przez miasto i patrzyłam na wystawy sklepowe. Tyle tam śliczności,      a mojej Mamusi nie stać, by mi, choć buty nowe na Święta kupić!…..”

 

Córka: „Pani Anno! Piszę ten list przy świecy, bo odcięli nam prąd. Rodzice nie mają pracy i nie ma, czym zapłacić. Ale Mama pożyczyła od sąsiadki pieniądze i będziemy mieć światło na Wigilię. Jednak to trudno tak, na co dzień żyć, gdy w domu ciemno i zimno…”

 

Elegancki chłopak: „Jestem tak bardzo samotny!”

 

Na scenę wchodzi uczeń z księgą Pisma św. i czyta tekst

 

Lud chodzący w ciemności wielką światłość oglądał.

Nad przebywającymi w kraju cienia śmierci zajaśniało światło.

Zwiększyłeś radość, spotęgowałeś wesele.

Rozradowali się przed Tobą

radością, jaka panuje w czas żniwa, jak się weselą przy podziale łupów.

Albowiem jarzmo jego ucisku, rózgę [chłoszczącą] jego barki

i kij jego ciemiężyciela złamałeś jak w dzień Midianu.

Albowiem Dziecię nam się narodziło, Syn został nam dany.

Na Jego barkach władza spoczywa.

I nazwane będzie imieniem: Cudowny Doradca, Bóg mocny,

Ojciec wieczności, Książę pokoju —

aby rozprzestrzeniło się [Jego] panowanie i pokój bez końca

na tronie Dawida i w jego królestwie,

aby utwierdzić go i wzmocnić poprzez prawo i sprawiedliwość

odtąd i aż po wieczność;

gorliwość Jahwe Zastępów to sprawi.

 

Chórek śpiewa pastorałkę: Gdy pierwsza gwiazda, w czasie śpiewu na scenę wchodzi Maryja z Dzieciątkiem i Józef, siadają na przygotowanych miejscach. Józef zapala święcę Caritasu

 

Anna zbiera rozrzucone listy, podchodząc do Maryi i Józefa, klęka i mówi:

Anna: Nauczyłeś nas swych tajemnic, światło nam dałeś w ciemności, nauczyłeś nas słuchać też pilnie Twoich wyroków Boskich. Święty, niepojęty Jezu, żaden rozum Cię nie ogarnie, tylko sercem odczuwam Twoją miłość dla mnie.

Naucz nas kochać Ciebie, w życie człowiecze wcielony

Naucz nas myśleć o niebie, w życiu tym utrudzonym.

Naucz nas swego nieba, swojej największej miłości,

Naucz nas, jak szukać trzeba, drogi do szczęścia prostej.

 

Chórek śpiewa kolędę „Bóg się rodzi...” – 2 zwr.

 

Maryja  z Dzieciątkiem wstaje, podnosi Annę,  zabiera świecę Caritasu  . Kolejno podchodzą do każdej postaci, Anna zabiera wygaszone świece, odpala nowym Światłem od świecy  Maryi. Oddaje  świecę ,           a Józef podnosi każdą osobę . Kiedy wszystkie Osoby stoją, Maryja i Józef wracają na swoje miejsce.        Anna stoi obok. Patrząc na Świętą Rodzinę mówią swoje kwestie

 

Matka:  Wróciłeś mi ufność!…..

 

Ojciec: Wróciłeś mi Jezu sens życia!…

 

Syn: Wróciłaś mi spokój serca!

 

Chłopak: Wróciłeś mi wiarę w siebie!

 

Nauczycielka: Maleńki Panie dodałeś mi sił!

 

Dziewczynka: Nauczyłeś mnie radości z tego, co mam!

 

Córka: Wróciłeś mi nadzieję!

 

Elegancki chłopak: Wróciłeś mi Światło w duszy!

 

Anna: To Jezus jest Drogą i Światłem Waszego życia! Bez Niego wszystko jest ciemne, straszne, beznadziejne. Podążajcie zawsze do Niego z waszymi troskami. Choć teraz Maleńki, to przecież rozjaśni każdy mrok, zabierze każdy strach, odsunie każdy lęk. Zaufajcie Mu, a On wyzwoli Was    z wszelkich niebezpieczeństw. Podążajcie w stronę Jego światła.

 

Chórek śpiewa pastorałkę „Płonie gwiazda nad Betlejem” –                                                                   wszyscy podnoszą świece w górę i tak pozostają do końca pastorałki

 

Anna:  Niech ta świeca symbolizująca Jezusa – Światłość Prawdziwą, przekazane na ręce Pana Dyrektora oświeca dziś wigilijny stół i siedzących wokół niego Nauczycieli. Niech przypomina, że Jezus potrafi rozproszyć największe ciemności.

 

Chórek śpiewa refren piosenki listy, aktorzy wysyłają do widowni listy w formie samolocików z tekstami: Jezus cię kocha, Jezus rozproszy każdą ciemność, dla Jezusa warto żyć itp

 

  1. Matka: Droga Anno! Sama wychowuję synka. Jest ciężko chory, a ja nie mam pieniędzy na lekarstwa… Nie płaciłam czynszu i kazano nam opuścić mieszkanie. Gdzie mam pójść, jak żyć?

 

  1. Matka: Wróciłeś mi ufność

 

  1. Ojciec: „Szanowna Pani! Jest Pani dla mnie ostatnią deską ratunku!…. Straciłem pracę i nie potrafię utrzymać rodziny…. Zima, kończy się węgiel, a tu Święta, Boże Narodzenie… Czy dla mnie też Bóg się narodzi?! Straciłem wszelką nadzieję….
  2. Ojciec: Wróciłeś mi Jezu sens życia!…

 

  1. Syn: „Proszę Pani! Moja Mama i Tato świetnie zarabiają. Mamy trzy samochody, wspaniałe mieszkanie, co roku wyjeżdżamy za granicę… A ja wczoraj podsłuchałem, że moi Rodzice się rozwodzą! Nie rozumiem! Czy to moja wina?!! Boję się!!!

 

  1. Syn: Wróciłeś mi spokój serca!

 

  1. Chłopak: Chodzę już do I klasy gimnazjum. W szkole idzie mi dobrze. Jednak nie mam przyjaciół. Koledzy wyśmiewają mnie, że krzyżyk na łańcuszku noszę, że żegnam się przed kościołem i w tramwaju, że w niedzielę na Mszę św. chodzę i na religii się nie wygłupiam… A przecież – wszystko, co mam, to dar Boga. Dlaczego mnie odrzucają?…..

 

  1. Chłopak: Wróciłeś mi wiarę w siebie!

 

  1. Nauczycielka: Droga Pani Anno! Mam w klasie ucznia, który uczyć się nie chce, do szkoły nie chce chodzić… Smuci mnie to, bo bardzo go lubię. Wiele razy z nim rozmawiałam. Już nie wiem, jak mu pomóc…

 

  1. Nauczycielka: Maleńki Panie dodałaś mi sił!

 

  1. Dziewczynka: Szłam dziś przez miasto i patrzyłam na wystawy sklepowe. Tyle tam śliczności, a mojej Mamusi nie stać, by mi choć buty nowe na Święta kupić!…..

 

  1. Dziewczynka: Nauczyłeś mnie radości z tego co mam

 

  1. Córka: Pani Anno! Piszę ten list przy świecy, bo odcięli nam prąd. Rodzice nie mają pracy i nie ma, czym zapłacić. Ale Mama pożyczyła od sąsiadki pieniądze i będziemy mieć światło na Wigilię. Jednak to trudno tak, na co dzień żyć, gdy w domu ciemno i zimno…

 

  1. Córka: Wróciłeś mi nadzieje!!!

 

  1. Elegancki chłopak: Jestem tak bardzo samotny!

 

  1. Elegancki chłopak: Wróciłeś mi Światło w duszy!

 

 

 

 

Jasełka
Jasełka