Adoracja – Wielki Piątek

Permalink 0

Adoracja – Wielki Piątek

 

Chrześcijanie wszystkich czasów nieustannie rozważają centralne wydarzenie, które stanowi najgłębszą tajemnice naszej wiary: Mękę, Śmierć i Zmartwychwstanie Jezusa. Również my zbierając się w tę wielkopiątkową noc chcemy przeżyć ją na rozważaniu i modlitwie przy krzyżu i grobie Pana. Modlitwa przy krzyżu pozwala trwać nam w niewidzialnej łączności z ukrzyżowanym Jezusem, jak również ze wszystkimi cierpiącymi, opuszczonymi, prześladowanymi i dręczonymi. Modlitwę naszą rozpoczniemy od prośby skierowanej do Jezusa.

1 Kor 1, 18. 22-23.

Jezus uczynił ze swoich ostatnich godzin życia spektakl. Przyszedł na ziemię, gdy była cicha i spowita nocą. Urodził się na uboczu, w zapoznanej daleko poza miastem pieczarze. W cichości spędził trzydzieści lat. Ewangeliści mistrzowsko w kilku zdaniach – jak fleszem z ciemności wywołali z Jego lat publicznych tylko pojedyncze zdarzenia i słowa. W ciszy odbędzie się najważniejsze wydarzenie – Zmartwychwstanie, w porze gdy przed wschodem słońca milkną na moment ptaki i zamiera w zachwycie obudzony świat. Cisza, ciemność, milczenie towarzyszą mu zawsze. Ogromna większość Jego dni – bez ludzi bez świadków. I oto na Golgotę wdziera się krzyk, światło, gwar, gawiedź, kłębiący się tłum. Ewangeliści zapominają o swojej powściągliwości i jak skrupulatni skrybowie stenografują minutę po minucie. Z uwagą, pietyzmem odnotowują każde słowo, nawet oddech. Męka umierania odbywa się publicznie, wobec wrogów i przyjaciół, wśród tłumnej gawiedzi, wśród setek ciekawie patrzących oczu – gdy dzień podniósł słońce wyżej jak mógł.

 

Łk 23, 33-38 lub Łk 23, 33-46 (chwila ciszy).

 

Pieśń o charakterze pasyjnym

Ten wstrząsający spektakl utkany z cierpienia i śmierci musiał być ogromnie ważny, jeśli Chrystus wyraził nań zgodę, jeżeli przed światem odsłonił najbardziej osobiste chwile na krzyżu, jeśli z własnego upodlenia uczynił widowisko. Chyba bardzo pragnął, abyśmy przynajmniej tego jednego nie zapomnieli. Od tamtej pory przychodzą na to miejsce ludzie, pojedynczo i gromadnie, z daleka, z bliska, wsłuchują się w tamten krzyk tłumu oraz milczenie, które zawisło, stają przed krzyżem. Przyszliśmy i my. Poznać krzyż – to poznać Jezusa.

Pieśń „Jezu mój Jezu….”

„Jezus świadom, że już wszystko się dokonało, aby się wypełniło Pismo rzekł <<pragnę>>. Spragniony Bóg, powieszony jak ptak na drzewie. Do dzisiaj nie wiadomo, czy wtedy – zawieszony pomiędzy ciemnym niebem i mroczną ziemią – wypowiadając słowo pragnę, chciał tylko pić? A może pragnął na ten czas trwogi czyjejś obecności, współczucia. Pragnienie Boga sprowadziło Go na ziemię. Było tak wielkie, że nie uwzględniło kosztów własnych. Pragnienie, aby być kochanym przez człowieka, zaprowadziło Go tak wysoko – na krzyż. Bóg Jezus umarł dlatego, że za bardzo kochał,…. a Ja?

Pieśń „Golgoto

To nie gwoździe cię przebiły, lecz mój grzech. Umarłeś za mnie, aby zbawić mnie grzesznego. Chrystus odwieczny rozjemca wspina się wysoko, aby nas ocalić. Osłania przed nawałnicą swoim konającym ciałem. na krzyżu nie może już wyciągnąć rąk – przybite, nie może mówić – nikt Go nie słucha z wyjątkiem Ojca. Do niego woła zasłaniając człowieka rozkrzyżowanymi ramionami: „Ojcze… nie wiedzą co czynią”. Wokół bezbrzeżna cisza. Nie pada ani grom, ani kara. Z krzyża zaś spływa niepojęta miłość „Ojcze, przebacz im”. I tymi słowami Jezus ocalił wszystkich i każdego.

Albowiem tak Bóg umiłował świat

Patrzymy na zawieszoną postać. Uczyliśmy się od dzieciństwa, że to znak odkupienia. Trwając przy ukrzyżowanym musimy zrozumieć, że odkupienie jest sprawą osobistą każdego z nas. Skrzyżowane drzewo jest w właściwie miejscem człowieka, twoim i moim. Jezus nas zastąpił. dał się cały. Zapłacił życiem za nasz udział w wieczności.

Wielbić Pana chcę”.

Krzyż jest zaproszeniem do odpowiedzi Bogu. jesteś wezwany przez miłość i zaproszony do miłości.

Za to, że tak mało kocham

Przyjdź, Duchu Święty,

napełnij mnie ogniem tej miłości,

która łaskawie znosi wady innych,

jest wyrozumiała i przebaczająca

nawet tam, gdzie spotyka na swej drodze

przeszkody, troski i cierpienia.

 

Niech moja miłość

będzie słońcem,

którego żaru ni studzi

niewdzięczność ludzkich serc.

 

Bo ja chcę służyć wszystkim ludziom!

Chcę im pomagać w trudnym życiu,

i obym nigdy nie pomyślał,

ani nie uczynił nic takiego,

co mogłoby zadać kłam pełnej miłości.

 

Przyjdź, Duchu Święty, napełnij mnie ogniem

prawdziwej miłości,

która serce moje i samopoczucie

napełnia klimatem nieba

i udziela się innym.

 

Ubi Caritas” – „Tam gdzie miłość jest

Kończąc tę medytację nad krzyżem zauważamy, że Jezus w tajemnicy cierpienia tak bardzo na serio wszedł w życie ludzi, w nasze życie.

Ojcze chwała tobie

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *